Październik 2009

Prawie jak manifest edukacyjny

Do napisania tego tekstu zamierzałem się od dawna. By go w końcu popełnić nadarzył się dla mnie pretekst idealny – rozpoczynam studia doktoranckie. To dla mnie szalenie istotne wydarzenie, mające wpływ nie tylko na to co robię, ale również – kim jestem. Będzie więc trochę prywaty, będą wzniosłe słowa. Wybaczcie.

Nie będę oszukiwał – ten tekst jest przede wszystkim dla mnie. Bym za jakiś czas mógł na niego spojrzeć i dokonać rachunku sumienia. Zdać relację z realizacji jego postulatów.
jak było?

Zaczynam studia doktoranckie. To początek spełniania marzenia, którym żyłem od kilku lat. Studia, choć niewątpliwie będą jedną z najważniejszych przygód w moim życiu, są raczej środkiem do celu niż celem samym w sobie.

Czytaj dalej

Gilmorki z przesłaniem

Kiedy jakieś półtora roku temu zaczynałem swoją przygodę z tym serialem myślałem – boże, kolejna babska produkcja o ckliwych przygodach w idealnym, amerykańskim świecie. Jednak już po pierwszym odcinku mój pogląd zmienił się diametralnie. Wczoraj obejrzałem ostatni, finałowy odcinek serialu. I nie wstydzę się przyznać – ze smutkiem i łzami wzruszenia w oczach.

Bo mówię Wam, „Gilmore Girls” („Kochane kłopoty”) to jeden z najciekawszych seriali jakie widziałem.

Zacznę może od opisu dystrybutora DVD z pierwszym sezonem serialu:

Witamy w Nowej Anglii, w małym miasteczku Stars Hollow w stanie Connecticut. Rok założenia 1779. Liczba ludności 9,973. A wśród nich 32-letnia Lorelai i jej 16-letnia córka Rory. (…) Lauren Graham wcieliła się w rolę błyskotliwej Lorelai, menedżera hotelu Independence Inn, matkę Rory (Alexis Bledel), a zarazem jej najlepszą przyjaciółkę. Jest powierniczką wszelkich zmartwień córki i za wszelką cenę chce uchronić ją od popełniania błędów, jakie sama zrobiła w młodości.

Rozumiecie teraz moją początkową reakcję? Myślałem, że to będzie kolejna amerykańska tandeta. Namówiony jednak przez żonę, która wcześniej widziała część serialu w polskiej telewizji, obejrzałem i… wciągnąłem się na dobre!

Czytaj dalej

Nie samym blogiem… Subiektywny przegląd tygodnia (05.10-11.10)

Kilka ostatnich dni pokazuje jak bardzo skoncentrowani jesteśmy na dominującym u nas dyskursie zaściankowego pieniactwa. Interesuje nas tylko to co małe, brudne i śmierdzące – w naszym własnym bajorku. Jeśli patrzymy dalej niż czubek własnego nosa, który podstawia nam się przed oczy – to zadowalamy się argumentem z rodziny: tak, bo tak.

Afera hazardowa (czy teraz tak zwana stoczniowa) to nic innego niż drugorzędne w znaczeniu pseudowydarzenia, które stają się u nas numerem jeden służąc interesom grup wpływów w – pożal się boże – politycznych elitach.

* Nobel dla Obamy – Barack Obama, prezydent USA, został laureatem pokojowej Nagrody Nobla. Obama wyprzedził rekordową liczbę 205 kandydatów.

Czytaj dalej

Szukajcie a znajdziecie – efektywne korzystanie z Google

W połowie września pisałem o sensie życia według Google. Znalazło się tam takie zdanie: „Google jest bardzo przydatnym narzędziem wyszukiwania informacji – ale pod warunkiem, że „mówi się do niego jego językiem”.

Jako że ExploreExplain jest przewodnikiem po digitalnym świecie postanowiłem zebrać w jednym miejscu kilka moim zdaniem użytecznych technik, które są pomocne w codziennym wykorzystywaniu najpopularniejszej wyszukiwarki.

Cudzysłów

Jeśli poszukujemy konkretnego wyrażenia, powinniśmy wykorzystywać potęgę cudzysłowu (boże, to chyba najtrudniejsze słowo w języku polskim!). Jeśli więc chcemy wyszukać dokładnie zdanie: przewodnik po digitalnym świecie, powinniśmy wpisać: „przewodnik po digitalnym świecie”. Jeśli wpiszemy frazę: przewodnik „po digitalnym świecie”, Google znajdzie nas strony zawierające słowo przewodnik oraz wyrażenie „po digitalnym świecie”.

Bez

Jeśli nie chcemy otrzymać wyników z konkretnym wyrażeniem powinniśmy zastosować minusik „-”. Jeśli więc wpiszemy w Google słowa: Jan Maria Rokita, wyszukiwarka wskaże nam strony z nazwiskiem popularnego polityka. Jeśli zaś wpiszemy: Jan Maria -Rokita, naszym oczom ukażą się strony odnoszące się do innych Janów Marii np. Vianney, czy Jackowskiego.

Czytaj dalej