Na początku lutego pisałem o reklamach wyświetlanych z okazji finału SuperBowl. Wciąż nie rozumiem tego sportu.
Firma badawcza HitWise, opublikowała jakiś czas temu dane, pokazujące wpływ reklam pokazywanych obok imprezy na internetowe zachowania widzów. Mogą być niezłą odpowiedzią na pytanie, o co chodzi w całym tym medialno-reklamowym zamieszaniu.
Pierwsza tabelka pokazuje zmianę rynkowego udziału strony www danego reklamodawcy dzień po finale w porównaniu do dnia poprzedniego (31 stycznia). Jak widać na pierwszym miejscu zestawienia znajdują się strony dwóch filmów: Fast & Furious i Angels & Demons. Liczby robią wrażenie – Szybko i Wściekle zanotowali wzrost odwiedzin o 85 700 proc., Anioły i Demony o 22 600 proc.

Druga, mniejsza tabelka, pokazuje najczęściej odwiedzane strony reklamodawców. Na pierwszym miejscu znalazła się strona rekrutacyjna, na drugim związana z kwestiami podatkowymi. Zmienną, obok SuperBowl, jest tu również znaczna ilość osób poszukujących pracy w USA oraz okres rozliczeń podatkowych.

Ostatnie dane obrazują zachowania związane z wyszukiwarkami (mierzone porównaniem wolumenów z 31 stycznia i 7 lutego). Największy wzrost w tej materii zanotowała Denny’s, firma obiecująca darmowe śniadania (o 1836 proc. więcej wyszukiwań). No i GoDaddy.com, który po raz kolejny udowadnia, że seks się sprzedaje…


Te bardzo interesujące dane mogą stanowić przyczynek do rozważań na temat motywacji reklamodawców gotowych zapłacić 3 miliony dolarów za spot wyświetlany przy okazji SuperBowl. Nie odpowiadają oczywiście na wszystkie pytania. Ale są bardzo wymiernym i konkretnym dowodem na to, że przekaz reklamowy działa i wywołuje pożądane reakcje.