O stylu Mistrza – obrazki, wrogowie i Woody Allen

24/04/2009 · 0 komentarzy

Jeśli jest coś co sprawiło, że zakochałem się w McLuhanie od pierwszego czytania to metoda jaką się posługiwał by opisywać świat kultury i mediów. Jest to jednocześnie doskonały sprawdzian dla wszystkich, którzy chcieliby go poznać bliżej – albo Wam się to spodoba, albo rzucicie go w trzy diabły.

W jednej z jego pierwszych i najważniejszych książek „The Mechanical Bride” (1951) McLuhan jako jeden z pionierów opisywał pojęcie dziś wyświechtane – kulturę popularną. Przygotowując się do napisania pracy zgromadził wiele reklam, wycinków prasowych, rysunków. To właśnie te skarby medialnej codzienności miały posłużyć do głębokiej analizy. Co z tego wyszło? Niepowtarzalny styl oparty na kolażu, nielinearności, permanentnych odwołaniach i cytatach, duża swoboda. Przykład?

galaktyka-gutenberga

Ogromną popularność przyniosła McLuhanowi wydana w 1964 roku książka „Understanding Media”. Stał się jednym z najczęściej cytowanych uczonych, a zarazem – jednym z najbardziej kontrowersyjnych. Nie będzie przesadą jeśli napiszę, że stał się postacią kultową. Książka rozeszła się w nakładzie 100 tys. egzemplarzy – co wywołało zazdrość niektórych kolegów „po fachu”.

Oprócz licznych wywiadów jakie udzielał, istniał w świadomości kultury masowej (w New Yorker Magazine pojawiały się poświęcone mu… komiksy). Był także w stałym kontakcie korespondencyjnym z tak głośnymi postaciami, jak Ezra Pound, Woody Allen (wystąpił w jego „Annie Hall” z 1977 r., w którym zagrał samego siebie) , John Cage, Duke Ellington,  czy Barbara Ward.

Jak zauważają Frank Zingrone i Eric McLuhan:

„jedni traktowali go jak proroka, inni zaś mieli za wroga druku i piśmiennictwa (…) Początkowo jednak McLuhana nie rozumiano; często celowo wadliwie interpretowano jego koncepcje – robili to ludzie pragnący bronić konkurencyjnych pozycji zarówno z pobudek naukowych, jak i osobistych (…). Złożoność jego koncepcji oraz stosowany przezeń aforystyczny styl sprawiały, iż dostęp do jego prac wydaje się trudny; miejscami zdają się adresowane tylko do wybranych”.

Ten aforystyczny styl Umberto Eco w Semiologia życia codziennego, nazywa surowo logiką cogito interruptus, taką, która zaciera granice między nauką, prorokowaniem i wizjonerstwem.

Ale McLuhan nie byłby sobą gdyby nie odpowiadał:

Każda próba rozwikłania problemów środowiska musi być dostatecznie elastyczna dająca się dostosować, tak by móc ogarnąć cały zasięg środowiska, które jest w ciągłym ruchu.

Sławne stało się również jego powiedzenie: „Ja nie tłumaczę – ja odkrywam” – w orginale brzmi jeszcze lepiej: I don’t explain – I explore.

Krzysztof Teodor Toeplitz pisał w 1975 roku:

Nazwisko McLuhana (…) od ponad dziesięciu lat należy do najczęściej wymawianych nazwisk badaczy kultury współczesnej. (…) Będąc najgłośniejszym wizjonerem (…) znajduje się zawsze pomiędzy entuzjastycznym zachwytem swych zwolenników a totalną negacją swych wrogów.

A o tym że wrogów miał sporo świadczy chociażby anegdota przytaczana przez jego syna, Erica McLuhan. Pod koniec lat sześćdziesiątych pojawiały się pogłoski, że jakieś znane czasopismo amerykańskie poszukuje osoby, która za olbrzymie pieniądze mogłaby „zniszczyć” McLuhana na jego łamach. Hugh Kenner, znany kanadyjski krytyk i profesor literatury, odrzucił tę propozycję.

understanding-media

understanding-media-2

Kiedy czyta się wspomniane już przeze mnie „Zrozumieć media” można się zdziwić, że książka naukowa może być napisana tak „nienaukowym” językiem. Liczne anegdoty, skomplikowane porównania – to codzienność McLuhana.

Oto próbka – defincja medium według McLuhana.

Pojęcie to nie ogranicza się do stereotypowego środka komunikowania masowego, takiego jak radio. Środek przekazu to każde przedłużenie ciała człowieka (koło to przedłużenie stopy, a komputer – przedłużenie ośrodkowego układu nerwowego) lub forma społecznej organizacji i interakcji (język, droga, pieniądz). W szczególności środek przekazu to efekt uboczny oddziaływania techniki, zwykle niewidoczny. Składa się ze wszystkich przypadków psychicznych i społecznych przystosowań, jakim podlegają jego użytkownicy i społeczeństwo, gdy przyjmują nową formę. Jest to przekaz nadawany przez nową technikę, a zatem środek przekazu sam jest przekazem.

To tylko wprowadzenie w styl McLuhana. Jednych – jak mnie – zachwyca, drugich odpycha.  Może macie własnie doświadczenia „McLuhan-style”? Przekonuje was?

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com