![]() |
Podobno ilość snu niezbędna do poczucia wyspania jest uwarunkowana genetycznie. Niedługo okaże się, że umiejętność ustępowania miejsca starszym w tramwaju również zależy od genów. No, ale nie o tym dziś chciałem.
Chciałem Was podpytać trochę o Wasz sen. Ile czasu na niego przeznaczacie? Czy wystarcza Wam cztery lub pięć godzin i jesteście rześcy jak młode buki, a może po 14 wstajecie z ledwością marząc o kolejnych morfeuszowych objęciach?
Moim optimum jest 7-7,5 godziny. Niestety ostatnimi czasy trudno dostępny luksus. Mam jednak kilka zasad, które pomagają mi zaczynać dzień z naładowaną maksymalnie energią.
Kto rano wstaje (zawsze o tej samej porze)
Pierwsza i dla mnie podstawowa zasada – wstaję zawsze o tej samej porze. Punkt szósta jestem na nogach. Tak, również w weekendy. I wszystkim polecam to samo – niekoniecznie szóstą rano, ale wstawanie każdego dnia, o tej samej godzinie.
Dlaczego? Nasz organizm dąży do równowagi. Woli funkcjonować na podstawie jasno określonych reguł niż być ciągle zaskakiwanym przez nasze kaprysy. Procesy zdrowotne przebiegają o wiele sprawniej jeśli zadbamy o ich ustabilizowanie. Lepiej funkcjonuje również mózg.
Niektórym z Was może wydawać się to niemożliwe do osiągnięcia, ale wstawanie o tej samej godzinie każdego dnia jest w zasięgu Waszych rąk! Żeby to osiągnąć trzeba tylko spróbować i z dawką samozaparcia na początku – wytrwać. I żadnych wyjątków – świątek, piątek, czy niedziela, zawsze o tej samej, takie jest moje zdanie.
Z zasadą wstawania o tej samej porze każdego dnia wiąże się szereg pomniejszych reguł, które mogą ułatwić osiągnięcie tego celu. Jedna z nich brzmi: wstawaj jak tylko usłyszysz budzik. Żadnego leżenia, minutki, czy pięciu drzemki etc. Obudź organizm! Z czasem z pomocy budzika będziecie mogli zupełnie zrezygnować, bo wasz organizm będzie was budził dokładnie o tej samej porze każdego dnia. Ja regularnie wyłączam budzik w komórce minutę przed tym, jak zadzwoni.
Druga reguła dotyczy kładzenia się spać. Słuchajcie potrzeb waszego ciała i ducha. Z czasem zobaczycie, że po pewnej godzinie (u mnie tak 18,19) organizm buntuje się przeciwko pracy. To znak by odpuścić, zrelaksować się, zrobić coś dla siebie, czy bliskich. Kładźcie się spać jeśli poczujecie się zmęczeni. Żadnego telewizora, i raczej bez muzyki na dobranoc. Postarajcie się wyciszyć jak tylko to możliwe miejsce, w którym zasypiacie. Nie myślcie przed snem dlaczego zarabiacie tak mało, a Krysia nie chce Was znać. Pozwólcie myślom na błądzenie, marzenie itd. Postarajcie się wytrwać w jednej pozycji – nie wierćcie się w łóżku!
Jeszcze jedna reguła, która ułatwia wstawanie o tej samej porze dotyczy samego snu. Niezwykle istotne jest to na czym i pod czym się śpi. „Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”, mówi przysłowie. I jakie jest prawdziwe! Nie oszczędzajcie na jakości materaca, wyrzućcie starą, trzeszczącą wersalkę ze sprężynami wbijającymi się w plecy. Wietrzcie regularnie pościel i każdego wieczora dokładnie układajcie prześcieradło, poduszki i kołdrę. Kładąc się, czujcie się wyjątkowo, zadbajcie o siebie – to podstawa dobrego snu. Śpijcie w przewietrzonym pomieszczeniu.
Poranny rytuał
OK, wstawanie rano mniej więcej opanowaliśmy. Niektórym zajmie to dłużej, innym krócej – ale warto! Jeszcze jedna sprawa, o której warto pamiętać – jeśli jednego położyliście się o drugiej w nocy i wstaliście – jak zwykle – o szóstej, to nadal będziecie wyspani. Ale następnego dnia organizm się o sen upomni i trzeba będzie położyć się wcześniej niż zazwyczaj.
Jest jeszcze jedna rzecz, która pozwala mi zaczynać dzień w pełni naładowanym. To poranny rytuał. Pierwsze pół godziny mojego dnia wygląda zawsze tak samo. Moim zdaniem dobrze jest zautomatyzować te pierwsze czynności. Przede wszystkim dlatego by zrobić to wszystko, co warto robić jest każdego dnia (np. poranna „zaprawa”). Po drugie by nie dać sobie pretekstu, do myślenia: aaa, może dzisiaj legnę się jeszcze na pół godzinki?
Nie ma jednego, idealnego scenariusza na poranną rutynę – testujcie, sprawdzając jaki wariant jest odpowiedni dla Waszego organizmu i co daje Wam największą satysfakcję. Moim zdaniem warto pamiętać każdego dnia o wypiciu szklanki zimnej wody, partii ćwiczeń, łyknięciu świeżego powietrza, chwili skupienia.
Ach. Nie mogę się nie przyznać, że moją poranną słabością jest kawa i rss’y
Podsumowując. Moją receptą na wysypianie się i rozpoczynanie każdego dnia ze świeżą dawką energii jest wstawanie o tej samej porze oraz – poranny rytuał. A Wy jakie macie sposoby? Wstajecie każdego dnia o piątej, szóstej lub ósmej? Wszystkie poranki wyglądają tak samo? A może macie zupełne inne pomysły na funkcjonowanie na pełnych obrotach?
Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)


{ 5 comments… read them below or add one }
A to tak…
Racja miałem taką musztrę przez pół roku. Rewelacja. Dlaczego pół roku?
Zalążek moje kleski to długonocne imprezy. A wtedy takie spinki robią więcej zamieszania niż regulowania.
Tak czy siak zgadzam się z Tobą w 95%. Stabilizacja naszego zegara biologicznego czyni cuda.
Więcej na ten temat mógłby powiedzieć Steve Pavlina. Guru i czarodziej of PERSONAL DEVELOPMENT
Dzięki ziben za świetny komentarz i poruszenie ciekawej kwestii. Imprezy. To pewnie bardzo poważne „ale” całej tej zabawy. Nie jestem tu odpowiednią osobą do udzielenia odpowiedzi czy takie uregulowanie organizmu mu sens jeśli prowadzimy nieuregulowane życie towarzyskie
Ja już spokojny jestem – kapcioszki, winko do dobrego filmu po dobranocce i SPS (siusiu-paciorek-spać)
Ale może ktoś z Was ma podobne doświadczenie i podzieli się pomysłem na to, czy wstawanie o tej samej porze i poranna rutyna jest w takich sytuacjach możliwe.
A co do Steve’a – temat wstawania o tej samej porze jest chyba jednym z podstawowych dla całego personal development, czy lifehackingu. Hameryki tu nie odkrywam
Taaa… zgadzam się z @ziben. Samouregulowanie jest bardzo fajne. Gorzej jak co tydzień jeździ się na mazurskie imprezy, gdzie przed 4 rano na sianku nad stodołą się nie znajdziesz… Ale wstawanie o tej samej porze jest rzeczywiście dobre. Mi wystarcza zwykle 6 godzin snu. Jak śpię dłużej jeste… niewyspany. Taki życiowy paradoks.
Sorry Dawid, że taki taśmociąg będzie leciał:(. Od kilku dni mnie korciło żeby się przyłączyć do paru rozmów ale raz to, raz tamto i poszło bokiem. Do sedna. Jestem przykładem totalnego zaprzeczenia rad z postu:D. Określam siebie jako 3cia zmiana. Mój grafik jawa-sen to: śpię 6-10, potem jak czas pozwoli śpię 17-21. Masa odstępstw od grafiku spowodowanych po prostu życiem. Jak budzik zadzwoni to wstaje w momencie, gdy po godzinie wyczerpie się możliwość przestawiania budzenie o kilka minut. Wtedy wiem, że nie ma już żartów, że nikt mnie nie obudzi i wstaję. Poruszony był poranny rytuał – ja mam takowy: zimna woda podczas mycia, kawa, papieros. Śniadanie zajadam po 3-4 godzinach. Najlepszym sposobem na zaśnięcie jest dla mnie zjedzenie czegokolwiek przed snem. Wtedy nawet litr tigera nie pamaga. Jak ktoś mnie bliżej zna to wie, że się nie wygłupiam i rzeczywiście taki mam grafik.
Potwierdzam słowa Robinho. Człowiek o specyficznym pojęciu różnic pomiędzy nocą a dniem. No, ale będę Cię traktować jak wyjątek od reguły