![]() |
Świat mediów zmienia się nieustannie, a dynamika zmian jest jeszcze większa w ostatnich czasach. Zadajemy sobie wiele pytań dotyczących tego jak będzie wyglądała medialna rzeczywistość za kilka lat, jak będziemy komunikowali się ze sobą i zdobywali informacje, kto i jak będzie nam objaśniał skomplikowane sprawy. Proces ten dotyczy również dziennikarzy, którzy zawsze stanowili wyjątkową i ważną grupę mediosfery.
Dziennikarzy dzielę na trzy grupy, tworzące razem „dziennikarską piramidę”. Jest to podział, który moim zdaniem dość dobrze oddaje zmiany w tej grupie społeczno-zawodowej. Kategorie te wyglądają następująco:
a) wyrobnicy – to dziennikarskie doły. Ludzie, wykonujące najprostsze czynności, często niewymagające rozbudowanych umiejętności, pracują raczej na cudzych materiałach niż na własnych lub zbierają podstawowe informacje dla innych. To studenci na stażach, „dziennikarze” internetowi, czy obywatelscy.
b) rzemieślnicy – spotkać ich można głównie w mediach branżowych, zarówno papierowych jak i elektronicznych oraz największych mediach wielotematycznych. To specjaliści – zarówno na swoim „poletku” jak i w kontekście warsztatu. Tworzą medialne przekazy, umieją łączyć fakty i podawać je w spójnych całościach.
c) gwiazdy – redaktorzy naczelni, czołowi felietoniści, celebryci. To oni pojawiają się w mediach w roli komentatorów, są rozpoznawani z imienia i nazwiska, ich zdanie jest dyskutowane. Często nie tworzą przekazów medialnych w ścisłym tego słowa znaczeniu.
Wiemy już jak (z grubsza) podzielić można dziennikarzy. Zmiany, o których mówię dotyczą przede wszystkim ilościowego różnicowania się rozkładu powyższych grup, co przekłada się na jakość całej mediosfery.
Pojawienie się internetu a wraz z nim idei „wszyscy jesteśmy mediami” oraz znaczące obniżenie kosztów wejścia na medialny rynek sprawiło, że jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się mniejsze i większe serwisy quasi-informacyjne, zwykle skierowane do wąskich grup odbiorców. Ktoś te media musi jednak tworzyć. Pojawiło się więc zapotrzebowanie na tanią siłę roboczą, niekoniecznie wykwalifikowaną, posiadającą podstawowe umiejętności związane z pracą z tekstem lub multimediami.
Ale przecież przyczyn tego stanu rzeczy szukać należy o wiele dalej, wraz z pojawieniem się mediów masowych, masowych publiczności i konieczności „masowego” dziennikarstwa. Tyle tylko, że jakość pracy wykonywanej przez dziennikarzy zmieniała się o wiele wolniej, bastiony medialnego warsztatu trzymały się mocno. Internetowa rewolucja stała się dramatycznym katalizatorem tych zmian. Procesu, który nie da się zatrzymać ani odwrócić.
Jakie są to zmiany? Rośnie nam zdecydowanie liczba wyrobników, quasi-dziennikarzy. Funkcjonują w mediach internetowych, ale również i w tych tradycyjnych, którym wydaje się, że potrzebują młodych wilków, rzucanych na głęboką wodę – bezczelnych i bezkompromisowych w swoim uporze. Nie chcę powiedzieć, że to grupa zbędna, nie, jasne, że nie. W każdej ludzkiej działalności potrzebni są ludzie, którzy zgodnie ze swoimi predyspozycjami wykonywać będą ważne, podstawowe czynności. Problem zaczyna się wtedy, gdy cała grupa zaczyna być wizytówką dziennikarstwa, kiedy przejmuje medialne stery, tworząc przekazy o wątpliwej jakości – a w konsekwencji drastycznie obniżając standardy całej „branży” i stawiając pod znakiem zapytania etos i szacunek, jakim ludzie obdarzają dziennikarzy.
Nie jest to tylko i wyłącznie ich wina. To ludzie, dla których nierzadko to jedyna możliwość spełnienia marzenia o pracy w mediach. Ale brakiem odpowiedzialności jest zaniżenie wymagań im stawianych, dopuszczanie do pracy ludzi, którzy się do niej po prostu nie nadają. Obniżenie się granicy wejścia w ten zawód przypomina mi sytuację ze szkolnictwem wyższym: cieszymy się, że mamy tak wiele osób studiujących – ale powinniśmy się raczej z tego powodu niepokoić, bo podejście ilościowe odbija się nam czkawką, a będzie jeszcze gorzej.
Rośnie również grupa dziennikarskich gwiazd. Widzimy ich coraz częściej w telewizji, coraz częściej przypominają popkulturowych celebrytów, o których pisze plotkarska prasa. Są to ludzie politycznie uwikłani, niekryjący swoich preferencji i poglądów. Szkoda, że większość nie potrafi ze sobą rozmawiać. Nie wykazują gotowości do dialogu, upodabniają się do polityków – są bełkotliwymi krzykaczami, wiecznymi rzecznikami swoich idei, ślepymi fanatykami własnych światów. I to ich zachowanie – podobnie jak działalność wyrobników – rzutuje na opinii całego dziennikarskiego świata.
Największą bolączką medialnego świata jest kurcząca się dramatycznie liczba rzemieślników. To oni, podobnie jak klasa średnia w strukturze społecznej, powinni być istotą i kręgosłupem dziennikarstwa. Coraz trudniej jednak znaleźć osoby mogące pochwalić się sporą wiedzą, umiejętnościami warsztatowymi oraz walorami osobowościowymi. Niedoceniani, zastępowani przez gorszych i tańszych, nierzadko z niepokojem patrzą w przyszłość. I mają rację. Umieranie masowej prasy oznacza dla wielu z nich konieczność przekwalifikowania. Moim zdaniem w przyszłości pozostanie jedynie niewielka grupa rzemieślników, skupionych wokół poszczególnych branż, którzy tworzyć będą nieliczne media o bardzo wysokiej jakości.
Czy przekonuje Was taki opis dziennikarskiej rzeczywistości? Dajcie znać w komentarzach.
