![]() |
W zrozumieniu tego jak odbieramy media (a przez nie – kulturę, wiadomości, wiedzę itd.) kluczowe znaczenie ma uświadomienie sobie zjawiska kokonów informacyjnych. Część z nas, konsumentów informacji, z pewnością je dostrzega. Są to jednak niezwykle silne mechanizmy.
Kokony informacyjne to tworzone przez nas zamknięte obszary komunikacji, które zawierają tylko te przekazy, które chcemy odbierać. Mówiąc najprościej: słuchamy, oglądamy, czy czytamy tylko to co nas interesuje, to co nas cieszy, bawi, pokrzepia.
kokony polityczne
Kokony informacyjne doskonale widoczne są w sferze polityki. Mówimy często o tzw. klapkach na oczach, które nie pozwalają dostrzec racji innych niż swoje własne. Jeśli polityk zajmuje jakieś stanowisko (nawet merytoryczne, poparte argumentami), to będzie przez swoich oponentów odbierany jako agresywny, jątrzący, populistyczny.
Czytacie prasę? Telewizyjne programy publicystyczne? Jeśli tak to jakie? Czy z te reprezentujące różne opcje i punkty widzenia, czy raczej te, które bardziej odpowiadają waszym poglądom? No właśnie. To standardowy, całkowicie normalny kokon.
Czasem kokony mogą być naprawdę groźne. W 2004 roku specjalna komisja działająca przy amerykańskim Senacie przedstawiła raport oskarżający CIA o zamknięcie się w kokonie właśnie. Agencja miała „na siłę” szukać zagrożenia ze strony Iraku – proces zdobywania informacji był prowadzony niewłaściwie (bez pozyskiwania dodatkowych informacji, ich weryfikowania tych uznawanych za przydatne itd.). Raport komisji pokazał dobitnie, że CIA działała selektywnie, „pod tezę”, odrzucając informacje niezgodne z początkowym założeniem. Wiemy jak się skończyło – oskarżeniem o posiadanie broni masowego rażenia, a następnie trwającą do dziś wojną (żadną tam misją stabilizacyjną, pokojową, braterską itp.)
kokony kulturalne
Kokony widać jednak nie tylko w polityce. Doskonale radzą sobie w kulturze. Czytamy książki, które uważamy, że mogą nas zainteresować (miłośnik fantastyki naukowej raczej nie sięgnie po powieść dla pensjonarek), oglądamy filmy, których trailery (aktorzy, reżyserzy itd.) nam się podobają (dobrze bawiłeś się na „Avatarze”? pewnie nie kojarzysz filmów, które wyreżyserował Ki-duk Kim). Nawet muzyki słuchamy w ramach jednego lub dwóch gatunków (kochasz Chopina? a znasz twórczość Stefani Germanotta?).
kokony historyczne i teraźniejsze
Kokony informacyjne nie muszą koniecznie oznaczać czegoś bardzo złego. Czasem jest to pomocny mechanizm. Czy zresztą nie po to powstały media? By objaśniać skomplikowany świat, wybierać informacje uznawane za istotne? Selekcja treści jest fundamentem mediów oraz podstawą kokonów informacyjnych.
Dziś, kiedy informacja jest dostępna jak nigdy, kluczowe znaczenie ma umiejętność krytycznego odbioru treści. Kokony informacyjne ułatwiają nam życie – proponują gotowe odpowiedzi i wizję porządku świata. Doskonale radzą sobie więc w sieci.
Pewnego rodzaju kokonem jest Google. Kto z nas szukając czegoś w internecie: a) skorzysta z kilku wyszukiwarek, b) sięgnie dalej niż kilka pierwszych wyników wyszukiwania?
Blogosfera (również ta mikro) również jest oparta na kokonach informacyjnych. Nie chodzi tylko o to jakie blogi czytamy (jeśli np. polityczne to raczej te prezentujące różne punkty widzenia czy może zgodne z naszymi przekonaniami?) ale również jak je prowadzimy. Co umieszczamy w naszych blogrollach? Serwisy, które lubimy. A lubimy raczej te, które dają nam sercopokrzepienie, przy lekturze których czujemy się dobrze i przyjemnie. U mnie również w jakimś sensie to funkcjonuje – to grzech zaniechania, wkrótce to naprawię.
A jak jest w serwisach takich jak Twitter, czy Blip? Podobnie. Śledzimy raczej tych, którzy piszą rzeczy „przyjemne dla oka i ucha”. Nie mamy ochoty słuchać (czytać) osób, z poglądy których są nam dalekie.
kokony walczące
Czy warto walczyć z kokonami? Jeśli tak – to jak? Moim zdaniem warto do pewnego stopnia.
Pierwszą naszą bronią powinna być świadomość. Jeśli już wiemy, że taki mechanizm funkcjonuje – to połowa sukcesu.
Po drugie – kokony w różnych dziedzinach naszego życia mają różną wagę. Jeśli np. oglądanie filmów traktujemy jak rozrywkę po dniu pracy to moim zdaniem nie ma powodu byśmy lubiąc relaks spod znaku „American Pie” raczyli się „Stalkerem” Tarkowskiego. To dość nieszkodliwe pułapki.
O wiele bardziej niebezpieczne są kokony w kwestiach ważnych. Na przykład polityka. Nie każdy interesuje się nią czynnie: bierze udział w dyskusjach, polemizuje, należy do jakiegoś ugrupowania. Ale każdy z nas bierze udział w wyborach. Można oczywiście nie interesując się za bardzo głosować na tę samą partię, na którą głosujemy od lat. Ale odpowiedzialny wybór w mojej ocenie to również poznanie argumentów drugiej strony.
Od jakiegoś czasu próbuję rozbijać własne kokony. Czytam więcej książek, po które normalnie bym raczej nie sięgnął, na Twitterze śledzę polityków i osoby o bardzo odmiennych od moich poglądach. Czasem się denerwuję, czasem mi niewygodnie – ale z pewnością poszerzył się mój horyzont. Spróbujcie, polecam.

{ 1 trackback }