Spokój sumienia. Oglądając telewizyjne obrazki, zajadając się świątecznym keksem i rybą po grecku. Żałujemy. Ludzi, którzy spłonęli – To Taka Wielka Tragedia. Wdzięczni. Że to tak daleko, za szklaną granicą.
W tych dniach wiele się mówi – i wiele się jeszcze powie – o przyczynach tragicznego pożaru w Kamieniu Pomorskim. O fatalnym stanie budynku i winnych za taki stan rzeczy urzędnikach, nadzorcach, mieszkańcach. Mniej zapewne o tym, że w każdym prawie miasteczku znajdzie się miejsce podobne, ryzykowne, zapomniane, choć zamieszkane.
W tych dniach wiele się mówi o narodowych tragediach. O opuszczonych flagach, czarnych logach stacji telewizyjnych, zmienionych layoutach internetowych witryn. O żałobie, w czasie której zachować należy powagę i skupienie, jeszcze przez chwilę, tuż przed zapomnieniem, o co tu właściwie chodziło.
W tych dniach wiele się mówi o polityce. O tym kto pierwszy przyjechał, kto się spóźnił. Kto w sondażach prowadzi, kogo pokazują zimne kamery. O obiecanych odszkodowaniach i wysłanych SMSach o treści „Pomagam…”.
A we mnie się rodzi wątpliwość. Że się siedzi w skupieniu w fotelu i prawie jakby dotknąć można tego żrącego płomienia, nie mającego względu na osoby. Że się patrzy w oczy śmierci dosłownie, w obrazkach transmisji Live, z 24-godzinnego maratonu naturalistycznego przekazu.
Znad napełnionej michy odciąga jedynie masowość śmierci i medialna wrzawa. Nie wzrusza codzienna tragedia, nie zwraca na siebie uwagi większa liczba ofiar wypadków drogowych (spowodowanych przez pijanych kierowców zabijających najostrożniejszych kierowców na świecie lub bogu ducha winne dzieci w fotelikach zapięte) rosnąca stopniowo, z druzgocącą systematycznością. Jak trucizna, która sączona w małych ilościach pozwala uchronić przed śmiertelnym wstrząsem normalnej dawki.
Współczuję poszkodowanym i ich rodzinom. Tak jak współczuję ofiarom codziennych, niemych tragedii. Ale nie będę wzywał imienia narodu swego nadaremno. Jak bowiem porównać to, co nieporównywalne? Czy większą tragedią jest wypadek autokaru, w którym ginie 20 osób, czy 10 wypadków, w których giną po 2 osoby? Jak mówić o śmierci jeśli nie ma już na nią miejsca w makabrycznych obrazach informacyjnych telewizji?
Jak uczyć się dostrzegania tego, co niemedialne, nieinteresujące? By pozostać rozumiejącym, współczujących człowiekiem a nie sterowalnym sztucznym medialnym tworem przechodzącym na drugą stronę ulicy, już dzień po Tragedii, na widok mieszkańca spalonego budynku.
Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)
