O utylitaryzmie, specjalizacji blogów i zapowiedziach zmianach

14/07/2009 · 3 komentarze/y

Zaczęło się gdzieś tak w Oświeceniu. Z pojawieniem się utylitaryzmu i przekonaniem, że wartościowe jest tylko to, co pożyteczne, a więc działania, jakich się podejmujemy muszą być przydatne.

Moim zdaniem to jeden z gorszych momentów naszej cywilizacji.

Jeśli wydaje się Wam, że te historie sprzed kilkuset lat nie mają dziś żadnego znaczenia – to niestety się mylicie. Kultura to ciągłość. Jej dorobek wywiera wpływ na wszystko co dzieje się później.

Od wielu pokoleń jesteśmy skażeni wirusem utylitaryzmu. Widać to doskonale w kontekście edukacji. Wykształcenie musi być użyteczne – tzn. gwarantować dobrą pracę, perspektywę świetnych pieniędzy, konkretne umiejętności. Zapodział się gdzieś prawdziwy sens uczenia się (który wcale nie wyklucza poznawania rzeczy o praktycznych zastosowaniach) – procesu samodoskonalenia, stawania się lepszą, bardziej rozumną i świadomą istotą. O problemie tym pisałem trochę więcej w odniesieniu do matematyki. Dodam tylko, że wybierane przez rzeszę młodych i głupich uczniów kierunki, które mają gwarantować lekkie, łatwe i przyjemne zdobycie papierka na zakończenie studiów, niewiele mają wspólnego z humanistycznymi chęciami samodoskonalenia.

Zwróćcie uwagę. Jeśli ktoś mówi Wam, że studiuje filozofię myślicie: phhh, filozof się znalazł, darmozjad. Ale jeśli ktoś mówi: studiuję konstrukcję silników lotniczych – myślicie: wow, ten to musi mieć łeb. Nie tak dawno jeszcze pierwszego nazwano by mędrcem, drugiego rzemieślnikiem*.

Edukacja to jednak nie jedyny problem myślenia utylitarystycznego. Ma ono dalekosiężne skutki w naszym codziennym życiu (wybór kariery, jej pierwszeństwo nad wartościowym przeżywaniem życia itd). Może wydać się to zaskakujące, ale ma również ogromny wpływ na to jak wygląda współczesny internet. Jednym z aspektów tego myślenia chciałbym się dziś zająć. Chodzi o specjalizację blogów.

W większości poradników dotyczących tego, jak prowadzić blogi, by odnieść sukces, mówi się o znalezieniu niszy i dostarczaniu informacji na jej temat. Lepiej węziej, lepiej targetować, lepiej… Oczywiście wszystko zależy od tego jak definiujemy sukces. Czy blog ma być naszym źródłem utrzymania? Czy ma dawać satysfakcję i umożliwiać dzielenie się własnymi przemyśleniami? Czy ma być intelektualną przygodą dla piszącego i czytelników?

Nadmierna specjalizacja blogów może prowadzić do ich przesadnej utylitarności. Istnieje poważna groźba, że wypaczony zostanie sens tej formy komunikacji. Że blog przestanie być miejscem indywidualnej prezentacji poglądów, przemyśleń, idei – a stanie się serwisem quasi-informacyjnym, zamkniętym w jednej niszy, która zamiast pobudzać kreatywność i pogłębiać wiedzę, będzie zniewalać autora i jego czytelników.

Najbliższe są mi blogi, w których po pierwsze liczy się autor, po drugie zaś temat. Inaczej: blogi czytam przede wszystkim dla osób je tworzących, nawet jeśli temat nie znajduje się w pierwszej piątce moich ulubionych.

Kiedy myślałem na temat prowadzenia własnego bloga zastanawiałem się nad wszystkimi radami, które prezentowane są przez bardziej doświadczonych, głównie amerykańskich blogerów. Myślałem o swojej niszy, o reklamie na blogu, o jego formie, sukcesie itd. Świadomie jednak postanowiłem nie ograniczać się jedynie do pewnego wycinka rzeczywistości. Jestem osobą zbyt ciekawą świata, interesującą się wieloma zagadnieniami, jestem jak Wojaczek: chodzę i pytam.

Takie postawienie sprawy może oczywiście oznaczać, że mój blog nie odniesie nigdy komercyjnego sukcesu. Nie będzie czytany przez kilka tysięcy osób dziennie. Nie zdobędzie popularności i rozpoznawalności porównywalnej z innymi, polskimi nawet blogami. Ale czy o to właściwie chodzi? Czy to jest moja definicja sukcesu?

Nie jestem przeciwny specjalizacji blogów. Jestem przeciwny podejściu utylitarystycznemu. Chcę by autorzy blogów, które czytam traktowali mnie poważnie – chcę być intelektualnie prowokowany i szokowany, chcę by wyzwalali we mnie konieczność myślenia, chcę by mnie bawili i intrygowali. I dokładnie tak samo chcę traktować Was, drodzy czytelnicy. Dlatego tak ważne są dla mnie wszystkie Wasze komentarze i maile.

Myślę nad odświeżeniem bloga. Na ile będzie to radykalna zmiana? Zobaczymy. Nie spieszę się z tym, chcę dopieścić ten pomysł, sprawić by efekt końcowy był naprawdę satysfakcjonujący. Nie zmieni się jednak główna oś bloga.Pozostanie nią filozofia, którą wyznaję, którą dość ogólnie można nazwać determinizmem medialnym, technologicznym.

Specjalizacja blogów. Mam nadzieję, że nie będzie ona jedyną słuszną drogą prowadzenia tego typu komunikacji. Brakuje mi jednak coraz częściej piszących autorytetów. Mam nadzieję, że nie stracimy z oczu tego co w tym wszystkim najpiękniejsze: intelektualnej przygody.

*to oczywiście uproszczenie; znam wielu studentów filozofii, którzy z mędrcem mają tyle wspólnego co ja z konstrukcją silników lotniczych.

{ 2 komentarze/y… czytaj je poniżej lub dodaj swój }

Ula Lipiec 16, 2009 o 14:25

Więc dla myślących – polecam bloga osoby znanej także Tobie: http://www.jaroslawsobkowiak.pl/

:)

Odpowiedz

Dawid Zaraziński Lipiec 16, 2009 o 20:45

Nigdy nie byłem jego wielkim fanem, ale dzięki za linkę – na pewno sprawdzę co gość ma do powiedzenia.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com

{ 1 trackback }