Nie jestem specjalistą od teatru. Nie znam się na teatralnej krytyce. Trudno mi skupić się na obiektywnych kryteriach oceny jakiegoś spektaklu – koncentruje się więc na tym, co przeżywam.
Rozmowa z Jaśkiem, fot. Wojciech Zalewski, BialystokOnline
Pisałem wczoraj o weekendowym wypadzie na Wschód. Z jednej strony odwiedziny w rodzinnej Łomży. Ale przede wszystkim – w pięknym, choć mało gościnnym dla mnie Białymstoku. To właśnie w tamtejszym Teatrze Dramatycznym odbyła się premiera spektaklu wyreżyserowanego przez moją serdeczną przyjaciółkę – Anię Nowicką.
Wpierw może o samym przedstawieniu. „Jasiek” to monodram oparty o tekst Andrzeja Maleszki. Jest to historia niespełnionej aktorki Magdy Klimek, która swojego pięcioletniego syna, wiecznie „ukrytego” pod stołem, traktuje jak swojego psychoanalityka, przyjaciela, partnera. W tę rolę wciela się nieznana mi wcześniej aktorka Ola Maj (bardzo sympatyczna osoba, duży talent).
W czasie godzinnego spektaklu jesteśmy świadkami codzienności aktorki. Jej niespełnionych marzeń, problemów finansowych, utraty pracy, kłopotów rodzinnych i towarzyskich. Czasem ta bardzo energetyczna osoba przywoływana jest na ziemię przez wyrzuty sumienia odnośnie swojego syna. Ale prawdziwy sprawdzian przychodzi w momencie pojawienia się zaskakującej propozycji – angażu w paryskim musicalu…
Ola Maj w roli Magdy Klimek, fot. Wojciech Zalewski, BialystokOnline
Finał „Jaśka” nie rozczaruje. Ania odeszła trochę od tekstu Maleszki (i bardzo dobrze!) Świadczą o tym choćby reakcje publiczności i recenzje – ludzie o spektaklu dyskutują, rozumieją i interpretują go na różne sposoby, nierzadko inaczej niż wizja reżyserki… Ale przecież dzieła kultury żyją własnym życiem, nabierają różnych znaczeń.
„Jasiek” jest spektaklem o teatrze. O kobietach. O macierzyństwie. O odpowiedzialności. I choć, jak napisałem w pierwszym akapicie, na krytyce teatralnej się nie znam, zrobił na mnie duże wrażenie.
Chciałem napisać jeszcze kilka zdań o samej reżyserce. Z Anią znamy się od wielu, wielu lat. Łączy nas niejedno miłe wspomnienie…
Radzę z tak dużą dawką obiektywizmu na jaki mnie stać, byście śledzili jej karierę, bo jeszcze w teatrze zamiesza. Ta niezwykle pogodna, uśmiechnięta i czerpiąca z życia garściami osoba jest doskonałym przykładem na to, że warto iść za głosem swoich marzeń.
Aniu, bardzo Ci za wszystko dziękuję!
PS. Jeśli mieszkacie w Białymstoku lub zamierzacie się w nim pojawić to „Jaśka” będzie mogli zobaczyć jeszcze 23, 24 i 25 stycznia oraz 6, 7 i 8 lutego. Polecam i zapraszam!
{ 1 trackback }