Wybaczcie mi kilka luźnych (za luźnych pewnie) myśli, które kiedyś i dziś przyszły mi do głowy. Będzie o pociągach, podróżach, naszej-klasie i znajomych. Na wieczór przed poniedziałkowym „od nowa”.
22.01.09
![]() |
Tak się jakoś złożyło, że w ostatnich tygodniach kilka razy musiałem udać się w podróż. No wiecie, nic takiego, ale jak się przez kilka miesięcy pracuje w domu a do miasta (mieszkam jakieś 30 km do Stolicy) jeździ tylko, kiedy zachodzi konieczność – takie wyprawy to duże wydarzenie. Szczególnie, że samochód trzeba zostawić żonie i wybrać się autobusem lub pociągiem.
Siedzę właśnie w przedziale ekspresu do Bielska-Białej a moją stacją końcową są Katowice. Niespodziewanie luźno. Wieje po nogach.
Moje wyprawy nie mają takiej dawki dramatyzmu jak chociażby opisywana w tych dniach podróż Kominka… Zresztą o celu zeszłotygodniowej wycieczki do Białegostoku już pisałem.
Wspólną cechą pociągu i internetu, o którym chcę dziś napisać (a to nowość…) jest fakt, że obie te rzeczy są mediami – w szerokim, mcluhanowskim rzekłbym, rozumieniu. Zresztą analogię można znacznie rozszerzyć.
Pierwsze podobieństwo jest dość proste. Pociągi wiozą nas o wiele dalej niż moglibyśmy dojść o własnych siłach. Z internetem jest podobnie. Daje możliwość poznania świata o wiele bardziej egzotycznego niż nasza mała wioska. Ale tak jak pociągi jeżdżą po z góry wyznaczonych trasach (i nie wykazują skłonności do nagłego skręcania o 90 stopni w stosunku do raz ułożonych torów) tak swoboda internetu jest dość pozorna.
Sieć daje nam niesamowite możliwości dotarcia do informacji. Od prostych tekstowych opisów, poprzez pliki audio-wideo, na kontakcie z żywym (choć jednak „digitalnym”, odmienionym) człowiekiem kończąc. A pomiędzy tym jest całe spektrum narzędzi. Ta różnorodność jest jednak pozorna. Docierające do nas informacje związane są dość sztywnymi regułami kanału komunikacyjnego oraz jego aktualnym „imperializmem”, ideologią, która w danej chwili jest dominująca (o tym za chwilę).
Fajnie, że w pociągu jest dużo miejsca, można wstać i rozprostować kości. Ale gramy według reguł PKP. Kupujemy wydrukowany przez nich bilet, siedzimy na zainstalowanych w przedziałach siedzeniach.
Z internetem jest podobnie. Stanisław Lem wspominał o imperializmie w sieci. Mówił głównie o dominacji języka angielskiego. I choć internet staje się coraz bardziej domeną Kultury Wschodu (jak pokazują wyniki badań comScore, 41,3 proc. wszystkich użytkowników sieci mieszka w rejonie Azji i Pacyfiku, 179,7 mln internautów to Chińczycy) to daleko nam jeszcze do swobody, kulturowego zróżnicowania samej treści sieci.
29.03.09
Tak się jakoś złożyło, że powyższy wpis przeleżał w odpowiednim folderze ponad dwa miesiące. Wracam do niego z poczuciem jednak, że zarysowuję jedynie i to dość swobodnie i luźno, kilka istotnych przemyśleń, które od czasu do czasu męczą mi głowę.
Muszę w tym miejscu poczynić dość wstydliwe wyznanie. Założyłem dziś konto na naszej-klasie. Pozostaję bardzo sceptyczny wobec tego serwisu (i na pewno dalej będę robił żarty z n-k jako pointą), ale tych kilka godzin od momentu utworzenia profilu dało mi do myślenia.
Z jednej strony – dostałem 10 zaproszeń do kontaktów. Dużo? Pewnie tak. Z drugiej – zdążyłem się umówić na dwie kawy z osobami, których nie widziałem od lat.
Właśnie to był powód dla którego założyłem konto. Chciałem dotrzeć do ludzi, z którymi kontaktu nie mam. Żeby to zrobić trzeba zagrać według ich reguł.
Nie jest mi łatwo pogodzić się z faktem, że nasza-klasa jest dla znakomitej większości moich znajomych ze szkolnych ław (i jestem przekonany, że dla większości jej użytkowników) pierwszym i pewnie ostatnim miejscem sieciowej aktywności. Nie mam okazji spotkać ich gdzie indziej. Szukam więc w miejscu, które stało się synonimem serwisu społecznościowego, miejscem bliskim wielu.
Szkoda tylko, że tak niewiele w nas jeszcze świadomości narzędzi, które wykorzystujemy. Nasza-klasa jest przedziałem w internetowym pociągu, o którym pisałem. I nawet jeśli to dla większości pierwsza (a więc niezwykła, piękna) podróż tym środkiem lokomocji – nie zmienia to faktu, że gramy według zastanych tam reguł. Czy to źle? Jasne, nie. Nie posługuję się tu pojęciami wartościującymi. Ale podobnie jak podróż pociągiem zmienia naszą sytuację (nowe miejsce do którego docieramy, ograniczona ilość przestrzeni, w której możemy się w pociągu poruszać) tak i to narzędzie – zmienia nas.
Napisałem dwa miesiące temu: pociąg i internet to środki przekazu. I to jest pewnie oś tego bloga.
Na razie jednak odbieram kolejne maile z n-k.
