Czy warto studiować dziennikarstwo?

11/08/2009 · 14 komentarze/y

Writing Exams
Creative Commons License photo credit: ccarlstead

Chcę być dziennikarzem. Czy warto studiować dziennikarstwo?” Nie warto. Z bardzo wielu powodów. Jeśli myślisz poważnie o wyborze tego kierunku studiów, przeczytaj mój tekst a potem poszukaj sobie czegoś lepszego*.

Sam, z tego co pamiętam oczywiście, długo zastanawiałem się nad wyborem studiów. Zawsze dobrze mi się pisało, lekko i szybko, więc wybór był ograniczony do dziennikarstwa i polonistyki. Głównie za namową moich nauczycieli z liceum wybrałem pierwszą opcję. Nie żałuję jej tylko dlatego, że na trzecim roku zacząłem drugi kierunek – moją ulubioną sociologię (na polonistyce nie miałbym takiej możliwości). Mam nadzieję, że poniższy tekst będzie wskazówką dla tych, którzy myślą o studiowaniu dziennikarstwa. I choć oczywiście ostateczna decyzja należy do was, to warto chyba posłuchać rad starszego kolegi…

Po pierwsze – minima

Przyjrzyjmy się na początek minimom programowym dla kierunku „Dziennikarstwo i komunikacja społeczne. Dla niewtajemniczonych: minima programowe stanowią fundament danej nauki, określający pewien zasób trwałych struktur dla niej charakterystycznych, zupełnie podstawowych**. Inaczej pisząc, właśnie tego będziecie się uczyć na studiach; to co ponad to jest autonomiczną sprawą danej uczelni. W praktyce jednak dostaniecie niewiele więcej.

Na studiach pierwszego stopnia (licencjat) czeka was solidna porcja bardzo ogólnej wiedzy (filozofii, socjologii, prawa, ekonomii, historii, nauki o komunikowaniu oraz politologii). W przedmiotach kierunkowych znajdą się zaś między innymi: historia mediów, polski i międzynarodowy system medialny, trochę warsztatu, prawa mediów i kapka PR.

Na studiach drugiego stopnia (magister) czekają na was przedmioty ogólne: metody badawcze, psychologia, kulturoznawstwo, teorie komunikowania. Wśród kierunkowych natomiast takie perełki jak analiza dyskursu medialnego, czy pragmatyka językowa.

Cały problem z trzy- lub pięcioletnimi studiami w kontekście ich programu polega na tym, że te same przedmioty mogą być wykładane zupełnie inaczej w zależności od uczelni. Jeśli macie szczęście – traficie na specjalistów z danej działki, którzy w interesujący sposób o niej wam opowiedzą. W większości przypadków będą to jednak tzw. zapchaj dziury, bo polskie szkolnictwo wyższe nie zrozumiało jeszcze, że o studenta trzeba walczyć wysoką jakością kształcenia (a że do uczenia dziennikarstwa wystarczy tablica, kreda i nauczyciel – mnóstwo uczelni oferuje ten kierunek potencjalnym studentom).

minima kształcenia licencjat

Minima programowe - licencjat

Dwie drogi i kryzys

Moim zdaniem z dziennikarstwem i komunikowaniem społecznym jest tak, że trzeba jasno rozgraniczyć dwie „branże”: dziennikarstwo praktyczne powiedzmy, czyli kwestię zupełnie zawodową, rzemieślniczą bym napisał; od teorii komunikowania, mediów, czy nawet dziennikarstwa, które opiera się „myśleniu”, uogólnianiu, badaniu i analizowaniu.

Jeśli chcecie być dziennikarzami, pracować w radiu, prasie, telewizji, czy internecie – w mojej opinii studia będą stratą waszego czasu. Jeśli – tak jak ja – myślicie o karierze naukowej, analitycznej mogą okazać się przydatne (ale czy niezbędne?).

Szkopuł w tym, że dziennikarstwo, jako skomplikowany i trudny proces zawodowy przeżywa kryzys. Dziś każdy może być dziennikarzem. Byle łachudra przepychający się łokciami może zostać lokalną gwiazdą. I choć to temat na osobny tekst, to wspomnę jedynie, że bardzo trudno dziś spotkać osoby, które przygarną Cię pod swoje skrzydła, poświęcą czas i inne zasoby, ucząc Cię tego zawodu.

Poczytajcie polskich klasyków, Kapuścińskiego, czy Wańkowicza chociażby. Do takiej wyjątkowości dochodzi się latami, zaczynając od najbardziej prostych form. A dziś? Młodzi dziennikarze zaczynają od felietonów, co jest zbrodnią przeciwko gatunkowi i powinno być karane chłostą. Szukajcie swoich autorytetów. Może będziecie mięli szczęście?

Tylko praktyka

Nie ma innej drogi nauczenia się tego zawodu jak poprzez pracę. Żadna szkoła, żaden kurs, czy najlepsi nawet akademicy, nie zastąpią godzin spędzonych na szukaniu źródeł, doskonaleniu warsztatu pisarskiego, czy tysięcznej konfrontacji z redaktorem (który ma jaja, a nie jest jeszcze jedynym wszystko-jedno miernotą).

Studia (przyjmijmy optymistyczną wersję, że będą całkiem sprawnie poprowadzone) mogą dać wam pewien zarys wyobrażenia na temat tego, jak wygląda praca dziennikarza. Możecie zdobyć fragmentaryczną wiedzę na temat metod, gatunków, czy historii mediów. I jest to bardzo ważna wiedza, ale spokojnie można ją nadrobić samemu, przy pomocy życzliwych „starszych kolegów”, czy ewentualnie na jakimś kursie podyplomowym.

Dopóki nie doczekamy się u nas rzetelnej edukacji zawodowej, czy to na poziomie średnim, czy wyższym – również w zakresie dziennikarstwa (co w moim osobistym odczuciu jest bardzo, ale to bardzo konieczną sprawą) – nie ma sensu przeznaczać swoich trzech, czy pięciu lat na naukę ogólników.

Studiuj z pasją!

Idźcie na studia, które związane są z waszą pasją. Lubicie sport, idźcie na turystykę i rekreację na przykład. Bawi was muzyka – muzykologia czeka. A może widzicie piękno matematyki lub fizyki? Nawet się nie zastanawiajcie. A jeśli chcecie być dziennikarzami to właśnie te kierunki studiów będą waszą mocną stroną***. Pamiętajcie, przyszłość to specjalizacja. I fajniej jest przeczytać artykuł o Zderzaczu Hardonów, który napisany jest przez kogoś, kto ma o tym pojęcie, niż przez kogoś kto na studiach nauczył się sprawnie posługiwać cudzymi źródłami.

Od skończenia studiów (a z wykształcenia jestem dziennikarzem, socjologiem i katolickim teologiem) pracuję w zawodzie (choć nigdy nie było to moim największym marzeniem). I powiem Wam jedno, nauczyłem się przez rok więcej niż przez pięć lat studiów. Zresztą, większość moich znajomych, podobnie zresztą jak i ja, pracowała w różnych mediach już od pierwszego, drugiego roku (mówię tu oczywiście o tych, którzy na serio chcieli zostać w zawodzie). Nie wszyscy skończyli studia.

I tu dochodzimy do plusa :) Mam dla was radę: nie traktujcie studiów wyłącznie pragmatycznie, na zasadzie „ok, co może mi się w życiu przydać”. Myślcie o nich, jak o wielkiej przygodzie. Poznacie na studiach świetnych ludzi (na dziennikarstwie macie szanse na przyjaźnie z późniejszymi kolegami z własnych, zaprzyjaźnionych lub konkurencyjnych redakcji). I to jest ogromna wartość, która sprawia, że warto studia, nawet dziennikarskie, świadomie przeżyć (a nie tylko zapisać się, znaleźć pracę stażysty w radiu lub tv i pojawiać się wyłącznie na egzaminach).

Mam dla was propozycję…

Podsumowując. Jeśli chcecie być dziennikarzami – nie idźcie na dziennikarstwo. Nawet jeśli poznacie przyszłych kolegów „po fachu” to dostaniecie bardzo ogólnikową wiedzę na różne tematy, minimalne szkolenie warsztatowe, trochę teorii mediów, a i tak najpewniej traficie na pierwszy, czy drugim roku do jakieś redakcji. Szukajcie wzorców. Nie bójcie się tego, że na początku wiele rzeczy będzie trudne – to złożony, bardzo wyczerpujący i czasochłonny (a jaki odpowiedzialny!) zawód.

I jeszcze jedno. Jeśli macie ochotę spróbować swoich sił, może by przekonać się, czy to jest wasze powołanie, czy sprawia wam przyjemność lub po prostu by posłuchać kilku rad starszego kolegi (ale będzie bez litości!…) to oferuję wam swój czas. Nie uważam się za wielkiego mistrza, ale myślę, że coś tam do zaoferowania mam. Zapraszam do kontaktu, jeśli chcecie coś napisać (radiem [już nie] i telewizją się nie zajmuję), zobaczymy co da się zrobić. Tematyka w sumie prawie dowolna, dogadamy się. Opublikuję wasze materiały na moim blogu lub którymś z serwisów jakie tworzę, mam też kilka zaprzyjaźnionych. Tylko żadnych felietonów! Solidna dziennikarska robota. W końcu wszystkim nam powinno zależeć na jak najwyżej jakości dziennikarstwa, prawda?


*Oczywiście, odpowiedzi na dowolnie postawione pytanie nigdy nie są całkowicie oczywiste. Podobnie jest w tym przypadku. Chociaż – dramatycznie niewiele jest argumentów, które pozwalałyby się zastanawiać, czy może jednak?…

**O kontrowersjach związanych z minimami programowymi możecie przeczytać w tym, bardzo ciekawym tekście.

***Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale będąc jeszcze na studiach i przeglądając ogłoszenia o pracy dla dziennikarzy nie raz i nie dwa trafiały mi się takie: dziennikarz/redaktor, wymagania: studia wyższe (oprócz dziennikarstwa). Dawało i daje do myślenia.

{ 13 komentarze/y… czytaj je poniżej lub dodaj swój }

Dawid Zaraziński Sierpień 11, 2009 o 18:47

Dodam tylko, że moja propozycja nie jest skierowana tylko dla tych, którzy myślą o swoich studiach. Jeśli robisz coś zupełnie innego – nie krępuj się i daj znać ;)

Odpowiedz

Łukasz Jakubiak - PRactions.pl Sierpień 12, 2009 o 12:57

Hmmm… z ciekawością przeczytałem Twój wpis. Ale w 100 % się nie zgodzę. Oczywiście poziom tego kierunku jest mierny – mówię tutaj akurat o UW. Jednak są ,,perełki” , o których piszesz. Studia to nie tylko odbębnienie od a do b materiału i nara. Studia to nauka poznawania świata. I coś co zanika, a ja to znalazłem. Relacja uczeń-mistrz. Jeżeli znajdziesz swojego mistrza, który wprowadzi Ciebie w tajniki dziennikarswa i PR-u świetnie. A same studi dziennikarskie? Dają bardzo ogólną wiedzę, ale pozwalają spotkać Twojego mistrza. Ja takiego spotkałem. Wiesz Dawid, jest mało okazji aby poznać poza studiami takich ludzi jak Wojciech Jabłoński, Włodzimierz Głodowski, Maciej Mrozowski, Paweł Biedziak czy Wiesław Gałązka. To ten plus.

Odpowiedz

Dawid Zaraziński Sierpień 12, 2009 o 13:10

@Łukasz
Jasne, zgadzam się z Tobą w zupełności! Piszesz dokładnie to, co ja. Że studia to odkrywanie świata, że relacja mistrz-uczeń (ale jakże rzadko ostatnio!). I racja, że w masie bezpłciowości można znaleźć świetne kierunki ze wspaniałymi ludźmi. Ale ja piszę raczej o warsztatowych kwestiach. Tego zawodu nie można się nauczyć na studiach. Nawet wymienieni przez Ciebie profesorowie nie poświęcą Ci na studiach odpowiedniej ilości czasu, prawda? Dlatego proponuję wszystkim, którzy chcą robić „media” zawodowo by szukali relacji mistrz-uczeń w redakcjach, nawet jeśli na początku będzie ciężko. Żeby mieć pokorę i znajomość własnych możliwości.

Odpowiedz

Piotr Drzewiecki Sierpień 14, 2009 o 12:51

Wróćmy do źródeł. Pierwszą szkołę dziennikarską otworzył Joseph Pulitzer (lata 10-te XX w.) Po co? Żeby nie kształcić pracowników w redakcji, bo tam nie ma na to czasu. Dziennikarstwa najlepiej się nauczyć w praktyce – 100 proc. racji. Studia tego nie dają. Ale myślimy tu o obecnych studiach, które są do reformy. Według pomysłu Pulitzera – kurs czy studia dziennikarskie to nie nauka teorii mediów czy gatunku, ale praktyka dziennikarska, kształcenie na potrzeby jego wydawnictw.

W tym kierunku będą się zmieniały studia na naszych uczelniach. Więcej tam będzie dziennikarzy niż teoretyków, więcej zajęć redakcyjnych niż suchej teorii. Kwestia kilku lat, pozyskania nowych wykładowców, reformy planu. Przez dwa lata na dziennikarstwie UKSW sporo się zmieniło co do samej koncepcji studiowania dziennikarstwa. Szkoda, że dopiero teraz to wdrażamy, ale widać wcześniej nikomu się nie chciało. Moi koledzy dziennikarze (SE, RP) szukają współpracowników. Pytają o młode talenty na studiach. Musimy tak kształcić, żeby studenci znajdowali pracę w dobrych redakcjach. To klucz to tej reformy.

Drugi wątek to kwestia wiedzy. Dziennikarstwo to bardziej technologia. Żeby pisać, trzeba mieć tematykę, w której się siedzi, co najmniej kilka lat. Wtedy jest szansa na oryginalne i dobre teksty. I tu też kwestia reformy. Sprawne łączenie studiów dziennikarskich z innymi, tematycznymi, chociażby w formie wstępów, specjalizacji nie mediami – jak jest teraz – tylko tematykami np. dziennikarstwo sportowe, o tematyce religijnej. To również kwestia reformy.

Ani ja, ani Dawid nie załapaliśmy się niestety na takie studia dziennikarskie. Ale przynajmniej wiemy, co należy zmieniać.

Odpowiedz

Dawid Zaraziński Sierpień 14, 2009 o 13:26

Dzięki Piotrze za świetny komentarz! Swoją drogą – miło Cię tu widzieć :)

Zgadzam się z Tobą i o tym był ten tekst – o studiach w obecnym wydaniu. Dlatego napisałem wprost:

Dopóki nie doczekamy się u nas rzetelnej edukacji zawodowej, czy to na poziomie średnim, czy wyższym – również w zakresie dziennikarstwa (co w moim osobistym odczuciu jest bardzo, ale to bardzo konieczną sprawą) – nie ma sensu przeznaczać swoich trzech, czy pięciu lat na naukę ogólników.

Nie jestem zdania, że takie studia są bezsensowne z założenia. Są bezsensowne w obecnym wydaniu. Jeśli doczekamy się dobrych, zawodowych, rzemieślniczych studiów, na kształt międzywydziałowych ścieżek, gdzie będzie można połączyć zajęcia typowo warsztatowe z np. profilem fizyki, biologii, socjologii etc. to mogłyby to być naprawdę a) wartościowe i b) generujące uczelniom spore przychody kierunki.

Odpowiedz

Piotr Drzewiecki Sierpień 14, 2009 o 14:19

Mnie też bardzo miło. Zainspirował mnie i Twój tekst i poranna rozmowa z Piotrem Nisztorem (też emidowski absolwent, śledczy „Rz”). Bezsensowne studia w obecnym wydaniu zweryfikuje rynek pracy. Teraz, w okresie niżu, kierunek, który się nie zreformuje, upadnie. Same modne słowa-klucze, na które wielu z nas się nabrało: dziennikarstwo, media, reklama itp. to już za mało. Pozdrawiam wakacyjnie.

Odpowiedz

Dawid Zaraziński Sierpień 14, 2009 o 15:10

Piotrek Nisztor jest dobrym przykładem potwierdzającym tezę wpisu. Studiowaliśmy razem, bardzo szybko rozpoczął pracę zawodową i – chyba nie będzie zbyt dużym nadużyciem jeśli tak napiszę – studia raczej nie były jego priorytetem ;)

Odpowiedz

Robinho Sierpień 22, 2009 o 15:59

Na ten temat wypowiem się za około pół roku:D. Dawidzie, dałeś trochę do myślenia. Przypomniały mi się moje poprzednie przepychanki na studiach, gdzie myślałem, że idę się rozwinąć, a wsko ograniczało się do najmniejszej linii oporu. Jak ktoś nie ma samozaparcia albo nie znajdzie perełki w gównie to jest tragicznie:(. Inna sprawa: mam dużo znajomych, którzy poszli na studia takie lub owakie pracując jednocześnie jako sprzedawca. Po zakończeniu studiów dzieją się rzeczy tragiczne; płaci się za studia zaoczne, chce się wyskoczyć z koleiny bycia sprzedawcą do końca życia i zonk – nikt nie chce takich ludzi przyjąć do pracy zgodnej z kierunkiem studiów. Wierzcie mi: to są tragedie ludzkie. Szara rzeczywistość – po 5 latach poświęcania się w ten lub inny sposób zauważa się, że studia nie dają przepustki do lepszego świata. Przez ostatnie trzy lata walczyłem z podjęciem decyzji rozwinięcia czegoś, ale jak widziałem wokół siebie to wszystko to odkładałem. Sytuacja się zmieniła i powiem za pół roku jak to wsko widzę;).

Odpowiedz

Piotr Drzewiecki Sierpień 24, 2009 o 17:46

nie można do końca tak ściśle łączyć studiów i pracy zawodowej. to się sprawdza w przypadku kierunków technicznych czy ekonomicznych. po filozofii raczej trudno wyżyć z filozofowania. coraz częściej będziemy studiować kierunki humanistyczne jedynie dla własnego rozwoju, być może w późniejszym wieku niż teraz (30-40 lat). równolegle trzeba się kształcić zawodowo

Odpowiedz

Robinho Sierpień 25, 2009 o 00:37

@Piotr Drzewiecki
Z tego co napisałeś wnioskuję, że przyjmujesz zasadę rzemieślniczego podejścia do zawodu. Po takie coś wstępuje się do cechu a nie idzie na studia. Przykre to czasy, gdzie jako podstawową wartość uznaje się przydatność do wykonywania tej lub innej czynności. Zawsze uważałem, że studia przede wszystkim rozwijać i kształtować to co mamy najleszego. Powinny zgadzać się z naszymi pragnieniami.
Jaka jest praktyka? Podam na przykładzie filologii polskiej. Jesteś dobry w analizowaniu prozy, widzisz zależności, warsztat, wszystko widzisz jasno i bezproblemowo. W czym problem? Ano w tym, że rozwój pojmowany przez szkolnictwo wyższe polega na wsadzeniu do programu nauczania czegoś takiego jak gramatyka historyczna języka polskiego. Spytasz dlaczego miałoby być to złe, przecież musisz posiąść niezbędną wiedzę w tym zakresie. Otóż stworzenie małego zakładu pod czujnym okiem profesora prowadzi do debilnej sytuacji. Normalny przedmiot, który dla jednych jest ważny bo lubią a dla innych mniej ważny i chcą uzyskać wpis mając jako takie pojęcie o przedmiocie, przeradza się w walkę o zaliczenie ponieważ wykładowcy poczuli, że są silni, że mają władzę. Dochodzi więc do sytuacji, że ludzie mają przygotowane kipiące pomysłami prace magisteskie na piątym roku, a nie mają zaliczonego jednego „super ważnego” przedmiotu z czwartego roku. Tu właśnie tkwi problem, a nie w tym czy chcemy być filozofem za 800 PLN/m, czy ekonomistą za 7000 PLN/m. Podstawowa zasada: pasja a nie wydumane wyobrażenie przydatności czegoś. Tylko wtedy można być rewelacyjnym ekonomistą, inżynierem lub filozofem bo będzie nam to sprawiało frajdę. W każdym innym przypadku będzie tylko mierność i równanie do szeregu.

Odpowiedz

Piotr Drzewiecki Sierpień 25, 2009 o 13:49

dokładnie tak jak napisałeś, choć wygląda jakbyśmy się nie zgadzali
jestem zwolennikiem „czystego” studiowania dla zgłębiania jakiejś wiedzy, a zawód to kwestia mająca związek ze studiami lub też nie. przykład kolegi: prowadzi usługi reklamowo-drukarskie, a wybiera się na archeologię. dlaczego? bo lubi archeologię. pracę już ma
krytykujesz słusznie postawę niektórych wykładowców, biurokrację uczelnianą (mega ważne wpisy itp.), staram się – bo pracuję w tej branży – podchodzić zupełnie inaczej. bardziej inspirować niż uczyć

Odpowiedz

Robinho Sierpień 31, 2009 o 20:46

Sorki Piotr, ale wydawało mi się, że stawiasz przede wszystkim na przydatność. Wsko wyjaśnione, chociaż studia humanistyczne można zacząć o wiele wcześniej. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Będę drugim Durczokiem Październik 17, 2011 o 14:31

Dziękuję bardzo za dziennikarzy takich, jak Ty…
Błędy ortograficzne w tekście, nie mówiąc już o samej stylistyce tekstu, który po prostu ciężko się czyta.
Publikacja tekstów na Twoim blogu – też mi ,wyróżnienie”.
Uważam, że myśląc poważnie o dziennikarstwie warto zacząć od filologii polskiej – przynajmniej zadbamy o naszą poprawność językową ;)
Ja tak zrobiłem, teraz pozostaje magister – z dziennikarstwa i podyplomówka z Marketingu i PR w międzyczasie :)
Do tego sporo nauki języków obcych :)

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com

{ 1 trackback }