Jakiś czas temu udało mi się zakończyć studia. W Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa (IEMiD) Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) w Warszawie obroniłem się pracą „Fenomen internetu w świetle koncepcji środków masowego przekazu Marshalla McLuhana”.
Była to dla mnie naprawdę fascynująca przygoda. Przede wszystkim jednak spotkałem się z jednym z największych i najważniejszych wyzwań intelektualnych w życiu. Czy podołałem? Obroniłem się, owszem. Ale czy pogadać było z kim? Niestety.
Pozwólcie więc, że od czasu do czasu będę „molestował” was McLuhanem. Dlaczego? Bo warto. Ten kanadyjski intelektualista był tak barwną, intrygującą i porywającą osobą, że czuje się w obowiązku przybliżać jego przemyślenia. Ale niech się uderzy w pierś ten, który uzna, że McLuhana poznał i zrozumiał! Jest coś bowiem na rzeczy w zdaniu, że „jego prace to bezpieczne źródło odniesienia, bo nikt ich nigdy nie zrozumiał”… To oznacza, że McLuhan to wielka opowieść i nieustanna edukacja.
Marshall McLuhan bywa nazywany prorokiem internetu. Można się spierać z prawdziwością i trafnością takiego stwierdzenia, ale niewątpliwie prawdą jest, że myśli jednego z najciekawszych uczonych XX wieku, mimo iż on sam nie żyje od prawie 30 lat, wciąż wzbudzają kontrowersje, a jednocześnie ujmują swą aktualnością.
Dzieła McLuhana są wciąż czytane, a jego twórczość znajduje nowych zwolenników i kontynuatorów. Od czasu do czasu jego uczniowie (a także „wyznawcy”, do których się zaliczam) próbują przenieść błyskotliwe spostrzeżenia mistrza na grunt współczesnej kultury i technologii. Okazuje się bowiem, że oryginalne koncepcje kanadyjskiego uczonego nie zdezaktualizowały się; więcej nawet – można je z powodzeniem stosować w opisie zjawisk kultury współczesnej, których McLuhan doświadczyć osobiście nie mógł, a które często przewidywał i opisywał jeszcze przed ich powstaniem. Jednym z takich zjawisk jest internet.
Postaram się przedstawiać najważniejsze, bardziej lub mniej znane, koncepcje Mistrza. Zawsze jednak będę chciał je „odnosić” do tego, co współczesne. Nie ukrywam też, że liczę na współpracę i twórcze poszukiwanie kontekstu. No i a początek przedsmak: film, na którym można usłyszeć samego McLuhana i tak dla niego charakterystyczną formę narracji.
{ 1 trackback }