Masz warzywniak? Jesteś korporacją medialną

02/12/2009 · 0 komentarzy

produce
Creative Commons License photo credit: rick

Zarówno ja, jak i Wy, drodzy użytkownicy tego bloga, należymy do osób, które orientują się w świecie nowoczesnych technologii komunikacyjnych, raczej „wiemy, co w trawie piszczy”. Nie są nam obce pojęcia takie jak RSS, mikroblogi, Facebook, czy marketing w mediach społecznych.

Zbyt często zapominamy jednak, że pomimo faktu, że internetowa rewolucja zatacza coraz większe kręgi, wciąż pozostajemy w mniejszości. Znaczna bowiem część tzw. społeczeństwa ma znikomą lub żadną wiedzę i umiejętności związane z siecią. Ba, bardzo często nie ma i nie chce mieć.

Co to oznacza? Kilka rzeczy, ale tutaj zasygnalizuję jedną i a skoncentruję się na drugiej.

Po pierwsze – to dla nas ogromne zadanie. Edukacja, walka z cyfrowym wykluczeniem, pokazywanie nowych możliwości to pakiet obowiązków, które powinniśmy wykonywać zgodnie ze swoimi możliwościami. Nie chodzi jednak o to by „nieświadomym, prostym ludziom przybliżać niezwykły dar internetu”. W takiej postaci proces ten nie różniłby się od zwykłej propagandy.

Chodzi raczej o stwarzanie możliwości poszerzania wiedzy i umiejętności tym, którzy tego chcą lub zapraszanie do takiej „szkoły nowoczesności” tych, którzy nie mają możliwości zdobycia takich kompetencji. Ale, jak mówi stare małżeńskie powiedzenie, nic na siłę.

Druga sprawa, na którą chciałbym zwrócić dziś nieco więcej uwagi, kryje się w haśle: dzisiaj wszystkie firmy to firmy medialne.

Coraz więcej mówi się o konieczności marketingowego wykorzystywania mediów społecznych w prowadzonych przez najróżniejsze firmy działaniach. I znów – często ulegamy pokusie oceniania stanu wykorzystywania sieci do takich celów przez pryzmat firm, które już to robią, które mają konto na Facebooku, czy korzystają z mikroblogów. Ale to zdecydowanie znikoma część przedsiębiorców, zupełnie nie reprezentatywna dla ogółu firm.

Może ktoś zapytać, jakie znaczenie ma internet, Facebook, czy Blip dla pani Wiesi z warzywniaka w małym mieście? To doskonałe pytanie, na które odpowiedź niekoniecznie musi być taka prosta. Żyjemy w medialnym świecie, w przestrzeni dużej konkurencyjności i o przewadze nad podobnymi nam firmami mogą decydować szczegóły.

Im szybciej firmy - i nie mam tu tylko na myśli tych największych lub związanych w jakiś sposób z internetem, bo chodzi tu również o wspomniany już warzywniak - uświadomią sobie, że nie jest ważne czy sprzedają paprykę, czy produkują śrubkę, są firmami medialnymi, tym większa jest ich szansa na sukces. Nie oznacza to jednak, że wszystkie warzywniaki muszą mieć profil na Facebooku, a firma „śrubowa” musi pisać na Blipie o przewadze śruby z łbem walcowym z gniazdem sześciokątnym nad śrubą z łbem grzybkowym z podsadzeniem.

Oznacza to jedynie (aż) konieczność nieustannego zadawania sobie pytania: gdzie w medialnej przestrzeni poruszają się moim obecni i potencjalni klienci i jak mogę tam do nich dotrzeć? Wydaje się to dość proste, ale w rzeczywistości może okazać się szalenie trudnym zadaniem.

Czy na pewno rozdawanie ulotek szkoły językowej pod wejściem do metra jest dobrym pomysłem? Czy wykupowanie reklamy prasowej biura podróży w piśmie dla branży turystycznej nie jest pomyłką? Czy liczenie na to, że do naszego warzywniaka ludzie sami przyjdą nie jest zaniechaniem?

Dziś wszystkie firmy są firmami medialnymi, takie czasy. Im szybciej to zrozumiemy, tym – brzmi banalnie, ale jest prawdziwe – lepiej. A umiejętne wykorzystanie jednych z najważniejszych cech internetu, jego zróżnicowania, zdecentralizowania, skupienia wokół małych społeczności, mogą się okazać naszą przewagą.

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com