![]() |
Nie odkryję tu ameryki. Czasem jednak warto napisać/powiedzieć głośno to co drąży i wierci mózg, to co sprawia, że nie przestajesz się dziwić lub brzydzić. Już pisałem zresztą, że im jestem starszy tym bardziej sceptyczny, prawda?
Nie uważam się za przesadnie kulturalnego. Nie zawsze wiem, jak się zachować, a najlepsze nawet intencje nieraz rozbijają się o wrodzoną toporność i brak obycia. Wydaje mi się jednak, że mam dość jasno określoną granicę tolerancji dla głupoty, wulgarności i braku dobrego smaku (czy częściej: jakiegokolwiek smaku). Z wiekiem ta granica mi się jeszcze bardziej klaruje, a ja przestaję na siłę próbować rozumieć wszystko, co siedzi w głowach spotykanych przeze mnie ludzi.
Internet, z całym swym cudownym dobrodziejstwem, objawiającym się chociażby faktem, że mogę poszerzać swoją wiedzę na temat mediów dzięki niespotykanej wcześniej dostępności źródeł, staje się coraz większym śmietniskiem. Wiem, brzmi jak banał, powtarzany przez osoby, które sieć obserwują jedynie z telewizyjnych donosów na temat uzależnionych, czy brutalnych gier komputerowych. Może jest jednak po prostu tak, że coraz bardziej zaczyna mnie to męczyć i przeszkadzać?
Nie byłoby takiego problemu, gdyby rzeczywistość dawała się łatwo kategoryzować, a poszczególne kategorie nie przenikałby się nawzajem. W odniesieniu do internetu chodzi mi chociażby o to, że jeśli ktoś byłby zainteresowany nagimi zdjęciami tanich dziewczyn po prostu odwiedzałby jakiś tam serwis, a jeśli ktoś szuka artykułów socjologicznych – wiedziałby gdzie się udać i te dwa światy nigdy by się nie spotykały.
Niestety. Mimo że – powie ktoś – przecież istnieją różne serwisy, a odwiedzając WolframAlpha nie wchodzimy jednocześnie na RedTube, rzeczywistość jest nieco inna. Głupota ma tendencję do narzucania się i krzykliwości, a wysokiej jakości treści pozostają najczęściej niezauważone bo przez swą przejrzystą strukturę są przewidywalne, czyli nudne. Nieatrakcyjne.
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że chociażby informacje jakie są mi podawane coraz bardziej zbliżają się do granicy mojej akceptacji. Wszędzie tylko szok i skandal. A my, konsumenci nowych mediów, zmieniamy się na ich podobieństwo. Stajemy się podobni naszym wytworom – głupią, rozwydrzoną masą, zainteresowaną przede wszystkim podglądactwem i natręctwem. Bez ochoty na dyskusje, uczenie się i weryfikowanie własnych poglądów. Jedynie pokrzyczeć, powyzywać i popatrzeć na problemy innych.
Jasne, może przesadzam, może zbyt generalizuję. Nie chcę też powiedzieć, że wszystko jest złe i niedobre, nie chcę tu uprawiać propagandy pod tytułem „chrońmy kulturę wysoką przed wpływami szatańskiej pop-papki”. Nie. Ale coraz częściej mam wrażenie, że – zwłaszcza – internet staje się śmietniskiem, którego smród uniemożliwia bezbolesne z niego korzystanie. Wszyscy się w nim zanurzamy i czy chcemy tego, czy nie – smród ten przenika nas, zostaje w naszych ubraniach i we włosach. Problem: czy nie przestanie nam to przeszkadzać?
Pornografia dziecięca na Naszej-Klasie, czy Fotce, wulgarność „onetowych” komentarzy, zidiocenie promowane wysokimi statystkami oglądalności na YouTube. To dopiero początek, wierzcie mi. Medium jest przekazem. To jakie jest ma ogromne znaczenie dla tego, jakimi ludźmi, społeczeństwami my się stajemy.
Potraktujcie ten wpis jako jesienno-weekendowy wyrzut, jako smutne proroctwo, którego spełnienia nikomu nie życzę. Ale czuję, że jeśli nie nadejdzie jakaś radykalna zmiana to wkrótce jedna z największych i najważniejszych rzeczy naszego czasu zmieni się we własną, nędzną karykaturę.
Miłego weekendu, mimo wszystko.
