W połowie lutego pisałem o rozpoczynającym się procesie The Pirate Bay, serwisu, który ułatwia dzielenie się muzyką, filmami, oprogramowaniem pomiędzy internautami. Dziś zapadł wyrok: winni.
Oskarżeni - Fredrik Neij (ksywa TiAMO), Gottfrid Svartholm Warg (Anakata), Peter Sunde Kolmisoppi (Brokep) i Carl Lundström – skazani zostali na rok więzienia oraz grzywnę w wysokości 30 mln koron (około 11,7 mln zł) za pomoc w naruszaniu praw autorskich. Twórcy The Pirate Bay zostali pozwani przez wielkich medialnego świata – Warner Bros. Entertainment, MGM Pictures, Columbia Pictures, 20th Century Fox, Sony BMG, Universal i EMI. Zarzut można podsumować krótko: naruszenie i ułatwianie łamania praw autorskich.
„Piraci” przekonywali, że nie zarabiają na stronie, nie udostępniają na swoich serwerach żadnych plików, a jeśli przyjdzie zapłacić odszkodowanie – nie zapłacą, bo nie mają z czego. Podkreślali również, że cały proces ma wymiar politycznej, kapitalistycznej nagonki, mającej na celu kontrolę i cenzurę internetu.
Przedstawiciele przemysłu rozrywkowego twierdzili natomiast, że przynosiła im ogromne straty. Według Motion Picture Association, amerykańskiego stowarzyszenia dbającego o interesy amerykańskich studiów filmowych, wysokość takich szkód może sięgać nawet sześciu miliardów dolarów rocznie. Twórcy serwisu zbijali ten argument przekonując, że kino obecnie ma się świetnie, a koncerny zarabiając ogromne pieniądze chcą zarabiać jeszcze więcej, licząc, że osoby, które nie pobrałyby filmu z internetu – poszłyby na niego do kina.
Mimo niekorzystnego dla siebie wyroku twórcy obiecują, że serwis będzie działał nadal. Strony mają czas na apelację do 9 maja.
To jeszcze nie koniec tej sprawy. Czekam na finał – na ostateczny wyrok. I szczerze przyznam, że jestem za „Piratami”. Ja również mam wrażenie, że w całym tym procesie nie chodziło jedynie o literę prawa, ale przede wszystkim o ideologię i manifestację siły wielkich korporacji.
Czy coś się w funkcjonowaniu P2P zmieni? Zapewne nie. Nie zmienia to jednak faktu, że internetowa wymiana (rozumiana szeroko) błyskawicznie wymyka się utartym szlakom ustawodawstwa, organizacji i porządku społecznego. Dzielenie się cyfrową informacją sprawia nam więcej kłopotu niż jesteśmy tego świadomi.
{ 3 komentarze/y… czytaj je poniżej lub dodaj swój }
Cześć Dawidzie
Ja chciałbym dodać, że okazało iż sędzia był lobbystą na rzecz koncernów muzycznych czyli na pewno nie był „bezstronny”
http://di.com.pl/news/26474,0,The_Pirate_Bay_Sedzia_byl_lobbysta.html
Ale wydaje mi się, że dobrze iż zablokowano tą stronę, torrenty to przeżytek, są lepsze źródła filmów… empik, merlin
Witam Przemku, strona TPB działa dalej. I dobrze
Tymczasem mamy apelację – może tu coś się zmieni. A jak nie to trzeba pozwać Google – bo spełnia dokładnie taką samą rolę jak Piraci.
Dokładnie, słyszałem o tym…
A nawet na „chłopski rozum” w google wystarczy wpisać:
filetype:torrent matrix
i gotowe