Efekt masy? O jednej z moich ulubionych serii gier

03/02/2010 · 0 kometarzy

W grach komputerowych interesują mnie podobne rzeczy jak w filmach – powinny zapewniać mi bezstresową rozrywkę jeśli mam zamiar się odprężyć, wciągnąć mnie opowiadaną historią jeśli tego potrzebuję i traktować mnie po partnersku a nie jak imbecyla niezdolnego do niczego poza niskim, bezkrytycznym odbiorem. I podobnie jak w kinie (patrz: Avatar) – na rynku gier komputerowych pojawia się wiele tytułów, które rozdmuchane marketingową maszynką okazują się po prostu słabe.

Ale taką pozycją zdecydowanie nie jest Mass Effect 2.

Jeśli miałbym tworzyć listę moich ulubionych gier Mass Effect znalazłaby się na pewno w pierwszej trójce. Od pierwszej spędzonej z nią minuty pokochałem ją za epicko przedstawioną opowieść, za złożoność wyborów, wielość opcji, swobodę i niebanalne zakończenie. Z niecierpliwością czekałem na drugą część przygód komandora Sheparda. Od piątku znów wkroczyłem w przestrzenie zagrożonej galaktyki, w którym tajemnice mieszają się z osobistymi dramatami. I jest cudnie!

Czym jest seria Mass Effect (pierwsza część została wydana w 2007 roku, druga w miniony piątek, trzecia, kto wie czy nie ostatnia – od początku miała bowiem być to trylogia – spodziewana jest w 2011 roku)? Grą łączącą w sobie cechy różnych gatunków, którą w skrócie można nazwać fabularną grą akcji (action RPG lub aRPG). Jeśli chodzi o samą rozgrywkę to mamy tu zarówno elementy rozwoju postaci (od określenia wyglądu, charakteru i klasy naszego bohatera po postęp w jego umiejętnościach), akcji (dużo, zwłaszcza w drugiej części, strzelania z widokiem zza pleców bohatera – tzw. third-person shooter, TPS), jak i porządną dawkę fabuły.

No właśnie, Mass Effect, zarówno pierwsza jak i druga część, nie jest idealne (żeby nie było, że tylko ochy i achy). Nie zmienia to jednak faktu, że siłą serii jest mieszanka akcji i ogromnej dawki ciekawej, złożonej fabuły. O czym więc są te gry?

Główną osią całej historii jest nasz bohater, komandor Shepard (nazwisko znamienne). A że rzecz dzieje się w przyszłości (2138 rok) to jesteśmy żołnierzem, dowódcą i powiernikiem załogi statku SSV Normandia (w drugiej części: Normandia 2). Mamy tu wszystko co w kosmicznej opowieści ma znaczenie – pradawne rasy, wielość galaktycznych gatunków, polityczne intrygi i militarne starcia. Nie chcę zdradzać Wam fabuły, zdecydowanie jednak warto rozpocząć swoją przygodę od części pierwszej, druga bowiem w dużym stopniu z niej wynika.

I tu smaczek. Przy okazji Avatara pisałem jak to oglądając ten film czułem się jak idiota, prawda? Wszystko podane na tacy, w najgorszym, łopatologicznym wydaniu. W Mass Effect nie tylko sama fabuła skrywa wiele zagadek, ale i odbiorca jest tu traktowany z szacunkiem, nierzadko poczuciem humoru.

W drugiej części gry istnieje opcja importowania postaci z części pierwszej (tzn. możemy grać postacią jaką stworzyliśmy sobie w jedynce). I jeśli dokonaliśmy wtedy jakichś mniej lub bardziej ważnych wyborów to możemy być pewni, że w dwójce to do nas powróci. Nie spotkamy już więc bohaterów, którzy mogli zginąć w pierwszej części, a z drugiej strony – jeśli wykonywaliśmy jakieś poboczne zadania to możemy być pewni, że ktoś się z tym przypomni. Może to być wiadomość jaką dostajemy na prywatny terminal, może to być niespodziewane spotkanie. Dla przykładu. W jedynce jest poboczne zadanie, które polega na fotografowaniu tajemniczych istot zamieszkujących główne miasto – Cytadelę. Niewiele o nich wiadomo: zajmują się naprawami, są długowieczne i nie ma możliwości kontaktu z nimi. W drugiej części dostajemy „maila” od postaci, która zleciła nam to zadanie z wynikami jego analiz. Sympatyczne prawda?

Podsumowując. Mass Effect 2 robi wrażenie – nie tylko stroną wizualną (która jest naprawdę urzekająca), nie tylko dużą dawką akcji. Przekonuje przede wszystkim opowiadaną historią, która toczy się swoim torem, odkrywając przed użytkownikiem kolejne aspekty (pomocny jest w tym Leksykon, rodzaj encyklopedii świata Mass Effect, w którym dostępne są artykuły na temat odwiedzanych planet, ras, uzbrojenia itd). Mimo, że opowieść zmierza do jednego celu i trudno tu mówić o znacznej różnorodności możliwych zakończeń, to już zupełnie od gracza zależy jaką postacią dojdzie do tego celu.

Warto wspomnieć również, że Mass Effect 1 i 2 doczekały się profesjonalnego polskiego dubbingu. O ile w filmach jest on dla mnie nieakceptowalny to w grach już mi nie przeszkadza i lubię porównywać wersję lokalną i oryginalną. Zwłaszcza jeśli stoi na wysokim poziomie. Głosu głównemu bohaterowi udzielili kolejno Marcin Dorociński (chyba był ciut lepszy) i Łukasz Nowicki. W dwójce pojawili się również: Agnieszka Kunikowska, Sonia Bohosiewicz, Mirosław Zbrojewicz oraz w epizodycznej roli – Maciej Maleńczuk. Gratuluję bo to kawał dobrej roboty.

I już tak na zakończenie. Zwróciliście uwagę, że polscy dystrybutorzy gier komputerowych nie mają ciągot podobnych swoim kolegom z branży filmowej i nie tłumaczą tytułów gier na polski? I bardzo dobrze! O ile jeszcze Efekt Masy może brzmieć topornie i budzić skojarzenia z jedynie słusznym systemem socjalistycznym lub branżą masarską to Największy Złodziej w Mieście 4/Brutalny przestępca 4 (Grand Theft Auto 4) lub Wadliwe Ogniwo: Skazany/Zemsta samotnego mściciela (Splinter Cell Conviction) brzmiałyby po prostu kuriozalnie :)

Dodaj wpis do:
  • email
  • del.icio.us
  • Tumblr
  • Technorati
  • Facebook
  • Twitter
  • Add to favorites
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Wykop

Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com

Możesz użyć tych znaczników HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>