Firma TextWise przeprowadziła bardzo interesujące badanie dotyczące Twittera, które przybliża kilka ważnych statystyk z nim związanych. Ci z Was, którzy zawzięcie bronią tego typu serwisów przekonując, że to miejsca wymiany informacji, ciekawych znalezisk i opinii a nie tylko komentarzy w stylu „idę do toalety”, nie będą raczej zadowoleni. Dlaczego?
nao compreendo! – o językach użytkowników
TextWise posłużyła się bardzo ciekawą metodologią. Pobrała losowe komunikaty z Twittera z okresu dwóch tygodni za pomocą dostępnego API. W rezultacie otrzymała 8,9 mln „tweetów”, opublikowanych przez 2,6 mln użytkowników. Około 2,7 mln wiadomości (31 proc.) było odpowiedziami na inne, umieszczone przez kolejne osoby. Pół miliona komunikatów (6 proc.) stanowiły „retweety”. Prawie dwa mln „tweetów” zawierało URL.
Następnie za pomocą swojego narzędzia TextCat, firma ustaliła języki wszystkich wiadomości i wyszło jej, że obok oczywistego dla tego serwisu języka angielskiego, w którym napisano 61 proc. wiadomości, drugim najpopularniejszym językiem jest… portugalski (11 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się japoński (6 proc.) i hiszpański (4 proc.). Nie wszystkie wiadomości dało się sklasyfikować (ok. 10 proc. znaków zapytania, głównie krótkich komunikatów), ale i takie wyniki dają do myślenia. Twitter musi być bardzo popularny w Brazylii.

Warto dodać, że najnowsze dostępne badanie Megapanel PBI/Gemius pokazuje, że w październiku 2009 roku 516 tys. polskich użytkowników (real users) odwiedziło stronę Twitter.com. Nie mówi to oczywiście nic o liczbie osób korzystających z mikrobloga (zwłaszcza, że znaczna część komunikatów pochodzi z telefonów komórkowych i aplikacji wykorzystujących API Twittera). Dodatkową wskazówką może być Twitt.pl, stworzony przez firmę Redefine w lipcu ubiegłego roku serwis, który katalogować ma polskich użytkowników Twittera. Obecnie w katalogu Twitt.pl znajduje się 6421 „twittujących” Polaków.
ja, ja, ja – o treściach „tweetów”
O wiele ciekawiej przedstawiają się jednak dane na temat tego, o czym piszemy. Aby się o tym przekonać firma wylosowała z całości próbę liczącą tysiąc angielskojęzycznych komunikatów i sklasyfikowała je w następujące typy:
- aktualne statusy użytkowników – gdzie są w tym momencie, co robią itd;
- prywatne rozmowy – niektórzy używają Twittera jak gigantyczny chatroom;
- linki do treści internetowych – komunikaty składające się z URL i krótkiego komentarza; dodatkowo oddzielono linki do blogów i newsów,
- linki do grafik i wideo oraz pozostałe;
- dyskusje na temat polityki, sportu, aktualnych wydarzeń;
- rekomendacje produktów i skargi na nie – dotyczące seriali, gadżetów, filmów itd.;
- reklamy – publikowane za pośrednictwem kont firmowych;
- spam
- pozostałe wiadomości – komunikaty, które nie mieszczą się w żadnej z powyższych kategorii np. quizy, zaczepki celebrytów itd.
Na poniższej grafice zamieszczono wyniki. Jak widać ponad połowa „tweetów” to statusy użytkowników i prywatne rozmowy. Tylko około 10-20 proc. z nich może być uznawana jako odpowiednia i atrakcyjna dla szerszej grupy odbiorców (w zależności od tego, co uznajemy za wartość informacyjną). Innymi słowy, jak piszą twórcy badania, podczas gdy w Twitterze znaleźć można interesujące treści – wymaga to trochę wysiłku i cierpliwości.

poprawność metodologiczna a intuicja użytkownika
Badania TextWise są interesujące z dwóch co najmniej powodów.
Po pierwsze pokazują jak ogromnym wyzwaniem jest badanie takich grup jak użytkownicy dużych serwisów internetowych, czy tworzonych przez nich treści. Jako socjolog (choć bez rozbudowanego doświadczenia badawczego) zainteresowany internetem i współczesną kulturą muszę pamiętać, że utarte szlaki metodologiczne powinny zostać na nowo zweryfikowane. Mam zresztą w planach ciekawe badanie mikroblogów, ale o tym więcej za jakiś czas.
Po drugie zaś – wyniki. Nawet jeśli badania nie można traktować jako bezwzględnie poprawnego i dokładnego pod względem metodologicznym to nie należy się tym zrażać. Jego wyniki dają nam bowiem pewien pogląd i potwierdzają to, co czuje się (przynajmniej ja tak mam) w codziennym używaniu tego typu serwisów: w zalewie bezwartościowych informacji znaleźć można perełki, ale jest to coraz trudniejsze.
Jasne, ktoś powie, przecież po to jest opcja śledzenia konkretnych osób a nie wszystkich jak leci. Pewnie, to ogromne ułatwienie, sam mam około 100 profili, które śledzę i jestem w stanie (mniej więcej) być na bieżąco z tym, co piszą. Problem zaczyna się w momencie kiedy wybieramy podejście ilościowe i zaczynamy śledzić wszystkich po kolei z nadzieją, że nasze ego będzie mile połechtane znaczną ilością osób, które będą chciały śledzić i nas.
A na koniec nieco bardziej osobista uwaga. Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale od pewnego czasu z coraz większą irytacją odnoszę się do tych wszystkich łeb dwa-zerowych wstawek. Denerwuje mnie to zwłaszcza w serwisach informacyjnych. Coraz częściej zamiast „bogactwa opinii użytkowników” szukam rzetelnej wiedzy osób kompetentnych. Ale z tą jest niestety coraz gorzej i trudniej ją znaleźć.
Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)
