Czytacie jeszcze książki? Znajdujecie jeszcze czas na lekturę? Czy zdarzało Wam się, że jakieś dzieło wywołało w Was emocje, ogromne uczucia, skłoniło Was do przemyślenia swoich postaw, wyborów? Czy nadal tak jest?
Moja odpowiedź na powyższe pytania się nie zmienia – niezmiennie jest twierdząca. Przywiązanie do książek to moja największa miłość od wczesnych lat dziecięcych: bardzo szybko zacząłem czytać, robiłem to płynnie i dość dojrzale. Pamiętam nawet taką scenę z zerówki – tak zwana Pani zaprowadziła mnie do trzecioklasistów i kazała coś przed nimi czytać mówiąc jednocześnie: patrzcie dzieci, tak się to powinno robić… Normalnie szał.
Trochę sobie przysłodziłem, nie ma co
Ale prawda jest bardzo prozaiczna: nie miałem innych wybitnych zdolności. Mój ojciec jest złotą rączką – wie o tym cała rodzina i jest pełna podziwu. A ja dwie lewe ręce. Nie potrafiłbym kontaktu (gniazdka, świnki) pewnie wymienić. W piłkę grać nigdy nie lubiłem i nie umiałem (czy może odwrotnie). Uczyłem się dobrze, ale nie należałem do prymusów (za wyjątkiem jednej z najwyższych średnich na mojej kochanej socjologii
).

A książki uwielbiałem od zawsze. Dużo w tym zasługi moich starszych braci ciotecznych (niektórzy nie wiedzą o co chodzi – więc napiszę: kuzynów). Łukasz, Grzesiu, Piotrek… to z nimi czytaliśmy Maya w całości, bawiliśmy się w Indian, dobieraliśmy ksywki w konwencji Old Coś-tam… (chociaż nie wiem, czy Piotrek pamiętasz, jak ścigaliśmy się kto pierwszy przeczyta Dzieci z Bullerbyn?).
Karol May to pisarz, który wychował mój gust literacki. Ale przede wszystkim do niebotycznych rozmiarów rozwinął moją wyobraźnię. Polecam wszystkim rodzicom by czytali ze swoimi dziećmi te biało-czarne historie o zawsze dobrych bohaterach i złych łotrach rozgrywające się w tak barwnej scenerii amerykańskich prerii. Nieznajomość Winnetou powinna być dla mnie karana chłostą.
Dziś moja „literackość” jest oczywiście nieco bardziej zróżnicowana. Muszę się jednak przyznać, że od niepamiętnych czasów nie wypożyczałem niczego z biblioteki. Książki kupuję hurtowo. Mam dwie pary spodni, dwa swetry, dwie pary butów (codzienne i „od święta”), kilka tiszertów, parę koszul. Ale książek mam setki. Zresztą na zdjęciu obok widzicie moje „zbiory”.
No właśnie. Nie zbieram książek, nie traktuję ich jak ozdobę. Nie układam alfabetycznie. Nie przeliczam. Czytam. Na moich półkach obok klasyki znaleźć można współczesne powieści, poezję, reportaże, rozprawy naukowe, modlitewniki. Ukochaną fantastykę, przygodę, socjologię i medioznawstwo, historię. Nie przepadam za to za albumami.

Książki przeżywam bardzo osobiście. Najlepszym przykładem jest moja dwutygodniowa ciężka choroba po pierwszym razie ze Zbrodnią i Karą. Nie pozwalają mi spać, drążą mózg, nie zbadam się z nimi, polemizuję, piszę o nich i przeklinam. Wchodzę w świat, bohaterów.
Nie mam ulubionych pisarzy i poetów. Wierny jestem zawsze temu co zrobili Dostojewski, Staff, Pratchett, Strugaccy, Lem, Irving, Dick. Ale wszelkie tego typu wyliczanki będę krzywdzące.
Co ostatnio? Przede wszystkim Kamień na kamieniu Myśliwskiego – książce, której poświecę kolejny post. Po raz kolejny Lem. Przymierzam się do Archipelagu Gułag.
Co jakiś czas postaram się pisać o tym co przeczytałem. Może też to znacie i porozmawiamy, pokłócimy się twórczo? Czujcie się także swobodni – piszcie o swoich ulubionych pisarzach i dziełach, piszcie czym są dla was książki. Komentujcie lub mejlujcie. Mam nadzieję, że tak jak ja odpoczywacie i chorujecie przy wspaniałych historiach.
Bo ponad wszystko na świecie kocham opowieści.
{ 6 komentarze/y… czytaj je poniżej lub dodaj swój }
Uwielbiam czytać.. czasem tłumaczę sobie, że nie mam na to czasu, ale to nieprawda… na to zawsze znajdzie się dość czasu. Dobrze, gdy książka nie daje zasnąć, gdy nie pozwala na spokój, kiedy nie można skończyć na jedej stronie… Oby otaczały nas tylko takie książki…
Ale ważne jest by pamiętać, że ksiażki, to tylko ksiażki… Słowa to słowa. Liczy się to co pomiędzy Tobą a nimi. Emocje, wzburzenia, postawy… Magia jednym słowem. Ale racja – życzmy sobie więcej dobrych, mądrych książek.
Dla mnie książka jest innym wymiarem, czymś ponad to co nas otacza a jednocześnie tak bardzo osadzonym w rzeczywistości. Teraz jednak zrażę wszystkich szanujących się czytelników: mianowicie od dłuższego czasu książki kolekcjonuję i czytam w formie e-booków. Może razić ale to taka mała prawda czasu.
Prawda czasu, zgadzam się. Ja się jednak nie mogę przekonać do e-booków. Podobnie jak audiobooków. Ale może gdybym dysponował naprawdę wygodnym czytnikiem? Może mi ktoś sprawi KIndle?
Jeśli chodzi o audiobooki to uwielbiam od lat słuchać fragmentów książek czytanych w Trójce oraz słuchowisk radiowych.
no ja próbowałem w samochodzie – wiesz, jak się jeździło dziennie 3h autem do pracy… No ale jakoś nie mogę
Ciekawe jak to by było słuchać audiobooka we dwoje, przy dobrym winie… Ehh…
{ 2 trackbacki }