Jeśli miałbym wskazać najważniejszą dla mnie kwestię związaną z internetem, niewątpliwie byłaby to możliwość uczenia się od lepszych, mądrzejszych. Podglądania ich pasji, zarażania się nią, poszerzana horyzontów. A czasem po prostu słuchania (czytania) z zapartym tchem.
Z dumą prezentuję Wam więc pierwszą odsłonę nowego projektu w ramach bloga – Horyzonty blogosfery. Nazwa może niezbyt pociągająca, ale niech tam… W każdym razie co jakiś czas prezentować w nim będę wywiady z osobami, których teksty czytam, od których się uczę. Ma to być rozwinięcie mojego blogrolla.
W pierwszym odcinku wywiad z Marzeną Falkowską (vel. louvette), autorką niezwykłego bloga poświęconego grom wideo (choć nie tylko) – Altergranie.
Na każdym wpis Marzeny czekam z niecierpliwością. Jest przykładem osoby, która podjęty temat opisuje wyczerpująco, z charakterem rzekłbym. Zresztą, nie będę za dużo słodził, zapraszam do lektury wywiadu, a przekonacie się sami.
Cytaty oddzielające poszczególne jego części pochodzą z Altergrania.
***
Część I. Skąd przychodzę
Zaczynamy z grubej rury – kim jesteś?
Na tak postawione pytanie najlepiej chyba odpowiedzieć hasłowo. Jestem zatem redaktorką współpracującą z międzynarodowym wydawnictwem, współorganizatorką festiwalu Castle Party, miłośniczką neofolku, dobrej fantastyki literackiej i filmowej oraz długich spacerów, prywatnie szczęśliwą żoną Artura i mamą pięciomiesięcznej Wandy. Ze względu na okoliczności nie sposób nie dodać też, że jestem fanką gier z kilkunastoletnim stażem, która uparła się, by swoją pisaniną przyczynić się odrobinę do budowy wizerunku gier jako ważnej części kultury współczesnej.
Od kiedy prowadzisz bloga? Jak to się zaczęło?
Bloga prowadzę od września 2007 roku. Założyłam go wkrótce po skończeniu studiów, gdy miałam jeszcze mnóstwo wolnego czasu i był to jeden z pomysłów na jego wypełnienie. Główne powody były jednak oczywiście inne – chęć sprawdzenia się w pisaniu o grach z nieco innej perspektywy, niż zwykło się to u nas robić, a także próba wniesienia do polskiej blogosfery na ten temat nieco więcej refleksji kulturowej (w miarę skromnych możliwości). Nie mniej ważnym powodem była chęć zapoznania czytelników (wtedy jeszcze hipotetycznych) z tym, co ciekawego dzieje się na świecie – po pierwsze w publicystyce i nauce o grach, po drugie na scenie gier niezależnych, o których nasze czasopisma i serwisy piszą rzadko. Plan był zatem ambitny, ale z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że się powiódł – może nie w 100%, bo wtedy mogłabym osiąść na laurach, ale przynajmniej częściowo.

Blog był jakimś pomysłem na wypełnienie wolnego czasu. Dlaczego? Co w tej formie wydało Ci się interesującego?
Na pytanie, dlaczego warto prowadzić bloga, każdy powinien znaleźć własną odpowiedź. Mogę podać swoją, pod którą, jak przypuszczam, mogłoby się podpisać również wielu innych blogerów: to doskonały sposób na poszerzenie horyzontów, naukę dyscypliny i pokory, szlifowanie stylu oraz poznanie ciekawych ludzi i ich opinii. Niekoniecznie w tej kolejności.
Wiemy jednak doskonale, że tak świadome prowadzenia bloga, z postawionym sobie celem i zrozumieniem tej formy komunikacji nie jest łatwym zajęciem. Możesz wskazać trudności, które wiążą się z prowadzeniem bloga?
Myślę, że podzielić je można z grubsza na dwa typy: brak pomysłów i brak czasu. Z pierwszym poradzić można sobie dwojako: albo dużo czytając, obserwując i myśląc, albo przeciwnie – robiąc sobie na jakiś czas przerwę od wszystkiego związanego z tematem bloga, by dzięki temu nabrać świeżości spojrzenia. Z brakiem czasu wszyscy mamy większy lub mniejszy problem, więc niczego odkrywczego raczej nie powiem. Osobiście polecam wcześniejsze zaplanowanie sobie chwili, w której wolni od obowiązków moglibyśmy spokojnie usiąść i poświęcić całą uwagę tylko pisaniu. Tak samo, jak planujemy sobie na przykład, że wieczorem wypijemy filiżankę pysznej kawy albo obejrzymy ulubiony serial. W końcu blogowanie ma być przede wszystkim przyjemnością.
Kubizm i pop-art. Parnasizm i realizm magiczny. Nowa Fala i Dogma 95. Przykłady nurtów, prądów i tendencji w sztukach plastycznych, literaturze i filmie można by mnożyć. Tego samego o grach nie da się (jeszcze) powiedzieć. Mamy bogactwo gatunków i konwencji, ale trudno mówić o spójnych filozofiach tworzenia czy dążeniach ideowo-estetycznych. Tym bardziej interesujące wydają się pierwsze próby opisania styli, jakie zaczynają wyodrębniać się na polu game designu.
Część II. I love this game
Altergranie to blog o grach. Zapytam więc nieco przewrotnie: co to jest gra?
Na to pytanie próbują odpowiedzieć od lat różne mądre głowy, bo definicja musi przecież obejmować i szachy, i berka, i Quake’a, i setki innych gier, które na pozór nic ze sobą nie łączy. Upraszczając sprawę można powiedzieć, że gra to aktywność wykonywana zazwyczaj dla przyjemności, która ma cele, reguły, zapewnia wyzwanie i wymaga umysłowego lub ruchowego zaangażowania. Pragnącym zgłębić temat nieco bardziej polecam natomiast artykuł Jespera Juula „The Game, the Player, the World: Looking for a Heart of Gameness”.
A jeśli pytasz, czym jest gra wideo, to, cóż, do podanej wyżej definicji dodać wystarczy następujący warunek: aktywność ta musi odbywać się za pośrednictwem komputera lub konsoli, ale też automatu arcade czy telefonu komórkowego.
W gry się gra i wiemy już dlaczego. Ale po co się o grach pisze? Dlaczego to interesujący temat na bloga? Dlaczego są wdzięcznym tematem do badania pod kątem społecznym, psychologicznym?
Gry wideo łączą w sobie naturalne dla człowieka potrzeby (zabawy, rywalizacji, eskapizmu, kontaktów społecznych…) z najnowszymi zdobyczami współczesnej technologii. To dynamicznie rozwijający się, ogromny przemysł o dochodach przewyższających dochody przemysłu filmowego i muzycznego. To interaktywne medium, które ma potencjał, by przekazywać idee i emocje na zupełnie nowe sposoby, niemożliwe do zrealizowania w przypadku innych mediów. To fascynujące zjawisko społeczne, które zatacza coraz szersze kręgi i zyskuje coraz większe kulturowe znaczenie. To w końcu źródło mnóstwa frajdy i jeden ze sposobów na uczynienie naszego życia ciekawszym.
To jest moja odpowiedź na pytanie, dlaczego gry są wdzięcznym tematem na bloga. Dlaczego są wdzięcznym tematem do badań, musiałbyś zapytać naukowców, ale mam podstawy, by przypuszczać, że odpowiedź mogłaby być podobna. Może poza ostatnim jej elementem…
Wciąż jednak spotykamy się z opinią, że gry to głupia, bezsensowna rozrywka. Często są oskarżane o wzmaganie agresji. Jakie jest Twoje zdanie?
Tak się powszechnie kojarzą, to prawda, i chyba każdy gracz mógłby potwierdzić, że choć raz spotkał się z lekceważącą reakcją wobec jego hobby. Przyczyną jest najczęściej ignorancja i stereotypowe myślenie. Ale twierdzenie, że po stronie gier nie ma żadnej winy, byłoby podszyte hipokryzją. Tytuły, które przebijają się do powszechnej świadomości – głównie dzięki głośnym kampaniom reklamowym – tworzone są najczęściej na jedno kopyto. Gdyby w mediach pisano i mówiono przede wszystkim o filmach w stylu Szklanej pułapki czy Iniemamocnych – skądinąd świetnym kinie akcji i świetnym kinie familijnym – również mielibyśmy skrzywiony obraz całości produkcji filmowej. Ludzie po prostu nie mają wystarczająco okazji, by dowiedzieć się, jak różne gry powstają. Inna sprawa, że ta różnorodność wciąż jest jeszcze za mała, a pełna realizacja potencjału, o którym wspomniałam wcześniej, jest wciąż przed nami.
A co z wywoływaniem agresji?
Choć media lubią nas tym straszyć, tak naprawdę do dziś nie ma przekonujących naukowych dowodów na to – powołuję się w tym miejscu na to, co napisał Henry Jenkins z MIT, jeden z najważniejszych współczesnych medioznawców – że gry mogą być bezpośrednią przyczyną agresywnych zachowań. Żadne badania nie dowiodły, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy, dowiodły co najwyżej, że istnieje korelacja. A to znaczy, że gry (tak samo jak np. filmy) mogą być jednym z katalizatorów agresywnych zachowań u osób, które z innych względów mają do nich predyspozycje, a nie, że są w stanie zmienić zdrową, normalną osobę w mordercę.
Myślę, że należy po prostu zachować zdrowy rozsądek. Brutalność w grach jest obecna, tak samo jak obecna jest w książkach czy filmach (inna sprawa, czy zawsze uzasadniona) i obcujący z nią dojrzały, świadomy różnicy między fikcją a rzeczywistością człowiek w prawdziwym życiu i tak będzie brzydził się przemocą.
Przy tej okazji warto jeszcze zwrócić uwagę na jedno: wiele kontrowersji i nieporozumień związanych z brutalnością w grach skończyłoby się w momencie, gdyby ludzie zrozumieli, że istnieją produkcje tylko dla dorosłych, w które nie powinny grać dzieci. A niestety wciąż pokutuje opinia, według której granie jest aktywnością przeznaczoną dla niepełnoletnich, a później wypada już przerzucić się na bardziej „dorosłe” formy spędzania wolnego czasu. Jaki jest główny powód takiego podejścia, wspominałam już wcześniej.
Pamiętasz jaka była Twoja pierwsza gra?
Pierwsze wspomnienie związane z grami: mam może osiem lat i gram ze starszym kuzynem na jego Atari w Robbo, polską grę logiczną. To znaczy gra głównie on, ale jestem z siebie bardzo dumna, gdy uda mi się podpowiedzieć dobre rozwiązanie.
A dziś? W co grasz obecnie? Masz ulubione tytuły?
Nie narzekam na nadmiar wolnego czasu, a w dodatku gry to tylko jedno z moich zainteresowań. Produkcje, które decyduję się przechodzić w całości, dobieram zatem bardzo precyzyjnie. Staram się jednak zawsze sprawdzić choćby demo co ważniejszych tytułów, by pozostać w miarę na bieżąco z tym, co dzieje się w świecie gier.
Jeśli chodzi o ulubione gry, rozrzut jest całkiem spory, ale właściwie wychodzi na to, że jestem mało oryginalna, bo zazwyczaj podobają mi tytuły, które – tak się jakoś składa – są wysoko oceniane przez recenzentów i znajdują sporo nabywców. Na przestrzeni, powiedzmy, ostatnich dwóch lat były to m.in. Mass Effect, BioShock, Portal, GTA IV, Metal Gear Solid IV, Fallout 3. Z nieco starszych tytułów bardzo ciepło wspominam obie części Star Wars: Knights of the Old Republic, Syberię, Najdłuższą Podróż, Blade Runnera, Sanitarium, Silent Hill 2. Jeśli chodzi o mniej oczywiste tytuły, wymienić mogę japońskie przygodówki na NDS, przenośną konsolę Nintendo: serię Phoenix Wright i znakomity Hotel Dusk: Room 215. Bardzo interesują mnie też eksperymentalne, badające granice medium produkcje ze sceny niezależnej, ale jest ich zbyt wiele, by wymieniać – zapraszam na mojego bloga, gdzie co jakiś czas piszę o wybranych.
Patrząc na wymienione tytuły nietrudno zauważyć, że w grach liczy się dla mnie przede wszystkim dobrze pomyślana fabuła, niebanalny klimat, wiarygodnie wykreowany świat, wyraziste postacie i relacje między nimi. Nie stronię też jednak od produkcji z zupełnie innej bajki. Świetnie bawię się na przykład przy SingStarze i Guitar Hero. Mam spory sentyment do klasycznych strategii, z Warcraftem II i Cywilizacją II na czele. Przyznam też (bez cienia wstydu), że przechodziłam krótkie okresy fascynacji seriami, które w środowisku ambitnych graczy nie cieszą się zbytnią estymą, między innymi Simsami i „ulicznymi” spin-offami popularnych serii sportowych EA.
W Simsy grają wszyscy, nie oszukujmy się… Wymieniłaś kilkanaście tytułów, które i mi są bliskie. Powiedz, czy istnieje coś takiego jak gra idealna?
Nie istnieje raczej idealna gra w sensie platońskim, natomiast może istnieć gra idealnie pasująca do konkretnej sytuacji, idealna dla konkretnej osoby i na konkretną chwilę. Rock Band może być idealny do wspólnej zabawy w gronie znajomych. Skomplikowana strategia może być idealna na długie zimowe wieczory. Japońskie RPG z dużą ilością dialogów może być idealne na wielogodzinną podróż pociągiem. Zuma może być idealna dla pracownika biurowego, który chce na chwilę oderwać się od nudnej pracy. I tak dalej.
Może więc czas pomyśleć o ideale. Gdybyś miała stworzyć taką produkcję – jaką historię by opowiadała?
Mimo że do głowy przychodzi mi kilka pomysłów, to wolę jednak nie stawać, nawet czysto teoretycznie, po drugiej stronie barykady. Takie podejście może wydawać się wygodne, ale wiem od kilku osób, które pracują w branży elektronicznej rozrywki, że bezpośrednie uczestniczenie w procesie twórczym tak bardzo zmienia optykę patrzenia na gry, że zatraceniu ulega poczucie magii, jakie towarzyszy nam przy odkrywaniu nowych tytułów. Im gracz jest starszy i więcej gier przeszedł, tym trudniej jest o to poczucie, więc wolę dla własnego dobra nie opuszczać bezpiecznej pozycji odbiorcy.
W powyższej scenie z Gears of War 2 dostrzegam dalekie echo koncepcji Bleszinskiego. Mamy mnóstwo gier o wojnie, ale jak wiele z nich pokazuje losy cywili? Nie oszczędza nam się widoku martwych ofiar wojny – ba, sami wciąż zadajemy śmierć – ale jak często widzimy ludzi, którzy przeżyli, ale są w takim stanie, że boimy się pomyśleć, przez co przeszli? A tu ofiarą jest osoba bliska bohaterowi (a zatem w jakimś sensie i nam), której nie był w stanie ochronić.
Część III. Nasze małe środowiska
Odejdźmy od tematu gier. Powiedz, czy istnieje coś takiego jak blogosfera? Jeśli tak – to czym ona jest? Jeśli nie – dlaczego nie można mówić o blogosferze?
Blogosfera jest pojęciem trochę mitycznym, bo nie składa się na nią przecież tylko suma wszystkich blogów, ale przede wszystkim to, co nie do końca uchwytne: połączenia między nimi, przepływ memów, kontakty między autorami – cała warstwa społeczna i ideowa. Wiem, że co jakiś czas pojawiają się głosy o śmierci blogosfery – spowodowane np. faktem, że wiele blogów uważanych za ważne zostało wchłoniętych przez koncerny medialne – ale myślę, że to po prostu znak, że blogosfera się zmienia, jest w końcu tworem żywym i niestałym. Ulega coraz większemu rozwarstwieniu, nie tylko pod względem tematyki, i jest to, jak sądzę, proces pozytywny.
Czy można się pokusić o wyróżnienie jakieś, nie wiem, pierwszej ligi polskich blogerów? Czy można mówić o gwiazdach polskiej blogosfery? Jeśli tak, to kto to mógłby być?
Przychodzi mi na myśl kilka nazwisk i pseudonimów, ale nie orientuję się aż tak dobrze w niuansach polskiej blogosfery, by zaryzykować wymienienie ich i zaliczenie do pierwszej ligi. Mam natomiast wrażenie, że jeśli chodzi o blogerów znanych i poczytnych, to w większości piszą oni na tematy krążące wokół internetu, społeczności sieciowych, nowych mediów i technologii, a także samych blogów i blogowania. To jest ten główny nurt polskiej (i światowej chyba zresztą też) blogosfery i tam znaleźć można najwięcej popularnych nazwisk. Reszta to mniejsze lub większe nisze i jeśli można mówić o jakiejkolwiek sławie blogerów w nich się sytuujących, to jest to sława ograniczona właśnie do tych nisz.
Masz swoje blogowe autorytety?
Autorytet to może zbyt duże słowo, ale jest kilku blogerów, których bardzo cenię. Wśród nich wymieniłabym na pewno Leigh Alexander z Sexy Videogameland, Michaela Abbotta z The Brainy Gamer i Iroquoisa Pliskina z Versus CluClu Land. Bardzo odpowiada mi ich spojrzenie na gry. Jest też kilka rzeczy, których im (w pozytywnym sensie oczywiście) zazdroszczę, zwłaszcza lekkości pióra, a także niepojętej dla mnie zdolności do publikowania trzech-czterech długich wpisów w tygodniu…
Tak, to zdecydowanie przyjemna umiejętność. A jak wygląda twój blogroll?
Blogi z mojego blogrolla można podzielić na parę grup: pisane przez pasjonatów gier z zacięciem analitycznym (m.in. wspomniane wyżej The Brainy Gamer i Versus CluClu Land, kilka blogów polskich), pisane przez osoby związane z grami zawodowo: dziennikarzy i pracowników firm branżowych (m.in. Sexy Videogameland, Fullbright, Only a Game), pisane przez naukowców zajmujących się grami (m.in. The Ludologist, Water Cooler Games, Gameology) oraz blogoserwisy poświęcone konkretnym aspektom czy dziedzinom świata gier (m.in. Game Politics, Game Set Watch, Indie Games).

Jak oceniasz jakość polskich blogów w porównaniu do blogów zagranicznych, zachodnich może? Szczególnie w dziedzinie, którą się zajmujesz.
Nie czytam zbyt wielu blogów spoza swojej dziedziny, więc wolę nie podejmować się takich całościowych porównań. Mam jednak wrażenie, że być może niektóre wnioski wynikające z zestawienia zagranicznych blogów traktujących o grach z polskimi dałoby się częściowo przenieść na bardziej ogólny poziom. Po pierwsze zatem i najbardziej oczywiste: jest ich o wiele mniej i są o wiele mniej zróżnicowane. Po drugie: są bardziej rozproszone – poza nielicznymi wyjątkami autorzy rzadko linkują do siebie nawzajem i biorą udział we wspólnych dyskusjach.
Nie jestem też pewna, czy można mówić w ogóle o czymś takim jak jednolita polska blogosfera o grach. Są różne blogi poświęcone tematowi gier: jedne prowadzone są przez osoby które zajmują się ich tworzeniem (częściej amatorsko, rzadziej profesjonalnie), drugie przez osoby, które spisują swoje wrażenia z grania w różne tytuły, trzecie poświęcone są konkretnym platformom czy gatunkom, jeszcze inne podejmują próbę analitycznego spojrzenia na gry jako branżę, medium czy sferę kultury. Są też blogoserwisy, takie jak wydawane przez Agorę Gamecorner czy Polygamia, które czasem linkują do ciekawych wpisów z wyżej wymienionych typów blogów, zapoznając rzesze swoich czytelników z ich istnieniem.
Wszystko to funkcjonuje jednak trochę obok siebie. Przyznam, że najlepiej orientuję się w tej mini-blogosferce, która próbuje patrzeć na gry i całą ich otoczkę analitycznie, ponieważ sama tego typu blog prowadzę. Takich blogów jest dosłownie kilka: Gralejdoskop, Nefoskop i crpg.blog nefa, AntyGry bioforgera, Femina Ludens tetelo, od niedawna też na swoim korporacyjnym blogu teksty o grach zamieszcza Olaf Szewczyk z Dziennika (nie wykluczam też, choć to mało prawdopodobne, że istnieją inne blogi tego typu, które z jakiegoś powodu uszły mojej uwadze). Są to autorzy, których cenię, choć czasem się z nimi nie zgadzam (i vice versa) i z którymi zdarza mi się prowadzić u siebie lub w gościnie u nich dyskusje. Tego typu blogów chętnie widziałabym więcej i myślę, że to tylko kwestia czasu, zanim się pojawią – jest coraz więcej graczy, którzy patrzą na swoje hobby refleksyjnie i których można nazwać świadomymi uczestnikami kultury grania.
Myślałaś o zarabianiu na swoim blogu? Jakie jest Twoje zdanie w tym aspekcie?
Nie rozważałam takiej opcji w przypadku swojego bloga, ale nie przeszkadza mi to specjalnie u innych. Staram się nie demonizować komercjalizacji dla samej zasady. Jeśli blog jest merytorycznie wartościowy, a reklamy nienachalne, to nie widzę przeszkód, by jego autor otrzymywał wynagrodzenie za swój wysiłek.
Na koniec powiedz proszę jak, Twoim zdaniem, będą wyglądać blogi za 10 lat?
Nie czuję się zbyt mocna w futurologii, zwłaszcza dotyczącej tak zmiennej i podlegającej ciągłej ewolucji dziedzinie. Wydaje mi się jednak, że co najmniej dwie tendencje, które już dziś można zauważyć, będą kontynuowane: po pierwsze coraz większa specjalizacja (będzie można znaleźć bloga na niemal każdy, nawet najbardziej niszowy i dziwaczny temat), po drugie rozwijać się będą alternatywne formy blogowania, takie jak mikroblogging czy wideoblogi, co wiąże się z faktem, że coraz mniej osób ma ochotę pisać i czytać długie teksty (zwłaszcza w sieci).
Znaczenie No More Heroes sprowadza się więc nie tylko do prostej konstatacji, że bezrefleksyjność bywa grzechem wielu gier i wielu graczy. To także dyskretne zaproszenie do spojrzenia z dystansem na przyczyny, dla których gramy, na kulturę graczy i kierunek, w jakim podążają współczesne gry. Zaproszeniem, z którego można skorzystać, ale nie trzeba, by dobrze się bawić grając. To w końcu jest też przecież niezła, zabawna gra akcji, w której fajnie walczy się kataną. Tak samo, jak “Imię róży” można czytać jako kryminał, a “Pulp Fiction” oglądać jako czarną komedię.
***
Mam nadzieję, że wywiad przybliżył Wam sylwetkę tej niezwykłej osoby. Bardzo chciałbym jej podziękować za zgodę na jego przeprowadzenie. Jestem przekonany, że przybędzie Marzenie czytelników… I dobrze – bo warto.
{ 3 komentarze/y… czytaj je poniżej lub dodaj swój }
Bardzo fajny wywiad, trzeba jeszcze nadmienić, że Marzena potrafi jednym gościnnym tekstem wywołać taki ruch, że może zapchać średniej wielkości hosting
Toteż komentarze od tego są by bohaterkę pochwalić bardziej niż mógł to zrobić Autor (by nie być posądzonym o zbytnie jej sprzyjanie)…
Git dziewczyna. Bloga jej śledzę już od dłuższego czasu, a przez takie wywiady lepiej można poznać autorkę ciekawych wpisów. Ukłony za profesjonalizm działania – zarówno dla Marzenki jak i Dawida
{ 3 trackbacki }