![]() |
Gdzieś na marginesie toczących się dyskusji na temat zarabiania w internecie, płatnych treści i przestrzegania praw autorskich w sieci przyszła mi do głowy taka myśl: żyjemy w bardzo ciekawych czasach, ale w ogóle tego nie zauważamy.
Spójrzcie – wyszukiwarka Google to miesięcznie kilka mld zapytań (szacuje się, że około 3-5). Kto odpowiadał na te pytania, kiedy nie było Google? Ludzie szukają tam nie tylko informacji, ale również odpowiedzi na ważne dla nich kwestie.
A przecież niewiele brakowało by projekt internet pozostał jedynie wojskową tajemnicą, ciekawostką, o której oglądalibyśmy programy na Discovery. To, że istnieje, to, że jest dla nas dostępny, a przede wszystkim to, że jest darmowy – to prawdziwa rewolucja, by nie powiedzieć technocud. Tylko, że my przyzwyczailiśmy się do niego, nie zastanawiając się nad jego znaczeniem, po prostu z niego korzystając.
Jasne, rewolucja to słowo, które bywa nadużywane. W przypadku jednak kilku, czy kilkunastu ostatnich lat, w których przyszło nam żyć – ma swoje uzasadnienie.
Przyzwyczailiśmy się wyróżniać specyficzne rewolucje: technologiczną, związaną z internetem przede wszystkich; polityczną rewolucję sprzed 20 lat, czy kulturalną, związaną głównie z postmodernizmem. Tymczasem nie można tracić sprzed oczu całościowego obrazu, nie można zapominać o silnych związkach jakie łączą wszystkie te dziedziny i sprawiają, że żyjemy zupełnie inaczej niż nasi rodzice, czy dziadkowie. Kto wie, czy nie gorzej?
Korzystając z darmowego internetu, odwiedzając naszą-klasę, czy sprawdzając pocztę w gmailu powielamy funkcjonujące w nas przeświadczenie, że się to nam słusznie należy. Że te wszystkie udogodnienia i funkcjonalności są naszą nagrodą, czymś do czego mamy niezaprzeczalne prawo.
To właśnie dlatego podnosimy oburzony głos, kiedy Kazik nazywa tych, którzy ściągają z internetu jego płyty złodziejami. To dlatego wprowadzenie śledzika na naszą-klasę – abstrahując od tego w jaki sposób się to odbyło – odbierane jest jako zamach na naszą własność. I to właśnie dlatego pobieranie opłat za korzystanie ze świetnego serwisu last.fm wzbudziło falę oskarżeń o zdradę (czego?).
Bo trochę bardzo jest tak, że jeśli myślimy o wynagrodzeniu za naszą pracę jesteśmy najgorszymi kapitalistami. Ale jeśli chodzi o internet – nie ma większych komunistów.
Czy potrafimy sobie wyobrazić to, że za czytanie wiadomości na onecie płacimy jednorazowo kilkadziesiąt groszy? Że za obejrzenie filmu na youtube przelewamy z naszego konta złotówkę? Że za odebranie poczty trzeba zapłacić?
Jasne, że nie. Tyle tylko, że z pewnym rodzajem takiej rzeczywistości przyjdzie nam się zapewne niedługo zmierzyć.
Rewolucja, w której żyjemy, a której nie zauważamy nie będzie miała końca. Może jej następnym obliczem będzie gospodarczy krach, jaki zapowiada jeden z moich przyjaciół, może globalna i wyniszczająca wojna lub inna światowa katastrofa, jak mi się wydaje. Tak naprawdę w myśleniu o przyszłości pozwalamy sobie na uleganie złudnej propagandzie - światowego dobrobytu i szczęśliwości, którą przyniosą nam zachodzące zmiany (za darmo!). I konsumujemy dobra tu i teraz, nie myśląc o nadchodzących dniach lub jeśli nawet – to tylko w kategoriach dalszej, radosnej konsumpcji.
Natychmiastowość i bylejakość współczesnego oblicza opisywanej rewolucji – której znamiennym wyrazem jest chociażby popularność mikroblogów – to niebezpieczne zjawisko. My sobie jeszcze jakoś poradzimy. Pytanie tylko, czy poradzą sobie nasze dzieci.
Im jestem starszy tym bardziej sceptyczny.
Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)

