Czas internet potraktować serio

10/06/2010 · 2 komentarze/y

Internet nieustannie fascynuje – głównie z tego powodu, że oznacza permanentną zmianę, praktycznie codziennie dowiadujemy się czegoś nowego: powstają kolejne serwisy, pomysły, projekty. Nawet jednak tak dużego (bardzo dużego) zainteresowania rzadko i nieśmiało spoglądamy na sieć nieco szerzej - w kontekście historycznym chociażby, ale również społecznym, czy politycznym. Zadowalamy się tym co tu i teraz, chwilowymi analizami o różnej jakości i przydatności.

Postulat szerszego spojrzenia i potraktowania internetu w nieco poważniejszych kategoriach wysunął ostatnio David Gelernter w swoim tekście pod znamiennym tytułem „Time to start taking the internet seriously”. Profesor informatyki na uniwersytecie Yale, jeden z autorytetów w tej dziedzinie pisze, że żaden moment w historii technologii nie był bardziej ekscytujący ale i niebezpieczny niż ten, w którym obecnie żyjemy. Dlaczego?

Internet jest jak nowy komputer działający w przyciągającej uwagę, atrakcyjnej wersji demo. Jesteśmy oczarowani tym demo już od 15 lat. Ale dziś nastał czas by zabrać się do pracy i zrobić z internetu to czym chcemy aby był – pisze Gelernter i trudno się z nim nie zgodzić. Nie chodzi nawet o to, że dziś na każdym kroku spotykamy „specjalistów” od internetu (a zwłaszcza od marketingu w mediach społecznych). Problem jest również z dostępnością do rzetelnych i wyczerpujących opracowań naukowych – tu wciąż działamy w dużej mierze po omacku (to złożony problem, kiedyś napiszę o nim więcej – świat nauki wciąż jeszcze oddaje kultu bożkowi druku, a więc i jego myślenie zbudowane jest na tego typu kategoriach).

Gelernter zadaje dalej świetne pytanie: jeśli naprawdę żyjemy w epoce informacji, o czym tak dużo się mówi – to co takiego wiedzą nasze dzieci, czego nie wiedzieli nasi rodzice? Niezwykle świeże spojrzenie, prawda? Coraz częściej sam się nad tym zastanawiam.

Autor przywołuje przykład edytora tekstu. To chyba jedna z najczęściej używanych przez nas aplikacji. Ale czy pojawienie się Worda, Pages, czy Writera (by wymienić tylko kilka z setek różnych) poprawiło jakość tego co piszemy? Gelernter przekonuje, że mamy tu do czynienia ze zmianą ilościową, nie jakościową. Tworzymy i odbieramy więcej. Produkować więcej tekstów (a przecież internet oparty jest na tekstach) jest prościej niż produkować lepiej.

Zamiast jednak pozwalać by internet rozwiązywał proste problemy, czas by wykorzystać go do rozwiązywania ważnych – pisze autor. To bliska mi wizja. Bo choć wszystko ma swój czas i miejsce – i w internecie jest pewnie miejsce i dla Pudelka i dla programu telewizyjnego – to największym problem okazuje się (paradoksalnie!) dostęp do treści wysokiej jakości.

Zresztą nie chodzi tu tylko o problem „przeładowania”, czy nadmiaru informacji, który Gelernter w swoim tekście rozbija na dwa człony (coraz więcej źródeł informacji i coraz więcej informacji na źródło, z czego pierwszy uważa słusznie za większe wyzwanie). Chodzi również o to, co dalej w artykule nazywa „kulturą teraz” (culture of nowness).

Internet mówi ci co robią teraz twoi znajomi co dzieje się w chwili obecnej na świecie, jak sytuacja panuje na rynkach i w pogodzie, jakie są obecne trendy, mody. Internet łączy każdego z nas do niezliczonej ilości stron – do wielu miejsc w jednym czasie (…) „Teraz” ignoruje inne momenty poza obecnym - pisze Gelernter [cudzysłów mój]. Nie odkrywa tym oczywiście Ameryki. Wszyscy obserwujemy to choćby w serwisach społecznościowych, wykorzystujących technologię lifestreamingu: aktualności w Facebooku, czy komunikaty w Twitterze – wszystko dzieje się teraz, zbieramy naszą aktywność z różnych miejsc w sieci.

Pytanie co możemy z tym fantem zrobić? Zrozumieć i wykorzystać, podpowiada Gelernter. Czas myśleć o internecie, zamiast pozwolić mu się dziać – pisze.

Internet zdaniem autora nie jest tematem o podobnej ważności co gry komputerowe, czy komórki. Ma równie duże znaczenie jak edukacja. Może pomóc stworzyć nową ekonomię, która pozwoli zmienić świat.

W tych nieco górnolotnych słowach kryje się jednak spora dawka mądrości. Pozwalamy by sieć zmieniała nas na swój obraz i podobieństwo, przyjmujemy bezkrytycznie (lub prawie bezkrytycznie – patrz: śledzik ;) ) wszystko co nam daje. Akceptujemy rzeczywistość, którą tworzy, nie poddając jej w krytyczną wątpliwość.

Moim jednak zdaniem sieć – i nie pierwszy raz zwracam na to uwagę – czy szerzej technologie, stawiają nas w sytuacji, w której nie mamy innego wyjścia jak tylko przemyśleć na nowo stare koncepcje tożsamości, prywatności, prawa (zwłaszcza autorskiego) by wymienić kilka. My wciąż jednak uparcie odmawiamy debaty na ten temat, spychając go na bok jako mniej istotny od kryzysu, powodzi, wyborów prezydenckich i bóg wie czego jeszcze.

Zgadzam się z Gelernterem - czas potraktować internet serio. Trochę bardziej niż zachwyt nad Web 2.0, czy kolekcjonowaniem znajomych na Facebooku.

{ 2 komentarze/y… czytaj je poniżej lub dodaj swój }

Wojciech P. P. Zieliński Czerwiec 11, 2010 o 10:33

Tak, to jest – wbrew pozorom – poważny problem. Sieć zmienia całą planetę. Jeszcze 10-15 lat i nasza cywilizacja będzie wyglądać zupełnie inaczej, niż do tej pory. Zgadzam się, że powinniśmy przemyśleć całą sprawę na poważnie i zacząć kształtować Sieć w odpowiedni sposób. Mnie interesują głównie zagadnienia związane z prawem autorskim. W związku z tym powstała swego czasu książka „Wolna kultura”, autorstwa Lawrence’a Lessiga (można ją przeczytać tutaj). Dużo ciekawych rzeczy się z niej dowiedziałem, również na temat historii internetu.

Odpowiedz

Dawid Zaraziński Czerwiec 12, 2010 o 07:07

@Wojciech Dzięki za komentarz. Sprawa jest jednak jeszcze bardziej złożona, bo nie można przegiąć też w drugą stronę – nadmiernej kontroli, cenzury, odgórnego sterowania.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com