![]() |
Swoją firmę prowadzę z domu. Poza spotkaniami, konferencjami, wykładami – nie mam potrzeby „wychodzenia do roboty”. Moja poranna droga do pracy polega na odwiedzeniu łazienki, zrobieniu sobie kawy i wyjrzeniu za okno. I wdzięczności, że nie muszę marnować godziny, czy półtorej na dojazd do Warszawy.
W takich chwilach jestem szczęśliwym web workerem.
Dzisiaj, kontynuując temat rozpoczęty jakiś czas temu, spróbuję nakreślić kilka różnic pomiędzy pracą web workera (wciąż poszukuję polskiego odpowiednika! pomysły?) a „tradycyjnego” pracownika, „etatowca” rzec by można. Warto pamiętać, że to opis dwóch biegunowych przypadków – pomiędzy nimi jest cała gama modeli mieszanych.
Czas pracy
W przypadku „etatowca” czas pracy jest ściśle uregulowany. Pracuje się od-do. I to właśnie czas pracy jest najważniejszą zmienną, ramą, w której określa się przestrzeń zawodową. I nie ma większego znaczenia, czy akurat nie ma co robić, czy roboty jest po uszy.
Chciałbym tu zwrócić uwagę na bardzo niepokojącą rzecz, o której opowiada wiele osób, zwłaszcza zatrudnionych w korpo. Notorycznie przekraczany jest czas pracy – pracodawcy żądają więcej i więcej, pracownicy boją się o swoje stanowiska więc zgadzają się na to i tak w kółko. Szanujcie swój czas, szanujcie swoich pracowników. Dla waszego i ich dobra.
Zupełnie inaczej jest w przypadku web workera. Czas nie jest tu kluczowy, o wiele ważniejsza jest efektywność. Co przez to rozumiem? Pracuję z ludźmi, którzy mają różne przyzwyczajenia odnośnie organizacji pracy. Jedni, jak ja, najlepiej koncentrują się rano, tak do wczesnego popołudnia. Inni nie wstają przed 14-stą, ale w nocy pracują jak nakręceni. Ale w obu przypadkach ważny jest efekt. Opieramy się na projektach, mniejszych lub większych zadaniach. Jeśli napisanie tekstu zajmuje mi 20 minut – luz, jeśli pięć godzin – też dobrze. Ważne by był to dobry tekst.
Web workerzy nie muszą meldować się o ósmej przed komputerem i po 16-stej być zupełnie niedostępni. Godziny pracy nie mają już większego znaczenia (choć łatwo wpaść w pułapkę zbyt wielu godzin poświęcanych pracy). Warto jednak pamiętać, że to co robi web worker jest jednocześnie łatwe do zobaczenia: blog, wiki, tekst, grafika, kod… Po efektach ich poznacie, jak mówią.
Jeśli szukacie dobrego web workera to szukajcie takiego, na którym będzie można polegać. Jeśli zlecicie mu pracę, która ma być wykonana na określony czas – zrobi ją. Nie ma znaczenia, czy będzie pracować rano, czy w nocy. To relacja dwustronnie oparta na zaufaniu: wasza praca zostanie wykonana, ale nie musicie (nie możecie) stać pracownikowi nad głową.
Dyspozycyjność i narzędzia
Czas „etatowca” jest jasno podzielony – życie zawodowe i prywatne przecina wyraźna linia. W czasie pracy oczekiwania względem niego są oczywiste: jesteś w pracy i tej pracy masz się poświęcać. Na przykład odpowiadając na maile najszybciej jak to możliwe. E-mail i telefon są zresztą podstawowymi narzędziami komunikacji.
Czas web workera opiera się raczej na deklaracji dyspozycyjności. Często dzieli się tym, co teraz robi za pomocą statusów w komunikatorze, czy wiadomości w serwisach społecznościowych. Nie musi być stale dostępny w określonych godzinach, jeśli jest taka potrzeba wystarczy się z nim wcześniej umówić.
Z drugiej strony web workerzy wykorzystują o wiele więcej narzędzi komunikacji. E-mail, komunikatory, serwisy społecznościowe, mikroblogowe, blogi, SMS-y to tylko część. Nie mają też takiego ciśnienia na pocztę elektroniczną – nie muszą odpowiadać na maile od razu (sam robię to zwykle raz dziennie, wieczorem).
Świat web workera nie jest tak wyraźnie podzielony na obszary zawodowe i prywatne. Czasem trzeba dłużej posiedzieć nad pilnym projektem, albo szybko zareagować na to, że „coś się popsuło”. Ale z drugiej strony – rzadko który etatowiec może iść w czasie pracy na pocztę, siłownię, zaopiekować się dzieckiem, czy zrobić obiad i posprzątać. (Tu niebezpieczeństwo: pracujesz w domu czyli siedzisz w domu czyli masz dużo wolnego czasu czyli możesz zrobić obiad czyli możesz zaopiekować się małym czyli… to realna groźba.)
Internet
Wielu „etatowców” spotkało się z sytuacją blokady internetu. W miejscach pracy nierzadko nie skorzystasz z Facebooka, Wikipedii, czy Gmaila. Pracownik powinien skupić się na pracy, za to mu płacę, prawda?
Tymczasem dla web workerów internet jest naturalnym środowiskiem pracy, rozrywki i edukacji. Wiedzą doskonale, że Twitter to nie tylko miejsce gdzie można znaleźć linki do głupich obrazków, ale świetna wyszukiwarka informacji. Facebook służy nie tylko do oglądania zdjęć znajomych, ale również do dyskutowania, poznawania ludzi z branży. Czytanie blogów nie jest stratą czasu – daje możliwość poznawania innych punktów widzenia, poszerzania horyzontów, zdobywania wiedzy.
Hierarchia
W świecie „etatowca” hierarchia ma kluczowe znaczenie, a idea szefa odgrywa decydującą rolę. Hierarchia ma służyć nie tylko sprawności przepływu informacji, jasności poziomów decyzyjności, kontroli itd. Jest również jednym z najważniejszych elementów gratyfikacji pracownika, kluczowym ogniwem systemu kar i nagród. Etatowiec widzi swoją karierę w perspektywie wertykalnej, przysłowiową drabinę ze szczeblami stanowisk.
Ten aspekt w świecie web workera możemy analizować na dwóch co najmniej płaszczyznach, bo pojęcie web workera może odnosić się do kilku poziomów. Jeśli mówimy o tego typu pracowniku, który wykonuje swą pracę zdalnie – ale nadal jest pracownikiem korporacji (ang. corporate web worker), wtedy jego świat i wartości bywają zbliżone do tych bliskich „etatowcom”. Przykład: pracujesz w korpo IT, ale robotę wykonujesz z domu. Jesteś web workerem, ale hierarchia ma znaczenie – będziesz dobrze pracował zostaniesz szefem projektu, potem szefem działu, potem szefem czegoś itd.
O wiele ciekawszy wydaje się drugi, częstszy jak sądzę, przypadek – kiedy web worker jest swoim własnym szefem, a kontakty z zleceniodawcami przypominają wymianę towarów i usług. Taka osoba skoncentrowana jest na zadaniach. Nie myśli o tym, że kiedyś może zostanie kierownikiem czegoś tam (z długą angielską nazwą, której nikt nie rozumie). O wiele bardziej zależy mu na powodzeniu projektu, który właśnie realizuje – to jest miernik jego sukcesu.
I tu uwaga na marginesie. Web workerzy są o wiele bardziej przywiązani do zadań niż firm. Problemem może okazać się więc pojęcie lojalności względem pracodawcy. Dla mnie osobiście jest to bardzo istotna kwestia – zarówno jako dla pracownika i pracodawcy. Jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy web workerów traktują jak najemników, wyspecjalizowanych ludzi do wynajęcia, którym jednak ufać za bardzo nie można bo i tak pójdą do tych, którzy więcej zapłacą.
W moim mniemaniu jest to dylemat fałszywy. Web worker może pracować dla kilku firm/osób a jednocześnie zachowywać się w porządku względem nich. Oczywiście wszystko zależy od konkretnych osób, ale nie jest to problem automatycznie wynikający z charakteru takiego sposobu na życie i pracę.
To koniec pierwszego starcia etatowców i web workerów. Nie ma tu jednak wygranych i przegranych – oba światy mają swoje jasne i ciemne strony, oba będą się rozwijać w jakiś sposób od siebie zależny. Pytanie tylko, czy będziemy potrafili wybierać takie modele, które łączyć będą najlepsze elementy obu tych modeli?

{ 2 komentarze/y… czytaj je poniżej lub dodaj swój }
ech… chciałbym być web workerem, ale niestety nie posiadam takich umiejętności, które mógłbym w ten sposób wykorzystywać, jednocześnie mogąc się utrzymać. Zostaje więc etat.
@NiLok Jasne, nie wszystko da się robić z domu, czy poprzez sieć. Ale czasem warto użyć wyobraźni – a może rzeczywiście część prac można w ten sposób wykonywać? Bywa że nasza własna wyobraźnia nas najbardziej ogranicza.
{ 2 trackbacki }