No i nadpłynął nam Śledzik. Mam z nim lekki problem, bo mimo, że jestem przekonany, że to ważne wydarzenie w polskim internecie, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zbyt wiele rzeczy nie zadziałało.
Jako obserwator, choć niezbyt duży fan rozwoju idei mikroblogowania, muszę przyznać – Nasza-Klasa chyba nie do końca przemyślała swoją strategię. No, ale i tak zwana społeczność n-k zareagowała w możliwy do przewidzenia sposób: arogancką negacją. (…) Nie chcę się koncentrować na wadach i zaletach Śledzika. Najlepiej samemu przetestować, sprawdzić, ocenić (dajcie znać w komentarzach, czy Wam się podoba?). Chciałbym zatrzymać się na chwilę przy dwóch kwestiach. Pierwszą z nich jest to, w jaki sposób wprowadzenie mikrobloga rozegrało szefostwo Naszej-Klasy. (…) Użytkownicy Naszej-Klasy mają jeszcze jedną denerwującą właściwość. Traktują ten serwis (zresztą nie tylko tu tak się dzieje, podobnie przedstawiała się sprawa z hatakiem, czy zmianami w grono.net) jako swoją własność. Po uruchomieniu Śledzika – i udostępnieniu go jako wszystkim, bez wyjątku – posypały się więc komentarze: oddajcie nam nasz serwis!
Prostacka, arogancka negacja nowej opcji komunikacyjnej pokazuje jak bardzo niechętni jesteśmy zmianom, które w jakiś sposób zmieniają rzeczy, do których się przyzwyczailiśmy. I Śledzik mógł się nawet okazać Złotośledziem – nieważne! Jakakolwiek zmiana wprowadzona obligatoryjnie, na lepsze, czy na gorsze, będzie odebrana jako atak. I dziwne, że włodarze Naszej-Klasy nie starali się podejść do sprawy inaczej.
