Wczoraj rozmawiając z Hanią via Skype dyskutowaliśmy trochę o pisaniu. I oprócz zwierzenia dotyczącego książek Joe Alexa, które moja rozmówczyni lubiła czytać dzieckiem jeszcze będąc, dodała jeszcze dość prawdziwe i smutne zdanie:
Na studiach znałam wielu co sobie obiecywali ale żadna książka, o ile wiem, z tego nie powstała…
![]() |
Zastanawiam się, czy wielu z Was żyje marzeniami o Wielkiej Powieści? Jak ja. No może z czasem ta Wielka Powieść zamienia się w książkę w ogóle, w opowieść, w opowiadanie. Coś jest w tej idei, coś pociągającego, młodzieńczego, ale jednocześnie dojrzałego.
A jak ma się do tego osobisty blog? Czy może zrekompensować, stanowić pewnego rodzaju dobro zastępcze dla marzeń o byciu pisarzem? A jeśli ktoś wydrukuje to, co napisaliśmy?
Joshua Karp, mieszkaniec Chicago, jest założycielem The Printed Blog, które startuje właśnie z wydawaniem bezpłatnej, codziennej (a nawet ukazującej się dwa razy dziennie) gazety zawierającej najciekawsze posty z blogów w danej okolicy.
Dlaczego nikt do tej pory nie wpadł na to by wziąć najlepsze treści i przenieść je offline? – pyta Joshua. Ma nadzieję, że taka forma przyciągnie reklamodawców. Dość tanie reklamy (15-25 dolarów) i spory szum wokół przedsięwzięcia już zapewniły powodzenie pierwszym numerom.
Karp spodziewa się, że pomimo wysokich kosztów druku i papieru, nie wyda na pierwszy numer więcej niż 15 tys. dolarów.
Część blogerów odmawiała „papierowej wersji” swojej twórczości. Ogólny odzew był jednak pozywtywny. Zostali skuszeni wizją „materialnego” dowodu ich talentu i ciężkiej pracy…
Czy Josh odniesie sukces? Kto go tam wie? Może jego pomysł okaże się strzałem w dziesiątkę?
Zacząłem jednak od marzeń. Blog nie jest dla mnie ich wypełnieniem. Jest fascynującą przygodą. Jest świetną szkołą. Ale nie wypełnia mojej potrzeby napisania opowieści
Więc trzymajcie kciuki.
A Wy – jakie macie doświadczania i literackie marzenia?
PS. Nie ma się czym chwalić ale zupełnym świeżakiem nie jestem. Wygrywało się konkursy, było się bohaterem Teleranka… A poniżej wklejam jeden z moich wierszy (z 2002 roku…), który znalazł się w wydanym lata już temu tomiku „kroknadżycie”.
czasami zmieniamy się w strumienie
czasami zmieniamy się w strumienie
przepływamy prości spojrzeniem maleństwa
bez zimnych kalkulacji mnożenia i ujemnego bilansu
czasami
czasami umieramy cicho listopadową nocą
samotni ostatnim uśmiechem do nikogo
w ulubionych koszulach o których nikt nie wiedział
czasami
czasami krzyczymy wstrząśnięci pustynią
szukając tam gdzie pierwsze i ostatnie sny aniołów
zbłąkani tułacze szczęścia i ciepła dobrego ramienia
czasami
czasami rześcy jak motyle
czasami niepewni jak ślepcy
czasami
czasami światłem
albo tańcem w ciemnościach
czasami zmieniamy się w strumienie
Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)


{ 3 comments… read them below or add one }
mam ten tomik… jest tam parę innych – równie dobrych wierszy…
Z tego co pamiętam to Henry Miller (uwielbiam) uważał, że najwspanialszą książką jest życie. Dlatego pisał obszerne powieści tylko i wyłącznie o swoich doświadczeniach życiowych. Powiem szczerze: pasjonująca lektura. Blog też jest o życiu więc tutaj zaglądam i przyklaskuję (aż się zastanawiam czy nie rozpocząć własnego:)). Blog jest doskonałym warsztatem tak samo jak dzienniki, pamiętniki. Polecam pamiętniki Stefana Żeromskiego, doskonały przykład walki z formą i treścią. Co ja osobiście? Też są marzenia do spełnienia, ale do prawdziwej literatury, do jej stworzenia potrzebny jest bagaż doświadczeń, ja jeszcze nie zapełniłem plecaka:).
I mam ciągły, nieprzerwany problem z przecinkami, a nie chcę żeby ktoś mnie poprawiał:).