Mój pierwszy megaherc

04/01/2009 · 4 komentarze/y

Mając 25 lat człowiek czuje się (przeważnie) młodo. Skończył niedawno studia, jest na początku zawodowej kariery, czasem dopiero zaczyna myśleć o stabilizacji emocjonalnej. No ale jego historia jest wciąż świeża, wciąż jest otwartą książką (lub: w miarę niezapisanym dokumentem .doc, .pages, .odf…).

Wspomnień mamy też – niedużo. W historycznych wydarzeniach raczej udziału nie braliśmy, a na tych wywołanych zdjęciach pojawia się garstka (mniejsza lub większa) przyjaciół, sympatii, odwiedzonych miejsc. Zrobiło się sentymentalnie…

Nieco inaczej sprawa ma się w przypadku doświadczeń z komputerami. O zaiste! Tu rok jest jak epoka, zwłaszcza ostatnio, kiedy sprzęt stał się dostępniejszy, tańszy i… mniejszy. Chciałbym dziś ożywić nieco te zamierzchłe dzieje i namówić Was na zwierzenia.

Moim pierwszym komputerem było Commodore 64. Na kasety. Na głowicę regulowaną malutkim śrubokrętem. Na stąpanie na palcach i zamykanie drzwi (jak najdelikatniej!) by po 30 minutach „wgrywania się” danej gry – nie pojawił się złowieszczy error.

To było tak dawno (dawno?!), że nie pamiętam kiedy to było. Ile miałem wtedy lat? Może z 6, 7 wiosen… No bo później..

Na pierwszą komunię dostałem – Amigę 500. „Z rozszerzeniem jeden mega”. Używaną, po kuzynie. To mógł być 1992 rok…

Mój pierwszy Mac :)I jeszcze jedno słowo komentarza. Moi koledzy z podstawówki zbierali się przy Pegasusie. Wiecie – Contra i te sprawy. Nie powiem – zazdrość była. To był elitarny klub. Ale co tam, moje Commodore rządziło!

Amiga. Dyskietki upakowane w te śmieszne pojemniki i kartoniki. I jaka rewolucja. Gra działała po włożeniu nośnika do odpowiedniego otworu. Bez „wgrywania”! Bez errorów! Na małym zielono-białym ekranie. No, co? I godziny spędzone przed Sensible Soccer i History Line: 1914-1918 (uwaga: na 12 dyskietkach!). I miałem jeszcze taki śmieszny joystick z przeźroczystą obudową. Normalnie, szał.

PS. Atari sucks! :)

Pierwszy komputer klasy PC. Wybłagany przez lata. Wiecie, kiedyś to był naprawdę spory wydatek. A w domu się raczej nie przelewało no i – trudno przetłumaczyć, że to nie tylko gry przecież (chociaż wtedy, bez internetu – to głównie gry). Ale chyba w ósmej klasie się udało. Z tego co pamiętam – procesor Intel taktowany zegarem 333 MHz… Wtedy to była maszyna! Jedna z lepszych na rynku. Ze cztery gigabajty dysku… I człowiek się nieustannie zastanawiał – po co mu tyle? A i pamiętam jeszcze rozmowy z kuzynami (braćmi ciotecznymi znaczy, sorry Princess :) ), w których jako wybitni specjaliści z zakresu informatyki wyrażaliśmy przekonanie, że procesory powinny być rozwijane tak do 3 GHz – bo i po co więcej? Gry będą śmigać i tak…

Wiecie ja nigdy nie poszedłem drogą wielu moich kumpli, którzy rozkręcali swoje komputery, bawili się kablami. Owszem, mam też takie doświadczenia, potrafię podłączyć dysk do pływy głównej…. Ale zawsze traktowałem je jako narzędzie zabawy, pracy. Nie interesowały mnie bebechy.

Później były jeszcze dwa PC – ten ostatni, który stoi obok, ma cztery rdzenie, średniej jakości kartę graficzną, pojemny dysk oraz bezprzewodową klawiaturę i myszkę. I co więcej potrzeba? O właśnie – potrzebny jest Mac

Od września jestem szczęśliwym posiadaczem MacBooka. Bez cienia przesady napiszę, że to najlepszy zakup elektroniki jaki kiedykolwiek zrobiłem. Dlaczego? Może to temat na osobny post. Ale „wojna” pomiędzy PC a Makami trwa od lat. Jestem jednak przekonany, że kto raz spróbuje popracować na Jabłuszku, poużywać go w codziennych czynnościach – nie wróci do PC. Może się mylę?

Jest jeszcze jednak kwestia – internet. Może Was zdziwię, ale bardzo późno miałem internet „na biurku”, w domu. Chyba na trzecim roku studiów. Wcześniej kawiarenki (fuj!) i biblioteka. Sprawdzanie poczty, kilku stron. I tyle. Dopiero więc niedawno stałem się „bożym szaleńcem” sieci, co doprowadziło mnie do dziś i tego wpisu :)

Internet jest dla mnie zjawiskiem przede wszystkim społecznym a nie technologicznym. To również tłumaczy tematykę, jaką poruszam na blogu. Interesuje mnie społeczna zmiana, zmiana antropologiczna. Wtórną kwestią jest dla mnie na jakim silniku pracuje mój blog… (Choć to także środek przekazu.)

Piszcie o swoich doświadczeniach komputerowych. Może Wasza droga była nieco inna? Mnie na przykład omija mania laptopów oraz (póki co) netbooków i tabletów. Może razem też odkryjemy perełki z przeszłości? Zapraszam.

{ 4 komentarze/y… czytaj je poniżej lub dodaj swój }

Robinho Styczeń 9, 2009 o 02:17

Ja niestety do końca życia będę skażony piętnem Atari:). Później poprawiłem błąd i było normalnie, czyli c64, amiga, pentiumI, pentiumIII, pentiumIV a teraz netbook MSI. Czekam na wiekopomną chwilę, kiedy przesiądę się na MacBooka:).

Odpowiedz

Lukasz Kluj Styczeń 12, 2009 o 15:48

U mnie (rocznik 77) było tak:
- około 1985 Apple II u taty w pracy
- Oric I (taki 8-bitowy francuski komputerek podobny do ZX-spectrum), było na niego poro gier
- C64/Spectrum/Atari/Amstrad – u kolegów :)
- Amiga 600 – moja własna, super sprzęt mający SERYJNIE 1MB – użytwkonicy 500-tek musieli upgrade’ować
- potem nastała era PC: 486, P200MMX, Celerony jakieś
- iBook g3 ‘snow white’
- a teraz? teraz jest MacBook – a czego sie spodziewaliscie :)
- Wii i X360 nie licze :P

Odpowiedz

Dawid Zaraziński Styczeń 12, 2009 o 15:54

Witam na blogu :) Widzisz jakie koło się zatacza: od Apple do Apple… i koło życia zatacza krąg jakby powiedział Król Lew :)

Odpowiedz

Lukasz Kluj Styczeń 13, 2009 o 18:16

Prawdę mówiąc nawet nie zwróciłem na to uwagi – masz racje: od Apple do Apple :)

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Jeśli chcesz by obok Twojego komentarza pojawił się obrazek - stwórz konto w serwisie Gravatar.com