Rewolucja, której nie widać

24/10/2009 · 0 komentarzy

I am Here for the Learning Revolution
Creative Commons License photo credit: Wesley Fryer

Gdzieś na marginesie toczących się dyskusji na temat zarabiania w internecie, płatnych treści i przestrzegania praw autorskich w sieci przyszła mi do głowy taka myśl: żyjemy w bardzo ciekawych czasach, ale w ogóle tego nie zauważamy.

Spójrzcie – wyszukiwarka Google to miesięcznie kilka mld zapytań (szacuje się, że około 3-5). Kto odpowiadał na te pytania, kiedy nie było Google? Ludzie szukają tam nie tylko informacji, ale również odpowiedzi na ważne dla nich kwestie.

A przecież niewiele brakowało by projekt internet pozostał jedynie wojskową tajemnicą, ciekawostką, o której oglądalibyśmy programy na Discovery. To, że istnieje, to, że jest dla nas dostępny, a przede wszystkim to, że jest darmowy – to prawdziwa rewolucja, by nie powiedzieć technocud. Tylko, że my przyzwyczailiśmy się do niego, nie zastanawiając się nad jego znaczeniem, po prostu z niego korzystając.

Jasne, rewolucja to słowo, które bywa nadużywane. W przypadku jednak kilku, czy kilkunastu ostatnich lat, w których przyszło nam żyć – ma swoje uzasadnienie.

Przyzwyczailiśmy się wyróżniać specyficzne rewolucje: technologiczną, związaną z internetem przede wszystkich; polityczną rewolucję sprzed 20 lat, czy kulturalną, związaną głównie z postmodernizmem. Tymczasem nie można tracić sprzed oczu całościowego obrazu, nie można zapominać o silnych związkach jakie łączą wszystkie te dziedziny i sprawiają, że żyjemy zupełnie inaczej niż nasi rodzice, czy dziadkowie. Kto wie, czy nie gorzej?

Korzystając z darmowego internetu, odwiedzając naszą-klasę, czy sprawdzając pocztę w gmailu powielamy funkcjonujące w nas przeświadczenie, że się to nam słusznie należy. Że te wszystkie udogodnienia i funkcjonalności są naszą nagrodą, czymś do czego mamy niezaprzeczalne prawo.

To właśnie dlatego podnosimy oburzony głos, kiedy Kazik nazywa tych, którzy ściągają z internetu jego płyty złodziejami. To dlatego wprowadzenie śledzika na naszą-klasę – abstrahując od tego w jaki sposób się to odbyło – odbierane jest jako zamach na naszą własność. I to właśnie dlatego pobieranie opłat za korzystanie ze świetnego serwisu last.fm wzbudziło falę oskarżeń o zdradę (czego?).

Bo trochę bardzo jest tak, że jeśli myślimy o wynagrodzeniu za naszą pracę jesteśmy najgorszymi kapitalistami. Ale jeśli chodzi o internet – nie ma większych komunistów.

Czy potrafimy sobie wyobrazić to, że za czytanie wiadomości na onecie płacimy jednorazowo kilkadziesiąt groszy? Że za obejrzenie filmu na youtube przelewamy z naszego konta złotówkę? Że za odebranie poczty trzeba zapłacić?

Jasne, że nie. Tyle tylko, że z pewnym rodzajem takiej rzeczywistości przyjdzie nam się zapewne niedługo zmierzyć.

Rewolucja, w której żyjemy, a której nie zauważamy nie będzie miała końca. Może jej następnym obliczem będzie gospodarczy krach, jaki zapowiada jeden z moich przyjaciół, może globalna i wyniszczająca wojna lub inna światowa katastrofa, jak mi się wydaje. Tak naprawdę w myśleniu o przyszłości pozwalamy sobie na uleganie złudnej propagandzie - światowego dobrobytu i szczęśliwości, którą przyniosą nam zachodzące zmiany (za darmo!). I konsumujemy dobra tu i teraz, nie myśląc o nadchodzących dniach lub jeśli nawet – to tylko w kategoriach dalszej, radosnej konsumpcji.

Natychmiastowość i bylejakość współczesnego oblicza opisywanej rewolucji – której znamiennym wyrazem jest chociażby popularność mikroblogów – to niebezpieczne zjawisko. My sobie jeszcze jakoś poradzimy. Pytanie tylko, czy poradzą sobie nasze dzieci.

Im jestem starszy tym bardziej sceptyczny.

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com