![]() |
Kilka ostatnich dni pokazuje jak bardzo skoncentrowani jesteśmy na dominującym u nas dyskursie zaściankowego pieniactwa. Interesuje nas tylko to co małe, brudne i śmierdzące – w naszym własnym bajorku. Jeśli patrzymy dalej niż czubek własnego nosa, który podstawia nam się przed oczy – to zadowalamy się argumentem z rodziny: tak, bo tak.
Afera hazardowa (czy teraz tak zwana stoczniowa) to nic innego niż drugorzędne w znaczeniu pseudowydarzenia, które stają się u nas numerem jeden służąc interesom grup wpływów w – pożal się boże – politycznych elitach.
- Nobel dla Obamy – Barack Obama, prezydent USA, został laureatem pokojowej Nagrody Nobla. Obama wyprzedził rekordową liczbę 205 kandydatów.
Moja pierwsza reakcja była podobna do tej, jaką wyraził na swoim blogu Bartosz Węglarczyk z Gazety Wyborczej. Ale po chwili refleksji pomyślałem, że może nie jest to takie szaleństwo jak mi się wydawało? Może nie ma się co obruszać pytając: za co? Bo przecież, czy nie jest to polityczna, a nie zasługowa nagroda?
Oceniamy pokojowego Nobla z własnej perspektywy. Nie ma w tym nic złego. Warto jednak pamiętać, że poza naszą wiedzą, doświadczeniem i poglądami jest cały wszechświat innych kombinacji. Obama jest dla nas kimś zupełnie innym niż dla czarnoskórych mieszkańców południowych stanów, kimś innym dla post-bushowego świata.
Nawet jeśli dostał pokojowego Nobla „na zaś” to – mimo, że warto pamiętać, że to głównie medialny spektakl – udało mu się obudzić ogromne nadzieje w Amerykanach (zresztą nie tylko), którzy zostali dość brutalnie zbudzeni ze swego amerykańskiego snu. - Prezydent podpisał Traktat Lizboński - Lech Kaczyński, po 557 dniach od przyjęcia przez polski Sejm Traktatu Lizbońskiego, podpisał w Pałacu Prezydenckim dokument ratyfikacyjny. Towarzyszyli mu m.in. Donald Tusk i szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.
Można się spierać o istotę Unii Europejskiej, można rozmawiać o europejskiej propagandzie, można nie zgadzać się na rozwiązanie, jakie zaserwowano Irlandczykom. Nie mniej jednak dyskusja na temat Traktatu Lizbońskiego i faktu jego podpisania przez prezydenta Kaczyńskiego nie tylko skupiła się na prostej dychotomii przebiegającej po różnych stronach linii hasła „narodowa suwerenność” – najczęściej pojawiała się w kontekście tego, kto na uroczystości obecny był, kto nie. Dziennikarze czekali z niecierpliwością na kolejną szopkę – konferencją premiera Tuska lub jego rzecznika w sprawie tzw. afery stoczniowej.
Bardzo istotne wydarzenie, brzemienne w skutkach, choć może w nieco dłużej perspektywie czasowej jest tylko kolejnym incydentem na arenie kiepskiej jakości polityki krajowej. Mnie jako obywatela, konsumenta mediów i człowieka inteligentnego – za jakiego się uważam – w jakiś sposób to obraża. - Polacy przegrywają z Czechami, koniec marzeń o mundialu – Polacy przegrali w Pradze 0:2 i w eliminacjach MŚ wyprzedzą prawdopodobnie tylko San Marino.
Tylko dwa zdania komentarza. Bo nasza piłka jest tylko ciut lepsza od tej z San Marino. Tylko się tak zastanawiam – gdzie się podziewają Ci wszyscy goście, którzy są młodymi gwiazdami podwórek, obiektami zazdrości rówieśników i uwielbienia rówieśniczek? Dlaczego nikt do nich nie wyciąga ręki? Wszędzie Ci działacze, rady, zarządy – gdzie frajda z piłki?
