Zabierałem się właśnie za pisanie tekstu na bloga. Godzina – może koło dwudziestej. Dzwoni telefon. To mój kuzyn, Piotrek, mieszkający w pobliskim Legionowie.
Już jakiś czas temu obiecywaliśmy sobie, że się spotkamy. No, ale ja zajęty, on zalatany (dosłownie i w przenośni). I nie było kiedy. A tu się okazuje, że Piotrek ma wolny weekend i proponuje posiedziałkę. No, ale ja nie mogę – bo najbliższe dni mam wyjazdowe. Niewiele myśląc – umawiamy się na „za godzinę”.
Wybaczcie ten prolog. Wczorajszo-dzisiejsze spotkanie zainspirowało mnie do napisania tych kilku zdań poświęconych przyczynie mojego z kuzynem spotkania. Czyli piciu alkoholu i oglądaniu „Hydrozagadki”.
„Hydrozagadka” jest moim ukochanym filmem. Oglądanym setki razy, zawsze w doskonałym, najczęściej rodzinnym, towarzystwie. Za każdym razem wrażenia są identyczne: to najśmieszniejszy i najbardziej absurdalny film w historii polskiego kina i – niemożliwe jest obejrzeć go na trzeźwo.
W Filmwebowym opisie czytamy:
Film jest niezwykły w stosunku do całej polskiej kinematografii. Od strony warsztatowej reżyser [Andrzej Kondratiuk - przyp. DZ] stosuje nowatorskie, jak na tamte czasy rozwiązania (…). Treść na pozór banalna: Warszawie w niewytłumaczony sposób znika woda i to w czasie największych upałów. Nad problemem pracuje Profesor Milczarek (W. Michnikowski). Angażuje on do pomocy legendarnego i nieustraszonego Asa – w tej roli świetny Józef Nowak. Okazuje się – co ustala As, że sprawcą całego nieszczęścia jest tajemniczy maharadża i jego pomagier-partner w interesach – Plama. Planują oni niesamowitą operację przeniesienia za pomocą odparowania i pomyślnych wiatrów ogromnych mas wody z Polski do kraju maharadży, Kaburu. Niestety na drodze stanie mu nieustraszony As – przerysowana i groteskowa postać -kalka zachodnich superbohaterów z odpowiednimi socjalistyczno-ludowymi ulepszeniami.
I to w zasadzie tyle jeśli chodzi o fabułę – to i tak tylko dla tych, którzy z filmem się nie spotkali.
Co takiego jest w „Hydrozagadce”? Surrealistyczny humor. Wspaniałe kreacje aktorskie (np. Jerzy Turek w roli pijanego dróżnika – miłośnika Szekspira, rewelacyjny Zdzisław Maklakiewicz grający „bezwzględnie inteligentnego” doktora Plamę, czy Franciszek „Ziemia, planeta ludzi” Pieczka, czyli marynarz po reedukacji). Milion kulturalnych cytatów (wspomniany Szekspir, Goethe, James Bond, Superman itd.).
Z filmem wiążą się jednak dwie trudne kwestie. Po pierwsze – albo się go pokocha, albo nie obejrzy do końca. Po drugie – trzeba się wcześniej przygotować do jego odbioru (najlepiej za pomocą kilku piw, choć – jak wielokrotnie powtarza As – alkohol to największy wróg człowieka, no, ale i tak najważniejsze by przestrzegać przepisów BHP, szczególnie na kolej! Cześć!
. Przesada? No, a co powiecie na czołówkę trwającą dobre kilka minut, w której napisy zastąpione są „artystyczną” recytacją Igi Cembrzyńskiej?)
Jestem ciekaw, czy lubicie ten film? Może macie jakieś ciekawe wspomnienia z nim związane? Podzielcie się! I pamiętajcie: „Przepraszam książę, ten chłopczyk hehe ma kaca”…
Spodobał Ci się ten tekst? Bardzo się cieszę! Może powiesz o nim swoim znajomym lub dodasz do swojego ulubionego serwisu? A może chcesz bym napisał coś dla Ciebie? Daj znać :)

{ 1 comment… read it below or add one }
Hydrozagadka!!! Pamiętam czasy, kiedy jeszcze nie było YouTube, a i z internetem bywało średnio (było tak kiedyś, oj było:)). Wtedy krążyła u nas po podwórku kaseta wideo z Hydrozagadką. Nigdzie indziej nie można było tego obejrzeć, tylko na tej kasecie. Tak na szybko mogę sypnąć szlagiery: „ta oranżada jest bez bombelków” albo „mały jest wielki”. Tego się nie zapomina. Teraz mi się przypomniało, że muszę parę „Kondratiuków” jeszcze obejrzeć, może zrobię sobie dzisiaj dzień Wodnej Zagadki:). Dzięki Dawid za wskrzeszanie pięknych chwil z polskiej kinoteki:). A tam, idę włączyć mojego kombajna:).