Ufff… Dotarłem do domu po dość kolejowo-męczącej podróży na Śląsk. Z tej racji kilka ostatnich dni było raczej blogowo ciche… Dziś wracam ze Znalazkami i to naprawdę nie byle jakimi.
Sam już nie pamiętam jak trafiłem na ten show. Ważne jednak, że już po pierwszym obejrzanym odcinku zakochałem się w nim. Jestem przekonany, że Wy również będziecie bardzo miło zaskoczeni.
Program nazywa się „Whose Line Is It Anyway?„. Jego historia sięga końca lat 80. XX wieku i brytyjskiego radia. Przeniesiony do angielskiej telewizji zrobił niezwykłą karierę. W 1998 Drew Carey zaadaptował Whose Line? do warunków amerykańskich. Przez 8 kolejnych lat (220 odcinki) show cieszyło się ogromną popularnością. Dziś, oprócz telewizyjnych powtórek, program można oglądać m.in. w YouTube.
Nie ma większego sensu opisywać na czym polega cała zabawa. Najlepiej przekonać się o tym oglądając przykładowy odcinek. Wybrałem dla Was jeden, całkowicie losowy epizod (podzielony na trzy części). Jeśli Wam się spodoba – zobaczycie więcej. Jeśli nie – trudno. Wierzcie mi jednak, nie ma lepszej zabawy przy samotnym obiedzie
Zapraszam także do komentowania. Ciągle się zastanawiam kto mógłbym poprowadzić i występować w polskiej wersji? Grzegorz Halama, Maciej Stuhr, Cezary Pazura? Typujcie…
PS. Pewną trudność w oglądaniu Whose Line? może sprawić liczba odniesień do amerykańskiej kultury. Przykładowo: w scence z najrzadziej wypożyczanymi książkami pada przykład „Dirty Jokes and Beer„. Zart jest śmieszny jeśli wiemy, że to tytuł autobiograficznej książki Drew Carey’ego…