iPad. Tablet Apple. Zapowiadany, dyskutowany, wywołujący blogową gorączkę. Prawie mityczny. Ale już jest i… no właśnie i co z tego? Czy będzie to pozycja, która ma szansę podbić serca użytkowników? Czy – jak chcą niektórzy – zrewolucjonizuje rynek urządzeń przenośnych, ebooków (i egazet) oraz konsumpcję rozrywki?
Nie chcę tu opisywać specyfikacji iPad’a. Pisałem już o tym dla e-biznes.pl i tam zainteresowanych odsyłam. Najważniejsza w tym wszystkim jest chyba cena urządzenia – od 499 dolarów za najtańszą wersję do 829 dolarów za najdroższą (w Polsce ile? 2-3 tysiące?). To może być bardzo mocny atut w rękach Apple. Szczególnie na rynku amerykańskim. Magia firmy + atrakcyjna cena = popularność?
iPad jest czymś pomiędzy netbookiem a smartfonem. Właściwie jest rozbudowanym iPhone’m z dodatkowymi funkcjami. I w moim odczuciu urządzeniem sprawdzającym się wyłącznie jako drugi (przenośny) komputer, dodatkowo jeszcze o wiele bardziej dla użytkowników Maców (podobnie jak iPhone). Poza tym chyba jest jednak większym rozczarowaniem niż zaskoczeniem. Nie zrozumcie mnie źle – to może być naprawdę dobry sprzęt. Moje (i myślę, że nie tylko moje) oczekiwania i wyobrażenia na temat jak takie urządzenie powinno wyglądać by było dla mnie użyteczne wyglądały jednak inaczej. Czytaj dalej
Miks telewizji i internetu nierzadko daje mieszankę wybuchową. Chociażby w tworzeniu i masowym dystrybuowaniu treści, które poprzez swój humor lub kontrowersje jakie wzbudzają, szybko zyskują miano „kultowych”. Zdarza się, że na krócej lub dłużej goszczą w naszej codzienności, zwłaszcza w języku (czy nie jest tak choćby z „no to frugo”, czy „takie rzeczy to tylko w erze”?).
Dużą szansę na taką zawrotną karierę ma hasło „Pants on the Ground”. Pojawiło się kilka tygodni temu w amerykańskim „Idolu”, zaprezentowane w piosence 62-letniego „Generała” Larry’ego Platt’a. Zresztą, zobaczcie sami. Czytaj dalej
Filmy mają opowiadać historie, zaciekawiać widza, sprawiać by wczuwał się w opowieść, przeżywał ją i myślał o niej. Kino – nawet te hollywoodzkie, rozrywkowe, które przecież również spełnia bardzo istotne funkcje kulturalne – powinno być czymś więcej niż tylko zbiorem drogich, wizualnych sztuczek. I na boga, nie może traktować widza jak idioty.
Widziałem w tym tygodniu dwa blockbustery, mające ze sobą wiele wspólnego produkcje, które na długo przed swoją premierą były wyczekiwane i poddawane intensywnej marketingowej obróbce. Pierwszy z nich okrzyknięto mianem rewolucyjnego i wizjonerskiego. Drugi z takim reżyserem, po którym spodziewać można było się wybuchowej mieszanki, musiał być niespodzianką. „Avatar” Jamesa Camerona i „Sherlock Holmes” Guya Ritchiego.
Co łączy te dwa filmy? Hollywood i tamtejsza filozofia robienia filmów. Oba są wielkimi widowiskami, oba były oczekiwane i dyskutowane na długo przed premierą. Oba odniosły finansowy i frekwencyjny sukces (choć oczywiście Avatar ma tu o wiele większe osiągnięcia – zarobił już ponad 1,6 mld dolarów!). Z mniej lub bardziej gwiazdorską obsadą (zdecydowanie na korzyść Holmesa, choć brak pierwszoligowych gwiazd wyszedł Avatorowi na dobre), z mniej lub bardziej wyszukanymi efektami specjalnymi (zob. artykuł i wideo jak powstał Avatar) mogły przyciągnąć podobnego widza – szukającego widowiskowej rozrywki w znajomych klimatach. Nawet długością projekcji są zbliżone.
Są to jednak produkcje tak odmienne, tak dalekie od siebie, że jako widz – aż nie mogę się temu nadziwić. Dlaczego? Czytaj dalej
Nie wiem jak Wy, ale ja im więcej czasu spędzam na Facebooku, tym bardziej go lubię. Kiedy już przyzwyczaiłem się do jego dość skomplikowanego (takie było moje pierwsze wrażenie) interfejsu, kiedy wiem już mniej więcej co jest gdzie, korzystanie z Twarzoksiążki jest bardzo przyjemnym doświadczeniem, tak różnym od konsumowania treści z Waszej-Klasy chociażby.
Jest jednak sprawa, która męczy mnie od samego początku: bzdurne aplikacje, a właściwie komunikaty z osiągnięć znajomych, które pojawiają się w moich aktualnościach. Sposób na poradzenie sobie z tym jest jednak dość prosty – wystarczy (tak jak na grafikach poniżej) po prawej stronie kliknąć opcję „ukryj”, a następnie „ukryj nazwa aplikacji” – już więcej nie będziemy męczeni powiadomieniami z takich wątpliwej jakości zabaw. Czytaj dalej
Jedną z cech zmieniającej się błyskawicznie rzeczywistości medialnej jest co, że śmieszą nas rzeczy które wcale nie tak dawno były naszą codziennością. Czasem podchodzimy do nich z sentymentem, czasem z lekkim zażenowaniem. Zawsze wzbudzają w nas spore emocje.
Chociażby takie reklamy.
Dzisiejszą reklamoizmatykę poświęcam więc starym polskim reklamom. Starym – czyli z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (są i wcześniejsze perełki). Jak zawsze – jeśli macie swoje typy lub podobne znaleziska, zostawiajcie w komentarzach. Zaczynamy.
Nie raz i nie dwa zadawaliśmy sobie to pytanie – ojciec, prać?
W opublikowanym na oficjalnym blogu poście, Google ogłasza, że nie zamierza dłużej cenzurować chińskiej wersji swojej wyszukiwarki. Nawet jeśli oznaczać to będzie konieczność wycofania się z tamtego rynku. Decyzja taka podjęta została po grudniowym cyberataku, w który zamieszana jest prawdopodobnie chińska administracja rządowa.
W połowie grudnia wykryliśmy wysoko zaawansowany atak na naszą firmową infrastrukturę, którego źródło znajduje się w Chinach i w wyniku którego skradziono własność intelektualną. Szybko okazało się jednak, że coś co na pierwszy rzut oka wydawało się incydentem związanym z bezpieczeństwem jest w rzeczywistość czymś zupełnie innym – czytamy w tekście.
Przeprowadzone śledztwo ujawniło, że atak nie dotknął tylko korporacji z Mountain View, ale również 20 innych firm. Jego celem było zyskanie dostępu do kont pocztowych (Gmail) należących do osób walczących o prawa człowieka. Jest wysoce prawdopodobne, że w atak – w jakiś sposób, jak dokładnie tego jeszcze nie wiemy – zaangażowana jest chińska administracja rządowa. Czytaj dalej
Firma TextWiseprzeprowadziła bardzo interesujące badanie dotyczące Twittera, które przybliża kilka ważnych statystyk z nim związanych. Ci z Was, którzy zawzięcie bronią tego typu serwisów przekonując, że to miejsca wymiany informacji, ciekawych znalezisk i opinii a nie tylko komentarzy w stylu „idę do toalety”, nie będą raczej zadowoleni. Dlaczego?
nao compreendo! – o językach użytkowników
TextWise posłużyła się bardzo ciekawą metodologią. Pobrała losowe komunikaty z Twittera z okresu dwóch tygodni za pomocą dostępnego API. W rezultacie otrzymała 8,9 mln „tweetów”, opublikowanych przez 2,6 mln użytkowników. Około 2,7 mln wiadomości (31 proc.) było odpowiedziami na inne, umieszczone przez kolejne osoby. Pół miliona komunikatów (6 proc.) stanowiły „retweety”. Prawie dwa mln „tweetów” zawierało URL. Czytaj dalej
Idea własności intelektualnej, prawa autorskiego i przeświadczenie o konieczności jego obrony mimo swoich kilkusetletnich korzeni (około XVII wieku?) tak na dobre rozwinęła się w minionym stuleciu. Do tej pory rzadko przejmowano się pojęciami takimi jak plagiat, czy intelektualne piractwo. Korzystanie z dzieł kultury, adaptowanie ich do własnych warunków było na porządku dziennym. Weźmy legendy, czy mity – czy ktoś pytał o ich oryginalnego autora? Czy ktoś pobierał tantiemy za korzystanie z nich? Nie. W różnych lokalnych wersjach, mieszane ze sobą i opowiadane przy ognisku, stanowiły nośnik tożsamości i kultury. No i pierwszorzędną rozrywkę jak sądzę.
Dlatego też mashupy, o których chcę dziś napisać kilka zdań, nie mogą być traktowane jak zupełne novum związane z tzw. Web 2.0. Idea, która za nimi się kryje jest stara jak ludzka kultura. W świecie otaczającej nas zewsząd techniki i jej nieograniczonej dostępności stały się jednak nowym, kontrowersyjnym sposobem wyrażania i wykorzystania technologicznych zasobów. Czym są więc mashupy? Czytaj dalej
Początek roku ma w sobie przyjemność charakterystyczną dla wszystkich nowych rozdań; teraz właśnie nadzieje na poprawę, nowe przygody, różnie definiowany sukces mieszają się – jak mi się zdaje – z ambicjami, chęciami i dużym zapałem (który w dużej mierze okazuje się słomianym). To dobry moment na podsumowania, dobra chwila na plany i postanowienia.
Nie wiem czy praktykujecie określanie sobie celów w czasie na przykład na nowy rok? Moim zdaniem warto. Dlaczego? Z kilku co najmniej powodów.
Wartością jest samo myślenie – to owa refleksyjność pozwala nam spoglądać na siebie z szerszej nieco perspektywy. Ułatwia dostrzeżenie sukcesów, ale i porażek. Umożliwia potraktowanie siebie bardziej obiektywnie i szczerze. Owszem, zwykle takie spojrzenie jest dla nas przykre; mamy przecież skłonność raczej do niszczenia niż budowania, do lenistwa niż ciężkiej pracy, do zdawania się na przypadek niż na własne plany itd. Nie zmienia to jednak faktu, że dobrze jest wziąć siebie “pod lupę” i być nieco bardziej rozsądnym względem własnych możliwości i ograniczeń. Czytaj dalej
Jak to mówią nieco starsi przyjaciele: no i znowu Święta. Tak właśnie, znowu ten czas. Powinienem chyba Wam i sobie czegoś życzyć, ale czego? Bo i czego właściwie można chcieć w „nowym cudownym świecie” A.D. 2010?
Chyba tego żebyśmy uczyli się skutecznie odnajdywać to co wartościowe – w bagnie idiotyzmu, w zalewie tandety, w mnogości niezweryfikowanych informacji. I to zarówno w pracy jak i w nieco bardziej prywatnych kontekstach. Nie będzie łatwo, ale co nam pozostaje?
Największe zmiany naszego – indywidualnego i społecznego – życia dokonują się w przestrzeni szeroko rozumianych mediów. Ale, nawet jeśli to zabrzmi trywialnie, życzę Wam i sobie byśmy potrafili wyłączyć internetowe urządzenia i iść na piwo z kumplami, albo na spacer z dziewczyną, która nam się podoba. Pooddychać świeżym/miejskim powietrzem…
I jeszcze jedno. Warto pamiętać, że wszystko się kończy, przemija zgniłe i straszne. Ale nie może to być powód zrezygnowania z przyjaźni. Doświadczenia tego roku pokazały mi, że to jedna z najważniejszych spraw, o które musimy dbać. Przyjaźń, o którą się nie dba kończy się, urywa i nic nie boli bardziej, nic nie dotyka mocniej niż zdradzone zaufanie. Umiejętności pielęgnowania przyjaźni niech nam nie zabraknie na Święta i Nowy Rok.
Do napisania/usłyszenia/zobaczenia w 2010 roku. Smacznego.
PS. Trochę tradycją minionej Wielkanocy, moje przesłanie „uatrakcyjniam” najciekawszą formą życzeń jakie dostałem w ramach wykonywanej pracy. W tym roku zwycięzcą jest Adv.pl za humor, dystans i pomysł.
Microsoft Courier – rewelacyjny elektroniczny dziennik z Tegrą 2! | Gadżetomania.pl: Prezentacje wideo robią niezłe wrażenie. Tylko dla mnie się nie na da. Mam okropne pismo ;) […]