Wybaczcie mi kilka luźnych (za luźnych pewnie) myśli, które kiedyś i dziś przyszły mi do głowy. Będzie o pociągach, podróżach, naszej-klasie i znajomych. Na wieczór przed poniedziałkowym „od nowa”.
22.01.09
Tak się jakoś złożyło, że w ostatnich tygodniach kilka razy musiałem udać się w podróż. No wiecie, nic takiego, ale jak się przez kilka miesięcy pracuje w domu a do miasta (mieszkam jakieś 30 km do Stolicy) jeździ tylko, kiedy zachodzi konieczność – takie wyprawy to duże wydarzenie. Szczególnie, że samochód trzeba zostawić żonie i wybrać się autobusem lub pociągiem.
Siedzę właśnie w przedziale ekspresu do Bielska-Białej a moją stacją końcową są Katowice. Niespodziewanie luźno. Wieje po nogach.
Moje wyprawy nie mają takiej dawki dramatyzmu jak chociażby opisywana w tych dniach podróż Kominka… Zresztą o celu zeszłotygodniowej wycieczki do Białegostoku już pisałem.
Wspólną cechą pociągu i internetu, o którym chcę dziś napisać (a to nowość…) jest fakt, że obie te rzeczy są mediami – w szerokim, mcluhanowskim rzekłbym, rozumieniu. Zresztą analogię można znacznie rozszerzyć.