Ostatni tekst był z kategorii tych „cięższych” więc dla odmiany dziś coś zdecydowanie lżejszego. Co więcej, temat może wydawać się nawet odrobinę hmm… trywialny i głupi, ale w końcu ExploreExplain to blog o naszej medialnej codzienności, prawda? A seriale to jej esencja. Mhm…
Pytam więc siebie i Was: czy i dlaczego warto oglądać seriale telewizyjne?
Już na wstępie przyznam się, że jestem wielkim fanem seriali, zwłaszcza z mojego ulubionego gatunku – science fiction. Nie oglądam żadnych polskich produkcji, bo poza kilkoma chlubnymi wyjątkami (np. rewelacyjny „Pitbull”) ich jakość jest dla mnie… hmm… nieprzekonująca. Pewne nadzieje wiążę z właśnie debiutującym „Naznaczonym”. Z racji zażenowania nie obejrzałem pierwszego odcinka, zobaczymy więc.
Czy warto oglądać seriale? Pewnie każdy z Was ma na to gotową odpowiedź. Postarajmy się zebrać argumenty za i przeciw. Jak się zaraz okaże mówią nam one więcej o nas samych i naszym świecie – niż mogłoby się wydawać.
Seriale opisują „życiowe”, bliskie ludziom problemy
Tu bardzo trzeba uważać. Seriale telewizyjne nie pokazują „prawdziwego” życia, ale życie „telewizyjne”, medialne. Innymi słowy: to, co widzimy na ekranie, sytuacje jakie przydarzają się bohaterom, ich wybory i dylematy powstają na potrzeby opowieści i zgodne są z poetyką tego telewizyjnego gatunku. Co więcej, powstają na zasadzie „trochę bardziej”. Czyli są postacie są nieco bardziej przerysowane, ludziom powodzi się nieco bardziej lepiej/gorzej, problemy są nieco bardziej poważne itd. Ma to związek z tym, że lubimy aspirować do pewnych pozycji społecznych lub – na zasadzie negatywnego porównania – pocieszać się, że nie jest z nami aż tak źle.
Seriale zabierają i marnują czas
Zwykle mówią to Ci, którzy seriali nie oglądają. Oczywiście, droga wolna, każdy może robić co chce i spędzać czas w dowolny sposób. Głównym zadaniem seriali jest dostarczanie rozrywki. Jeśli sprawia to komuś frajdę – o to chodzi. Problem zaczyna się, jeśli ktoś żyje w świecie seriali i przeznacza na nie zbyt wiele czasu (pytanie: ile?). Wtedy robi się niedobrze. Zresztą to nieco ogólniejszy trend – zbyt duży kładziemy nacisk na prostą rozrywkę typu instant.
Seriale to głupie oblicze telewizji
Seriale telewizyjne były związane z telewizją. Ale w znacznej mierze już nie są. Mam wrażenie, że większość seriali – zwłaszcza produkcji, które nie są u nas dostępne, oglądamy za pomocą P2P („ściągamy” z internetu) lub różnych usług wideo na życzenie (VOD). To zmienia nie tylko nasze przyzwyczajenia (oglądamy kiedy chcemy, nie jesteśmy zależni od ramówki), ale również sam serialowy gatunek. Powstają seriale internetowe, czy tak zwane webisody, czyli najczęściej krótkie, dostępne w sieci odcinki będące dopełnieniem lub rozszerzeniem „tradycyjnego” telewizyjnego serialu.
Seriale mówią o mnie
Czyli pokaż mi jakie lubisz seriale, a powiem Ci kim jesteś
Lubimy seriale, z którymi w jakiś sposób możemy się zidentyfikować lub – dzięki opowiadanej historii – mamy wrażenie, że należymy do grona wtajemniczonych, do którego nie mają dostępu „zwykli” widzowie. Tak jest z serialami prawniczymi, czy medycznymi (na boga, kto mi wytłumaczy zupełnie niezrozumiałą dla mnie popularność „Dr House”?!), które oglądają osoby z tymi branżami w jakiś sposób związane. Warto też zastanowić się co o nas mówi fakt, że podobają nam się produkcje takie jak „Świat według Bundych”, „Świat według Kiepskich”, czy “Włatcy móch“?… (tylko na wzywanego już boga, nie piszcie, że to ineligentna, prześmiewcza satyra itp.).
Seriale rozwijają wyobraźnię
Zdecydowanie prawda. Zwłaszcza jeśli myślimy o tym, co oglądamy i szanując swój czas wybieramy dobre produkcje. OK, seriale telewizyjne niewiele mają wspólnego z dokumentami Discovery, ale przypominają nieco dobre książki. Oczywiście rządzą się zupełnie innymi prawami, ale porządne seriale, takie o których myślimy po obejrzeniu, nie możemy się doczekać następnych odcinków, są jak brzuszki dla naszej wyobraźni. Dobrze to widać na przykładzie seriali sensacyjnych, takich jak „24”, gdzie do ostatniej minuty, ostatniego odcinka można się spodziewać tylko jednego – kolejnego zwrotu akcji. Może zabrzmi to banalnie, ale wydaje mi się, że serialowi bohaterowie mogą być dla niektórych motywacją do życiowych wyborów np. przy podejmowaniu decyzji odnośnie kariery zawodowej (czy nie było tak chociażby z „Czterema pancernymi”? czy młodzi chłopcy nie chcieli być żołnierzami jak Janek Kos?).
Powyższa lista pozostaje otwarta. Pamiętajcie, że ma raczej lekki, weekendowy charakter. Piszcie dlaczego warto / nie warto oglądać seriale. I jakie są wasze ulubione? Moje Top 5 stanowią: seria Stargate, Lost, Dexter, Gilmore Girls (tak, tak – uwielbiam) i może 24.
A na koniec rewelacyjny Jacek Braciak tłumaczy różnice pomiędzy polskim a amerykańskim serialem. Miszcz.
Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)


{ 1 trackback }
{ 4 komentarze/y… przeczytaj je sobie lub dodaj swój }
Jest jeszcze jeden aspekt, który warto pokazać.
Kiedyś rozmawiałem po co ludzie oglądają (argument “że ja mam lepiej niż w serialu” – jest podświadomy, nikt tego chyba nie powie wprost). To odpowiedź jest taka, że „chcę odpocząć po ciężkim dniu“, „chcę obejrzeć coś lekkiego“. I tu jest niestety błąd logiczny . Seriale takie jak K jak Klan są na maksa zawiłe.. przy nich się nie odpoczywa, oglądanie tego, kojarzenie faktów z kilkudziesięciu odcinków to jest niezły wysiłek, który często przekłada się również na następny dzień, czyli sprawdzenie co będzie w następnym odcinku, czy Zosia będzie zdrowa itd. One angażują widza w całe to bagno.. Co innej Kiepscy.. zasypiasz i masz polewkę z listonosza.
@Sylwester
Niby tak, ale to kwestia tego, jak chcemy odpoczywać. Ja nie mam potrzeby wyłączania mózgu, nie relaksuje mnie to. Jak chcę się “odmóżdżyć” to idę do kina na efekty specjalne. Mój mózg odbiera efektowne bodźce. Albo gram w gry “kill them all”. Muszę w nich zachowywać czujność (mózg wciąż pracuje), ale jednocześnie radość sprawia mi dobrze wykonany headshot
Kiedyś słyszałem coś takiego od jednej osoby: “Oglądam serial X bo wszyscy coś oglądają i głupio nie oglądać. Wiesz, wybrałem taki mniej popularny bo wszyscy tylko oglądają Y albo Z”. Dosłownie mistrzowska kreacja samego siebie. Nieważne. Moje ulubione: Alternatywy 4, Zmiennicy, Jan Serce, Kapitan Sowa na tropie, Lalka, Kariera Nikodema Dyzmy i dodajcie sobie sami jeszcze kilka:).
@Robinho. Dzieckiem z podstawówki będąc podobne miałem wrażenie – wszyscy koledzy oglądali Drużynę A. A potem na przerwach śmieli się, dyskutowali itd. Ja nic – bo nie oglądałem. Dosłownie serialowe wykluczenie