Znalazki niedzielne – a tak w ogóle to czyje to liny?

25/01/2009 · 0 komentarzy

Ufff… Dotarłem do domu po dość kolejowo-męczącej podróży na Śląsk. Z tej racji kilka ostatnich dni było raczej blogowo ciche… Dziś wracam ze Znalazkami i to naprawdę nie byle jakimi.

Sam już nie pamiętam jak trafiłem na ten show. Ważne jednak, że już po pierwszym obejrzanym odcinku zakochałem się w nim. Jestem przekonany, że Wy również będziecie bardzo miło zaskoczeni.

Program nazywa się „Whose Line Is It Anyway?„. Jego historia sięga końca lat 80. XX wieku i brytyjskiego radia. Przeniesiony do angielskiej telewizji zrobił niezwykłą karierę. W 1998 Drew Carey zaadaptował Whose Line? do warunków amerykańskich. Przez 8 kolejnych lat (220 odcinki) show cieszyło się ogromną popularnością. Dziś, oprócz telewizyjnych powtórek, program można oglądać m.in. w YouTube.

Nie ma większego sensu opisywać na czym polega cała zabawa. Najlepiej przekonać się o tym oglądając przykładowy odcinek. Wybrałem dla Was jeden, całkowicie losowy epizod (podzielony na trzy części). Jeśli Wam się spodoba – zobaczycie więcej. Jeśli nie – trudno. Wierzcie mi jednak, nie ma lepszej zabawy przy samotnym obiedzie ;)

Zapraszam także do komentowania. Ciągle się zastanawiam kto mógłbym poprowadzić i występować w polskiej wersji? Grzegorz Halama, Maciej Stuhr, Cezary Pazura? Typujcie…

PS. Pewną trudność w oglądaniu Whose Line? może sprawić liczba odniesień do amerykańskiej kultury. Przykładowo: w scence z najrzadziej wypożyczanymi książkami pada przykład „Dirty Jokes and Beer„. Zart jest śmieszny jeśli wiemy, że to tytuł autobiograficznej książki Drew Carey’ego…

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com