W „Polityce” z minionej środy ukazał się tekst Jacka Żakowskiego, w którym dziennikarz opisuje szczegóły niezależnego projektu nowych mediów publicznych, opracowanego przez koordynatorów Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych, powołanego na Kongresie Kultury Polskiej we wrześniu ubiegłego roku. Pierwszy szkic projektu trafił kilkanaście dni temu do wszystkich, którzy go współtworzyli. Redaktor Żakowski wyłożył najważniejsze zmiany proponowane w projekcie.
Naszym zadaniem było opracowanie sytemu, który media publiczne uwolni od trzech największych bolączek: zamienienia TVP i Polskiego Radia w narzędzia walki partyjnej, komercjalizacji i demoralizacji pociągającej ze sobą inwazję tandety, rosnącego uzależnienia od pieniędzy z reklamy – pisze Jacek Żakowski.
Pod powyższą wizją podpisuję się rękami i nogami. Jeśli udałoby się ją osiągnąć mógłbym nawet zostać widzem TVP (obecnie rzadko oglądam telewizję w ogóle, a TVP ma dla wyjątkowo ubogą ofertę lub poprzez godziny emisji interesujących programów – zupełnie niedostępną). Jak więc zespół Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych chce ją zrealizować?
Po pierwsze: bez polityków. Projekt przewiduje dla mediów publicznych ochronę niezależności podobnej tej, jaką cieszą się uczelnie, czy sądy. Trzeba więc skończyć z wyborem władz mediów (a dalej szefów stacji, redaktorów etc.) z klucza partyjnego.
Autorzy strategii proponują stworzenie swoistej piramidy, na szczycie której znaleźć ma się liczący 50 osób Komitet Mediów Publicznych. Jego członkowie mają być wyłaniani spośród osób wskazanych przez organizacje pozarządowe, stowarzyszenia twórcze, samorządy i konferencje rektorów. Co roku dziesięciu członków Komitetu ma być wymienianych. I uwaga: ich miejsce ma zająć dziesiątka wylosowana z grupy 250 kandydatów. Losowanie ma zagwarantować bezstronność; wybór rotacyjny – ciągłość pracy.
Komitet ma pracować społecznie, ale zbierać się będzie dwa lub trzy razy do roku by ocenić i wybrać władze mediów publicznych. Organem „na co dzień” ma być siedmioosobowa Rada Mediów Publicznych – ma dzielić pieniądze, decydować o zasadach działania etc.
Po drugie: jakość – pisze Żakowski. Najogólniej chodzi o to, by media publiczne przestały funkcjonować pod naciskiem słupków oglądalności, wpędzających je w komercje i durnotę. Zagwarantowane ma być minimum wydatków na programy dziecięce, produkcje filmowe i teatralne, poświęcone mniejszościom etc.
Powołany ma zostać Instytut Mediów Publicznych, którego celem ma być monitorowanie jakości mediów. Ma on dokonywać ewaluacji propozycji programowych skierowanych do konkretnych odbiorców (np. dzieci w wieku 3-7 lat) i realizacji postawionych celów (promowanie aktywności społecznej, świadomości prawnej etc).
Po trzecie w końcu – pieniądze. Media publiczne muszą być w większości finansowane z pieniędzy publicznych. Należy jednak zapomnieć o abonamencie – w zamian projekt przewiduje ośmiozłotową, comiesięczną opłatę uiszczaną przez każdego uzyskującego dochody Polaka. Płacić można by ją przy okazji PIT-ów, CIT-ów, KRUS-ów, ZUS-ów etc. Opłatę można by odliczyć od podstawy opodatkowania.
Tak mniej więcej wygląda propozycja Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych. Co z tego będzie? pyta Jacek Żakowski. Za około miesiąc projekt zostanie przekazany politykom z prośbą o uchwalenie. Trudno ocenić czy jest to realne – zwłaszcza w tak ogłupiającym roku wyborczym.
Propozycję przedstawione w „Polityce” bardzo mi się podobają. Poszedłbym jeszcze dalej: pozostawiłbym jedynie jeden kanał publicznej telewizji, skoncentrowałbym się na wsparciu ośrodków lokalnych i przede wszystkim zainwestował internet (trochę wspomina o tym Żakowski). Chciałbym nie musieć włączać telewizora by obejrzeć teatr telewizji, wiadomości regionalne, czy jakiś klasyk kina polskiego – by były dostępne (bez dodatkowych opłat!) za pośrednictwem przeglądarki internetowej lub komórki.
Łapię się czasem na przesadnym optymizmie. Zastanawiam się czy nie postawić już kreski na mediach publicznych, politykach mających nieustanny telewizyjny wzwód (który i tak kończy się wielkim klapnięciem), serialach i ich gwiazdach, które tańczą, śpiewają i robią fikołki. A jednak piękna tradycja polskiej radiotelewizji, społeczna misja (wiem, że zbyt często bywa to słowo klucz), ogromny potencjał – to wszystko sprawia, że moim zdaniem o media publiczne warto walczyć.
Mam tylko nadzieję, że zmiany zaprezentowane przez Jacka Żakowskiego nie skończą się kolejną biurokratyzacją mediów, władzą urzędników i wielotysięcznymi zarobkami dla członków kilku wymienionych powyżej ciał (co nie znaczy, że dobrzy menadżerowie nie powinni być dobrze opłacani). Czas pokaże co uda się zrealizować.
{ 1 komentarz… czytaj go poniżej lub dodaj swój }
Płacić obowiązkowo? od 2008 roku nie oglądam TV! w domu nie mam nawet odbiornika TV. Smiech na sali.