Dlaczego warto czytać Pismo Święte?

29/04/2009 · 0 comments

todo tiene su tiempo...
Creative Commons License photo credit: ruurmo

Jeśli miałbym wymienić kilka spraw, które są dla mnie bardzo ważne, które traktuję serio i staram sobie ich nie odpuszczać – wiara, religijność byłyby na tej liście.

W moim przekonaniu wiara i niewiara są dwoma biegunami odpowiedzialności i życia w świadomości samego siebie. Dlatego w gruncie rzeczy są tak do siebie podobne. Pomiędzy nimi jest bezmiar obojętności i hipokryzji pod wezwaniem lenistwa.

Jestem chrześcijaninem. Katolikiem. I choć przeżywam taki okres w swoim życiu, który mogę – z lekkim przymrużeniem oka – nazwać negacją klerykalizmu to nie wyobrażam sobie dojrzałem wiary bez znajomości Pisma Świętego.

Od 26 kwietnia do 2 maja Kościół katolicki w Polsce po raz pierwszy obchodzi Tydzień Biblijny. Hasłem wydarzenia jest cytat z listu św. Pawła do Filipian: „Dla mnie żyć – to Chrystus”. I to właśnie pretekst do napisania tych kilku zdań.

Tydzień Biblijny powstał z pomysłu moderatorów założonego w 2005 r. Dzieła Biblijnego Jana Pawła II. Przygotowali na obchody specjalne materiały (homilie, katechezy, prezentacje multimedialne). Jakieś zamieszanie dzieje się pewnie głównie w większych miejskich parafiach – no, ale dobre i to.

Tydzień Biblijny ma ułatwić wspólnotowe i osobiste spotkanie ze Zmartwychwstałym, który w swoim Słowie przychodzi do nas. Tak jak uczniom idącym z Jerozolimy do Emaus, tak i na naszej drodze życia towarzyszy nam Zmartwychwstały Pan. On wzbudza w nas nową nadzieję, dzięki której lepiej rozumiemy sens naszego bytowania. Pozwala nam, by w świetle Jego słów oceniać własne życie i wydarzenia współczesnego światapowiedział KAI abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański.

Ostatnie wypowiedziane przez duchownego zdanie jest kluczem do zrozumienia fundamentalnej roli Księgi w życiu każdego, kto chce nazywać się chrześcijaninem. Ale nie tylko – jej lektura, taka traktowana serio będzie, w moim głębokim przekonaniu, niezwykłym doświadczeniem dla każdego człowieka. Dlaczego?

Z dwóch powodów, które pokrywają się również ze „szkołami” odczytywania Pisma Świętego. Pierwszy sposób jest nieco bardziej zaawansowany. Idealny dla wszystkich uwielbiających intelektualne wyzwania.

Biblia to zbiór ksiąg podzielonych na Stary i Nowy Testament. Te dwie części rozgranicza, stojąc jakby w ich centrum, osoba Jezusa Chrystusa. Stary Testament (ST) w katolickim kanonie składa się z 46 ksiąg, które powstawały (prawdopodobnie) pomiędzy XII a II w. p.n.e. Nowy Testament (NT) składa się z 27 ksiąg, wśród których są cztery Ewangelie.

To co przeraża w pierwszym, fizycznym kontakcie z Pismem Świętym to jego objętość. To potężna książka, zdecydowanie. Ale jeszcze jednym kłopotem jest ogromne jego zróżnicowanie. Biblia jest jakby zbiorem opowiadań, które mają różnych autorów, pisanych różnymi językami i stylami, we wszystkich prawie możliwych gatunkach literackich, milionem wątków, symboli i czasem aż trudnym do zrozumienia zakorzenieniem w konkretnej tradycji i kulturze osób, które w danym czasie pisały lub redagowały pisma.

Uff… Pierwszy sposób, o którym pisałem to traktowanie Biblii jako jednej opowieści, mającej swój początek i finał. W takim podejściu łatwo wyróżnić dwie zasadnicze części, pokrywające się z podziałem na ST i NT.

W ST obserwujemy stworzenie świata i człowieka, życie pierwszych ludzi, wybranie narodu żydowskiego, jego trudną historię oraz zapowiedzi nadejścia Zbawiciela. NT zaś to opowieść o czasach Zbawiciela i jego apostołów, kończąca się apokaliptyczną wizją świętego Jana.

Poznając Biblię „od deski do deski”, robiąc bogaty „risercz” w postaci czytania komentarzy, wyjaśnień współczesnych biblistów, dość łatwo można dać się zafascynować. To naprawdę niesamowita, choć trudna opowieść, zadziwiająco spójna jak na tak długi okres powstawania.

Drugi sposób jest bardziej user-friendly, odpowiedni na „twitterowe” czasy. Piszę tu o poznawaniu Biblii we fragmentach, czytaniu jej zgodnie z propozycjami Kościoła na dany dzień, lub „na chybił-trafił”. Niektórzy w ten sposób szukają odpowiedzi na dręczące ich aktualnie problemy ale doświadczenie podpowiada mi, że to po pierwsze pole do nadinterpretacji (coś, co trudno zaakceptować mi u protestantów, gdzie często bywa tak, że dowolna interpretacja może być prawdziwa), a po drugie zbyt często otrzymuje się odpowiedzi zupełnie „z innej beczki”…

Tak czy owak nie wyobrażam sobie kogoś kto chodzi do kościoła, nazywa się chrześcijaninem, albo bierze ślub kościelny – a nie zna podstaw swojej wiary. Pozwólcie więc, że zaproszę Was: sięgnijcie po tę zakurzoną księgę. Naprawdę warto. Choć nie jest to łatwa przygoda.

Nie będzie to strata czasu także dla osób niezwiązanych z kościołem. Myślę, że znajdą w niej naprawdę wiele interesujących zagadnień, przyjemnie wiercących dziurę w ich intelektualnych brzuchach.

Zawsze chętnie porozmawiam o Piśmie Świętym, więc zapraszam.

PS. Możecie również czytać online, na przykład tu. Ach i przypomniał mi się żart „dla wtajemniczonych”: dlaczego św. Piotr był narkomanem? Bo jest napisane: „a Szymon Piotr stał i grzał się” (J 18,25).

PS2. Pisanie o wierze i religii nie jest dla mnie obciachem :)

Dodaj wpis do:
  • email
  • del.icio.us
  • Tumblr
  • Technorati
  • Facebook
  • Twitter
  • Add to favorites
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Wykop

Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)

Leave a Comment

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com