Jak śpiewał Michał: sępie miłości... źródło: sims3blog.com
Jak to jest, że tak ogromną popularność zdobywają aplikacje imitujące tzw. prawdziwe życie? Co sprawia, że chcemy wyjść z własnej roli, stanąć w górze i pochylając się nad całkowicie podległym organizmem kierować jego poczynaniami – zwykle w sposób, w jaki sami byśmy nie postąpili?
Mój Sim już nie żyje. Miał 104 dni, kiedy przyszła po niego kostucha (a właściwie przyszedł, co jest zgodne z angielskim „rodzajem płciowym” tego osobnika). Została po nim urna, która przerobiłem na nagrobek i postawiłem za domem. Jego żona (ściśle rzecz ujmując: konkubina; sprzątała jego dom, kiedy był młodym karierowiczem, kiedy zaczął się zbliżać do dojrzałego wieku zorientował się, że może odejść w samotności, nie pozostawiając po sobie nikogo, komu mógłby przekazać ulubioną sztalugę i kiepskiej jakości komputer, adoptował więc chłopca (za darmo!), ale nie pomyślał kto się nim zajmie jeśli coś mu się niespodziewanie zdarzy; ona okazała się idealnym wyborem, zaproponował wspólne mieszkanie, zgodziła się choć nie zmieniła nazwiska; tuż przed jego emeryturą urodził im się syn) przychodzi jeszcze i wspomina go ze łzami. Sama zbliża się do finału swojej podróży. Jest międzynarodową superagentką, ale nawet taka praca nie przygotowała jej na strach przed końcem.
Dziś brzmienie tej rodzinie nadają przyrodni bracia. Starszy, adoptowany wyróżnia się na tle innych. Nie jest łagodnym, ambitnym pracusiem jak pozostali, często ponoszą go emocje, ma trudności w kontaktach z innymi, a w pracy nie awansuje tak szybko jakby chciał. W wolnych chwilach pisze powieści s-f, które zdobywają lokalny rozgłos. Nawet to jednak nie poprawia jego wskaźnika zabawy.
Młodszy był od zawsze prawdziwą nadzieją rodziców, którzy nie kryli, że jest im bliższy. Doskonale wysportowany, poświęcony szkolnym sprawom, właśnie wkroczył w świat kariery zawodowej. Nie zastanawiał się ani chwili – udał się na lokalny stadion by zostać najlepszym sportowcem rodzinnego miasta. Na razie jednak rozdaje hot-dogi. Wszystko jednak w swoim czasie.
Nadchodzi czas trzeciego pokolenia Sim-rodziny. Na kupionym już dawno sporym placu, oddalonym nieco od centrum, za to w bezpośrednim sąsiedztwie stawu pełnego ryb, wyrósł średniej jakości parterowy domek, z dwiema sypialniami i łazienkami. Kto w nim zamieszka, kto go rozbuduje i wzbogaci o nowe sprzęty? Kto będzie w nim romansował, kto wychowywał dzieci?
Na pewno nie ja.
Ale na pewno Ja.
Simsy 3 kupiłem w przeddzień premiery. Grałem w poprzednie części, byłem bardzo ciekaw czy uda się jeszcze coś wycisnąć z tego pomysłu. W porównaniu do drugiej odsłony to raczej ewolucja niż rewolucja, a na pełen rozkwit przyjdzie jeszcze poczekać (do pierwszych dodatków, które zawsze były ogromną siłą tej produkcji i jej największym zdzierstwem).
Czy za gigantyczną promocją, modą, użytkowaniem przez naśladowanie (wszyscy grają, gram i ja) kryje się coś jeszcze? Coś w samej istocie tej gry?
Owszem, iluzja prawdy. Moim zdaniem.
Kiedy Nico Bellic kradnie kolejne wozy ponaglając swoim zabawnym akcentem ich wystraszonych kierowców – nikt nie przekonuje gracza, że to prawda. Kiedy komandor John Shepard rozpytuje o przyszłość swoich towarzyszy na pokładzie Normandii – nikt nie zakłada, że tak może być. Kiedy Geralt z Rivii… itd.
A w Simach? Produkt sprzedawany jest w opakowaniu symulatora życia. W wersji lite, przeznaczonej raczej dla dziewczynek niż dla chłopców, i raczej młodszych niż starszych. Ale jednak.
Wyobraźmy sobie grę Sims 7. Która umożliwia Ci poprzez dostarczony z pudełkiem przekaźnik wejść w zmysłową cyberprzestrzeń i stać się stworzonym przez siebie postać. Jak niedaleko do klasyki cyberpunku!
Magia Simów polega na tym, że umożliwia grzecznym dziewczynkom zostanie wrednymi sukami. No a może dokładniej: złym kobietom pozwala zmienić się w jeszcze gorsze.
Pograłem sobie kilka dni. Na razie nuda. Jak wspominałem – poczekamy na dodatki. Tymczasem powracam do mrocznego Neverwinter. Ahoj.
Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)

{ 1 trackback }