02.03.2010
Wyobraź sobie świat po nuklearnej zagładzie, w którym tylko nieliczni ocaleni przy życiu potrafią czytać. Wyobraź sobie wędrowca, który strzeże Księgi mogącej uratować ludzkość. Wyobraź sobie despotę, który pożąda Księgi i zrobi wszystko by ją zdobyć. Wyobraź sobie konfrontację, w której chodzi nie tylko o to, kto zdobędzie Księgę, ale o wiarę, wytrwałość i przeznaczenie.
Na możliwość obejrzenia „Księgi ocalenia” czekałem z niecierpliwością. Zapowiadało się bowiem interesujące widowisko – postnuklearne wizje, religijne podteksty i świetni aktorzy. Czego można chcieć więcej?
Po premierze filmu pojawiło się jednak bardzo wiele kiepskich recenzji. Że jednostronny, patetyczny, chrześcijańsko fundamentalistyczny itd. Nie nastawiło mnie to pozytywnie. Tym przyjemniejsze było zaskoczenie – film widziałem kilka dni temu i muszę przyznać, że dawno już żaden nie zrobił na mnie takiego wrażenia i nie dał mi tyle do myślenia. Ale wymaga to kilku zdań wyjaśnienia.
Czytaj dalej
24.01.2010
Filmy mają opowiadać historie, zaciekawiać widza, sprawiać by wczuwał się w opowieść, przeżywał ją i myślał o niej. Kino – nawet te hollywoodzkie, rozrywkowe, które przecież również spełnia bardzo istotne funkcje kulturalne – powinno być czymś więcej niż tylko zbiorem drogich, wizualnych sztuczek. I na boga, nie może traktować widza jak idioty.
Widziałem w tym tygodniu dwa blockbustery, mające ze sobą wiele wspólnego produkcje, które na długo przed swoją premierą były wyczekiwane i poddawane intensywnej marketingowej obróbce. Pierwszy z nich okrzyknięto mianem rewolucyjnego i wizjonerskiego. Drugi z takim reżyserem, po którym spodziewać można było się wybuchowej mieszanki, musiał być niespodzianką. „Avatar” Jamesa Camerona i „Sherlock Holmes” Guya Ritchiego.
Avatar jest jak galaretka. Jest słodki, kolorowy i przynosi ciekawe doświadczenia podczas jedzenia. Jest jednak jak galaretka nudny, nie pozostawiając spożywającemu zbyt wielu możliwości konsumpcji.
Sherlock Holmes jest jak zapiekanka robiona przez przyjaciółkę. Niby nie jest to wyszukana potrawa, ale po pierwsze dziwisz się odnajdując w niej nowe składniki, po drugie ładnie wygląda (ale nie narzucając się), po trzecie wreszcie – wiesz, że przyjaciółka zrobiła ją specjalnie dla Ciebie. Ona wie, że lubisz zapiekanki. No i poza tym lubi Ciebie…
Czytaj dalej