Dlaczego kurwa nie chodzę do kina tuż po premierze filmu?

31/07/2009 · 5 comments

Ladies and gentlemen, please take your seats
Creative Commons License photo credit: atomicjeep

Jestem niespotykanie spokojnym człowiekiem. Jest jednak jedna (przynajmniej) rzecz, która wkurwia mnie zdecydowanie, dotyka do żywego: chodzenie do kina na filmy tuż po ich premierze.

Ostatnio rozmawiałem o tym z moją przyjaciółką i postanowiłem ten wybuch irytacji „przepisać” na bloga. Ku przestrodze.

Byłem kilka dni temu w kinie. Usiadłem tak ze dwa miejsca od grupki młodych ludzi*. Ten, który siedział najbliżej mnie miał włączony telefon (iPhone, ale to nie jego wina), z którego bardzo głośno leciała muzyka, normalnie jak magnetofon. (Na szczęście to była Nirvana, a nie jakieś dysko bum-bum). Mówię do gościa, czy może wyłączyć bo mi przeszkadza. On na to: że przecież nie gra głośno. To ja mu, że nie jest sam w kinie. Kręcąc nosem, nie wyłączył co prawda, ale przyciszył znacznie.

Wiedziałem, wiedziałem, że pójście do kina na seans tydzień po jego premierze nie było dobrym pomysłem.

I cieszę się, że mi nie powiedział „spierdalaj”. Cieszę się, że po wyjściu z kina nie dostałem wpierdolu.

Większość ludzi nie mają pojęcia o kulturze, dobrym smaku, zachowaniu, etykiecie. Co najgorsze – nie przejmują się zupełnie nikim, poza sobą. Chamstwo, które zalewa nas ze wszystkich stron jest niewyobrażalne. I jest coraz gorzej.

Kiedyś tak nie było. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie było chamstwa. Chamstwo wcześniej trzymało się swoich własnych miejsc, gett, blokowisk. Można je było zidentyfikować, nazwać, spróbować go unikać. A dziś? W kinie grają filmy na poziomie „Piły V”, tanią rozrywkę dla mas, o zdecydowanie nierozbudowanych potrzebach kulturowych. Więc hołota, co się dorobiła czegoś na mniej lub bardziej nieciekawych interesach, idzie do tego samego kina co ty. Chodzi w te same miejsca. Kupuje w tych samych sklepach. Jeździ po tych samych drogach.

A ponieważ chamowi uwagi nie zwrócisz – bo nie ma się co wychylać, to nigdy nie popłaca, jeszcze dostaniesz po dupie – to chamstwo staje się AKCEPTOWALNE. Staje się normą, a nie odstępstwem od normy.

Dlatego nie znoszę chodzić do kina tuż po premierze filmu. Bo ludzie mają w dupie innych widzów. Bo wpierdalają ten świński popcorn, szeleszczą, mlaszczą i bekają. Bo zakładają brudne nogi na miejsce przed nimi i ty to kurwa wąchaj. Bo śmieją się w takich chwilach filmu, które wymagają skupienia. Bo telefony im dzwonią i oni je odbierają. Bo spóźniają się 20 minut. Bo rozmawiają głośno i nic ich nie obchodzi, że ty siedzisz obok. I w końcu – bo w nosie mają film, chcą taniej, prostej rozrywki, intelektualnej masturbacji, chwili prostackiego rechotu**.

Chodzę więc do kina przynajmniej trzy tygodnie po jego premierze. Chodzę koło południa, kiedy prawie nikogo nie ma. Nie przeszkadza mi oglądanie filmu w samotności. Przeżywam to, co widzę, myślę o tym, staram się być refleksyjny. Bo kocham kino z całego serca. I to nie tylko filmy z górnej półki, ale nawet amerykańskie szmiry ze świetnymi efektami.

Ale pytam: jak mam być skupiony skoro obok siedzi cham i intelektualnie się masturbuje?!

Czy czuję się od niego lepszy? Jasne.

Chcę kina gdzie nie będą sprzedawali popcornu. Chcę kina gdzie przed wejściem trzeba będzie zdać test na znajomość filmu, na który się idzie i zasad dobrego wychowania. Chcę kina, które będzie mnie zachęcać a nie odstraszać.

Ktoś powie – to zostań w domu. To mu odpowiem – ale ja chcę do kina! I to nie ja się powinienem wycofywać przed chamem, tylko on przede mną.

***

Musiałem to z siebie wyrzucić.

A jakie Wy macie doświadczenia i przemyślenia? Jakie jest Wasze zdanie?

I może – jeśli czujecie się podobnie sfrustrowani jak ja – możemy wybrać się do kina razem, założyć jakiś klub, czy co? :)

* To naukowo potwierdzony fakt. Nie jest ważne jak duża będzie sala kinowa – osoby, które jako pierwsze przyjdą na film zawsze usiądą w grupce, na środku sali. Zapewne dlatego, że najwcześniej przychodzą zwykle osoby, które tak jak ja uwielbiają reklamy i zapowiedzi wyświetlane przed filmem (i rezerwują najlepsze miejsca).
** bez obrazy dla masturbacji, jak powiedział Woody Allen w „Annie Hall”: Masturbacja to seks z kimś kogo naprawdę kochasz.

Dodaj wpis do:
  • email
  • del.icio.us
  • Tumblr
  • Technorati
  • Facebook
  • Twitter
  • Add to favorites
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Wykop

Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)

{ 5 comments… read them below or add one }

ziben Sierpień 1, 2009 o 13:26

Popcorn i inne to poniekad dobry srodek dodatkowych (niemalych) dochodow kina. Kino
rowna sie masy takze bedziemy tam spotykac ludzi wszelkich masci, pogladow i wychowania.
Kino to dla wielu wydzarzenie socjalne.

Ok

Wiem o co ci chodzi i sam tak czasami mam… Ale takie wlasnie jest kino chyba
nie od dzisiaj.

Gratuluje tytulu! Jest rewelacyjny! Z ciekawoscia przeczytalem.

No a teraz wez sie Stary rozchmurz :)

Odpowiedz

Dawid Zaraziński Sierpień 1, 2009 o 19:32

Dzięki ziben. Wiesz, ja notorycznie jestem rozchmurzony (tym bardziej że bawię się nowym szablonem dla bloga ;) ), zdecydowanie spokojny i uśmiechnięty ze mnie gość. Ale jak mówił Kazik Sztaszewski: dlaczego mam mówić, że coś mnie wkurza, skoro mnie wkurwia? A to jest jedna z TYCH rzeczy, którą lubię i która mnie dobija.

Czy kino zawsze tak wyglądało? Trudno powiedzieć, ale chyba jednak nie. Gdzieś z nastaniem Kina Nowej Przygody (Indy Jones, Powrót do przyszłości – świetne zresztą filmy) ta dziedzina sztuki rozpoczęła swoje staczanie do przepaści tandety.

Ale co zrobić? Może kiedyś stać mnie będzie na prywatną salę kinową? :)

Odpowiedz

ka-bo Sierpień 12, 2009 o 13:02

rzeczywiście coś jest na rzeczy, że bliski termin premiery łączy się z różnej maści klientelą. pragnę jednak nadmienić, że niestety nie tylko blisko po premierze można spotkać na seansie chrupiące nachos panienki bądź trajkoczących przez telefon kolesi (patrz wczorajszy seans „Tataraku” w Lunie), a po drugie-polecam dobre filmy w kinach studyjnych, bądź seanse w ramach dkf’u – popcorn nie ma na nie wstępu, a towarzystwo jest ciut lepiej wychowane:)

Odpowiedz

Dawid Zaraziński Sierpień 12, 2009 o 13:05

@ka-bo
Oczywiście, wszystko racja. Ja mam jednak dylemat bo czasem chcę obejrzeć Transformersy albo inne szmiry z Hollywood, a te najlepiej w kinie ;)

Odpowiedz

anna Grudzień 10, 2009 o 23:36

Dawidzie, Ty się nie wkurwiaj, radzę spróbować spotkania ze śmierdzącymi dzieciorami na spektaklu w teatrze lalek między godziną 9.00 a 11.00, od małego toto tak chowane jak w chlewie!

Odpowiedz

Leave a Comment

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com