![]() |
W środy i w soboty w moim małym miasteczku, zwanym czasem przeze mnie pieszczotliwie wsią, na dużym placu z kiepskim dojazdem, gromadzą się ludzie z całej okolicy. Odbywa się Rynek.
Ach Rynek, ile on widział! W jednym miejscu kupisz warzywo, mięso, choinkę, papier toaletowy, buty i krowę. Ale przecież nie o te rzeczy tu chodzi! A i taniej szczególnie jakoś nie jest. Rynek to nie tylko miejsce handlu podejrzanej jakości produktami. To społeczna instytucja, mikrostruktura z ustalonymi i utrwalającymi się w czasie pozycjami i rolami.
To miejsce na wskroś społeczne. Bo to ludzie tworzą rynek, bez nich byłby to kolejny hipermarket.
***
Każdego dnia, w każdej sekundzie, w bezkresnej Sieci, zwanej czasem przeze mnie pieszczotliwie śmietniskiem, na małej platformie z łatwym dostępem, gromadzą się ludzie z całego świata. Odbywa się Twitter.
Ach Twitter, ile on widział! W jednym miejscu znajdziesz linka, dowiesz się, że Chris Cornell chce ściąć włosy, zobaczysz zabawny obrazek, obejrzysz głupi filmik. Ale przecież nie o te rzeczy tutaj chodzi! A i różnorodniej szczególnie jakoś nie jest. Twitter to nie tylko miejsce, w którym dostępne są podejrzanej jakości zasoby. To społeczna instytucja, mikrostruktura z ustalonymi i utrwalającymi się w czasie pozycjami i rolami.
To miejsce na wskroś społeczne. Bo to ludzie tworzą Twittera, bez nich byłby to kolejny hipermarket.
***
Wciąż próbuję przekonać się do mikroblogowania. Czytam o tym sporo (wśród moich RSS-ów, średnio 100 artykułów dziennie dotyczy Twittera), staram się zrozumieć. Ale trudno jest mi wzbudzić w sobie do niego sympatię. Zastanawiam się, na ile jest to skutkiem cech charakteru – mojej (raczej) małomówności, skłonności introwertycznych, szacunku dla słowa.
Męczy mnie natłok komunikatów dostępnych przez takie serwisy. Nikt mnie nie przekona, że to kwestia odpowiedniego podejścia, umiejętności wyszukiwania, dotarcia do informacji. Nawet najlepsza konfiguracja osób śledzących/śledzonych nie zapobiegnie przed potokiem wiadomości w stylu: pada deszcz, myję zęby, czy skończyło mi się masło #fail (na Twitterze w porównaniu chociażby do Blipa jest ich – trzeba przyznać – znacznie mniej).
Nie chcę przez to powiedzieć, że serwisy mikroblogowe są głupie ze swej natury. To moje subiektywne odczucie, być może po części nawet wynikające z braku przekonania. Na targu spotkać można bardzo wiele osób, część z nich kupuje to, czego potrzebują, część spotyka się ze starymi znajomymi, a część przyszła się porozglądać. W przypadku mikroblogginu jest chyba podobnie.
Ja mam po prostu nieco inne nawyki zakupowe. A Wy?

{ 2 komentarze/y… czytaj je poniżej lub dodaj swój }
Dawidzie, mam bardzo podobne odczucia. Ja jednak próbowałem korzystać z BLIP. Blipowałem tydzień czasu i stwierdziłem, że trochę to bezsensu. Jedyne wartościowe zastosowanie polskiego odpowiednika Twittera dla mnie to tworzenie wirtualnej rzeczywistości wokół jakiegoś wydarzenia ( seminarium, konferencja). Takie tworzenie wirtualnej dyskusji się sprawdza. Skorzystałem z tego m.in. na rzeszowskim Kongresie PR. Aha mikroblogging sprawdza się również w zastępstwie RSS-ÓW, ale jednak wolę tą starą formę.
No właśnie, zgadzam się z Tobą, Łukaszu. Ja chciałbym widzieć jednak coś więcej w mikroblogingu niż RSS. Ale jakoś mi trudno