Uwielbiam długie książkowe opowieści. Skończyłem właśnie jedną z najlepszych, jaką kiedykolwiek czytałem. Nie jest to może wybitna literatura, ale jej mocną stroną są historia, mistrzowskie rysy postaci i rozmach. To one sprawiają, że „Bastion” Kinga jest uznawany nie tylko za jedną z lepszych powieści w dorobku amerykańskiego autora, ale również w całym horrorowo-fantastycznym świecie.
Pierwsze 50 stron czyta się z zapartym tchem. Dlaczego? „Bastion” to opowieść o supergrypie, która wydostaje się z amerykańskiego laboratorium rządowego i zabija 99 proc. populacji świata. Medialny klimat, sytuacja na Ukrainie – nietrudno dostrzec grozę takiego pomysłu na powieść.
Książka Kinga jest epickim opisem losów pozostałych przy życiu. Nie wiadomo dlaczego wirus ich oszczędził. Są wśród nich ludzie prości i dobrzy, gwiazdy, przestępcy, dzieci, umysłowo chorzy. Nie sprawdza się tu więc kryterium jakości „starego” życia. A jednak losy ocalałych nabierają baśniowego wręcz charakteru – zostają bowiem wezwani przez dwa skrajne ośrodki: dobra, reprezentowanego przez 106-letnią kobietę oraz zła, któremu przewodzi Mroczny Mężczyzna, człowiek-demon.