![]() |
Jedną z najtrudniejszych, ale zarazem najbardziej fascynujących cech sposobu uprawiania nauki przez Marshalla McLuhana była jego metoda dochodzenia i przekazywania wiedzy. Wymagający, nieścisły język, liczne dygresje i granicząca z publicystyką nauka – fascynuje i irytuje jednocześnie.
I don’t explain – I explore
W listopadzie 1955 roku na Columbia University’s Teacher’s College podczas odbywającego się tam sympozjum, Marshall McLuhan, nieznany jeszcze zbyt dobrze intelektualista kanadyjski, w trakcie swego wystąpienia przeprowadził rozważania poczynając od alfabetu, promieniowania rentgenowskiego, psychoanalizy Freuda, przechodząc do prasy, telegrafu, radia i telewizji.
Kiedy po zakończeniu przemówienia dano publiczności możliwość zadawania pytań, chęć taką zgłosił, czterdziestoparoletni wówczas, Robert K. Merton, wybitny amerykański socjolog.
Nie wiem nawet gdzie zacząć, powiedział prawie purpurowy z gniewu, wszystko w Pańskim referacie wymaga postawienia ogromnej ilości pytań!
Merton zaczął od pierwszego paragrafu wystąpienia McLuhana, nerwowo wskazując wszystkie wątpliwości, które chciałby rozwiać.
Och, nie podobają ci się moje pomysły? zapytał McLuhan, A co powiesz na te…
Taki właśnie był Marshall McLuhan. Zawsze (do dziś!) na bakier z przyjętymi zasadami naukowego przekazywania wiedzy oraz dochodzenia i przekonywania do swoich racji. Nie chodziło nawet o to jak mówił publicznie (choć pokazywałem to już nie raz). Najważniejsze jest to – jak pisał.
roztrzepane, frustrujące, niezrozumiane
Nawet ludzie o największym uznaniu i cierpliwości dla Mistrza przyznają – jego książki, te najbardziej nawet przekonujące, są niedbałe, „roztrzepane”. A z takiej frustracji rodzi się niezrozumienie. To właśnie dlatego jego pomysły i idee bywają do dziś tak różnie interpretowane. Ale o tym za chwilę.
Warto sobie uświadomić, że McLuhan ze swoim sposobem uprawiania nauki był po prostu awangardą dla współczesnych. W dużej mierze pozwoliło mu to jednak osiągnąć tak spektakularny sukces po wydaniu „Zrozumieć media” (1964). Zresztą sytuacja nie zmieniła się do dziś – świat akademicki oparty jest przecież w dużej mierze na książkach, fizycznych elementach, jasnej terminologii, ścisłych teoriach i ich krytyce. Ktoś, kto mówił, że „koło to przedłużenie stopy”, musiał i musi budzić irytację.
siła i piękno metafory
Ulubionymi metodami, którymi posługiwał się McLuhan były analogie lub metafory. Ich zaletą jest poszerzanie horyzontów; można nimi wyrazić to, co czasem trudno ubrać w akademicki dyskurs. Idealnie sprawdzają się również w świecie doświadczeń potocznych, codziennych, bliskich użytkownikom danej technologii, którzy nie zawsze są zainteresowani jej „bebechami”.
Wiemy na przykład doskonale co oznacza wyrażenie „czas płynie nieubłaganie”. Odnosi się ono do upływu czasu, do niezmiennego ruchu, ale także do tego, że nic nie trwa wiecznie, wszystko się kiedyś kończy. Używając tego wyrażenia nie mamy na myśli, że czas jest jakimś rodzajem rzeki, nie mamy urządzeń do zbadania poziomu „nieubłagalności” – nie traktujemy tego wyrażenia dosłownie. Mamy jednak odpowiedni poziom doświadczeń oraz kulturowych i językowych umiejętności by zrozumieć przekaz jaki kryje się za tym wyrażeniem.
Problemem metafor McLuhana nie jest to, że to metafory – ale że to metafory nowe, których sens nie jest dla nas tak oczywisty, bo powtarzany od lat. I kłopot mają ci, którzy je czytają, nie wiedzą często bowiem co należy z nimi zrobić, nie zadają sobie trudu by spróbować je zrozumieć, zdając się wyłącznie na swe stare, „logiczne” doświadczenia.
Jedną z najbardziej znanych metafor McLuhana jest oczywiście „globalna wioska”. O trudnościach z nią związanych i mylnych interpretacjach napiszę wkrótce oddzielny tekst.
język przyszłości
A jednak McLuhan, wybitny znawca literatury, wbrew pozorom, posługiwał się językiem ostrożnie, z szacunkiem. To sprawia również, że jego koncepcje są tak pociągające, wysmakowane. Nawet jeśli nie do końca wiemy co się za nimi kryje – to trudno nie oddać mu szacunku za styl. Tak jest z „zimnymi i gorącymi mediami”, „mechaniczną panną młodą”, czy wspomnianą już „globalną wioską” chociażby.
A o sile tych metafor niech świadczy fakt, że po śmierci McLuhana w 1980 roku kierunek rozwoju technologii, zwłaszcza zaś mediów idealnie wpisał się w sens tych wyrażeń. To właśnie dlatego kanadyjski uczony bywa nazywany prorokiem internetu.
Metafory miały również tę zaletę, że pokazywały zjawiska z ich przyszłymi skutkami – wychodziły poza obręb wyjaśniania teraźniejszej rzeczywistości, koncentrując się na próbie eksploracji ich oddziaływań na nas, użytkowników i konsumentów mediów, wchodzących w świat kultury popularnej i masowej.
mozaiki świętego spokoju
Metoda McLuhana – znienawidzona lub uwielbiana, zawsze wywołująca skrajne opinie – wywarła na mnie ogromne wrażenie. Ten „mozaikowy” styl, bliski literaturze pięknej język, wymagające porównania i metafory – to była miłość od pierwszego wejrzenia…
Ktoś kiedyś powiedział mi: Zostawcie tego McLuhana w spokoju! Jest tylu innych, współczesnych, wartych zainteresowania badaczy! To wszystko prawda, świat nie stoi w miejscu, rozszerza się również nasza wiedza o nas samych, naszej kulturze, naszych mediach. Ale najpiękniejsze jest to, że z McLuhanem jest jak z badaniem starożytnych dramatów – niby to zamierzchłe czasy, ale problemy pozostają aktualne, kto wie, czy nie bardziej niż kiedykolwiek?
Dlatego, przykro mi bardzo, nie mam zamiaru zostawić McLuhana w spokoju.
Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)


{ 1 comment… read it below or add one }
Jest Pan na dobrym tropie. Nie da się jednak zrozumieć McLuhana bez koncepcji Dwóch Ksiąg, problemu stylu w filozofii ewangelicznej Erazma z Rotterdamu, Novum Organum Franciszka Bacona rozumianego jako teoria percepcji i komunikacji i w końcu Vica i jego Nauki nowej jako filozofii komunikacji.
A propos metafor u McLuhana….używał on metafor, gdyż był przekonany, że świat jest symbolicznym tekstem, tekstem, który jest powiązany z naszym ludzkim językiem zasadą logosu, czyli proporcji. Policzył Pan ile razy użył McLuhan proporcji w Zrozumieć media?
McLuhan był mistykiem, teologiem, który próbował nam pokazać, że świat jest efektem działania Słowa Bożego. „Teraz widzimy niejasno jakby przez zwierciadło, lecz wkrótce twarzą w twarz”.