![]() |
Nie znam się zupełnie na samochodach. Nigdy nie interesowały mnie te wszystkie rozmowy o tłokach, rozrządach, wtryskach i innych bzdurach. Nie podniecają mnie katalogi najnowszych modeli, nie spędzam godzin przeglądając ogłoszenia i nie zastanawiam się nad tym, kiedy stać mnie będzie na to bmw. Nie znaczy to jednak, że jako wieloletni kierowca nie umiem docenić wyglądu, wygody i użyteczności konkretnych modeli.
I z pozycji laika piszę – irytują mnie samochodowe stereotypy.
Może mi ktoś to wytłumaczy, może się mylę – jeśli tak to bardzo proszę o sprostowanie, chętnie zweryfikuję swoje poglądy. Ale jeśli ktoś mi mówi, że „francuza” to on nigdy nie kupi, bo to syf, albo „japończyki” warte są swojej ceny to się zastanawiam po co nam takie uogólnienia?
Może jest tak, że pozwalają nam poczuć się znawcami danego tematu? (wspomnieni „francuzi” są be podobnie jak wszystko co zrobi microsoft, czy hollywood bo to sama komercja). Może upraszczają nam pojmowanie skomplikowanego świata?
Ale tak na chłopski rozum. Obecnie jeżdżę dość starą już Ibizą. Niby hiszpańska marka, ale przecież to nic innego jak Volkswagen Polo, czyli jednak samochód niemiecki. Ale gdzie są robione części? Część pewnie w jakieś fabryce w Polsce, część w Chinach, część w Ameryce Południowej. Zastanawiam się czy gospodarcza globalizacja nie zanegowała stosowności używania tego typu sądów. Czy tak naprawdę możemy jeszcze mówić o markach krajowych, czy lokalnych?
Owszem nowy model jakiegoś Forda może mieć wadę techniczną, a Fiatem 500 może jeździ się mniej przyjemniej niż Toyotą iQ. Ale czy możemy jeszcze powiedzieć, że włosi robią beznadziejne samochody?

{ 1 komentarz… czytaj go poniżej lub dodaj swój }
Znam przynajmniej jedną francuską „cytrynkę”, którą jeździ się całkiem przyjemnie (mimo, że odwiedza lekarza od „tłoków, rozrządów, wtrysków i innych bzdur” ze szwajcarską (sic!) dokładnością). A co lokalności marek to chyba pozostają nam już chyba tylko marcińskie rogale, oscypki i rejbak