Hold Me, Thrill Me, Kiss Me, Leak Me

21/02/2009 · 0 komentarzy

U2 Portland 12/19/05
Creative Commons License photo credit: Phil Romans

Pomimo wyjątkowych środków ostrożności, które zastosowało U2 by uchronić swe najnowsze dzieło przed nielegalną dystrybucją – kopie „No Line on the Horizon” zaczęły krążyć w sieciach wymiany plików na kilka ładnych dni przed oficjalną premierą (27 lutego w Irlandii, 3 marca na świecie). Widać to zresztą na załączonym obrazku.

Po tym, jak w dość zabawnych okolicznościach (Bono zbyt głośno śpiewał…) cztery piosenki wyciekły do sieci w minionym roku, zespół zrezygnował z wcześniejszego przesyłania płyt prasie (a zamiast tego organizował specjalne imprezy, na których można było posłuchać muzyki, choć zakazane było wnoszenie urządzeń nagrywających, w tym telefonów komórkowych, ehhh).

Nie uchroniło to jednak przed wpadką. Dwunasty album w karierze TyTeż pojawił się koło środy w BitTorrencie oraz LimeWire. A winna wpadki jest… australijska wytwórnia.

Universal Music Australia „przypadkowo”, jak donosi Sydney Morning Herald, rozpoczęła sprzedawanie płyty w swoim sklepie online. Jak to się stało, nie jest do końca jasne. Faktem jest, że kapela będąca jedna z najbardziej zagorzałych zwolenników DRM dostała niezłego kopniaka w tyłek – jej album w jakości CD i bez zabezpieczeń stał się dostępny na całym świecie.

Manager U2 – Paul McGuinness chce walczyć z nielegalną wymianą plików przekonując dostawców internetu do odcinania piratów od sieci.

If you were a magazine advertising stolen cars, handling the money for stolen cars and seeing to the delivery of stolen cars, the police would soon be at your doorpowiedział Reutersowi.

u2-isohunt

Opisywany przeze mnie przypadek to kolejny rozdział wielkiej opowieści o internecie, współczesnej dystrybucji wytworów kultury oraz mentalności wielkich i małych uczestników medialnego świata.

Przy okazji opisywania początków procesu The Pirate Bay pisałem, że stoimy u rozwidlenia dróg, a stawką jest filozofia, jaka będzie dominowała rozwojowi sieci w najbliższych latach. Tu jest podobnie. Wielkie koncerny, ale także sami artyści, powinni zrozumieć, że kończy się era dystrybucji przekazów, jaką znają.

Moim zdaniem, nie muszą się jednak aż tak bardzo przejmować, ani przybierać apokaliptycznego tonu, wieszczącego upadek przemysłu rozrywkowego. McLuhan mówił wyraźnie: każdy nowy środek przekazu „zawiera w sobie” swojego poprzednika. Nie likwiduje go jednak, ale zmienia. I tak na przykład muzyka grana na żywo, nie zginęła wraz z powstaniem nośników. Podobnie jest w tym przypadku – sprzedaż muzyki nie zginie w obliczu jej wymiany w sieciach P2P. Ale na pewno się zmieni. Może w kierunku zaproponowanym przez Radiohead?

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com