1. Internet – przestrzeń społeczna
Internet od samego początku był przestrzenią społeczną. Nawet jeśli miał ułatwiać pracę akademikom, czy wspierać wojskowych w ich wojennych zabawach, nawet jeśli stworzony był do nieco poważniejszych zadań niż komentowanie zdjęć dawnych znajomych z ławki – to od zawsze jego największą siłą (i słabością zresztą) był człowiek, który z niego korzystał. Komunikowanie z mniej lub bardziej bliskimi osobami to fundament sieci.
O ile jednak jeszcze kilka lat temu internet był przestrzenią dodatkową, nieco egzotyczną dla większości naszego społeczeństwa, a korzystanie z takich rozwiązań jak choćby IRC było oznaką pewnego wtajemniczenia, o tyle dziś staje się oczywistym miejscem spotkań, zdobywania informacji i budowania sieci towarzyskich. Co więcej, zaczyna pełnić funkcję przestrzeni alternatywnej (kto wie, czy powoli nie dominującej dla społecznej większości?) wobec tej znanej z „realu”. Studenci ożywają na Facebooku, czy Grono.net rozwijając relacje ze swoimi uczelnianymi znajomymi, pracownicy jednej firmy trzymający dystans w pracy, są wobec siebie niezwykle otwarci na Naszej-Klasie itd.
Pojawia się jednak problem, na który chciałbym zwrócić dziś uwagę. Mało jest on jeszcze zbadany, rzadko dostrzegany. Przyzwyczailiśmy się rozumieć cyfrowe wykluczenie poprzez pryzmat braku dostępu do infrastruktury internetowej. Tymczasem jednak – w moim odczuciu – wykluczeniem takim nazwać możemy również te sytuacje, w których osoby posiadające (lub nie) dostęp do technologii, a które nie chcą lub nie potrafią uczestniczyć w meandrach cyberświata są mniej lub bardziej jawnie traktowane jak upośledzone, niepełnosprawne społecznie.
