Po dłuższej przerwie wracam do cyklu Zapytaj Mądrzejszych. W związku z prezentacją, jaką mam niedługo wygłosić na Uniwersytecie Jagiellońskim, mam dla Was takie oto zagadnienie pod rozwagę:
Internet jest niewątpliwie jednym z najbardziej widocznych znaków rewolucji cyfrowej. Zmienia się praktycznie każdy aspekt naszego życia: od rozwoju osobistego i wychowania, poprzez edukację i podnoszenie kwalifikacji, na życiu osobistym, kontaktach społecznych i rozrywce kończąc. Zmienia się również charakter naszej pracy, sposób jej wykonywania i umiejętności, które są uznawane za najbardziej wartościowe. I właśnie o to chcę Was podpytać.
Czy zauważacie różnice pomiędzy aspektami związanymi z pracą zawodową, jej wykonywaniem, czy szerzej nawet: ekonomią, które dominowały jeszcze 10, 20 lat temu (ogólniej: pokolenie naszych rodziców), a zachowaniami i możliwościami, jakie są obecnie? Czytaj dalej
Jestem coraz bardziej zmęczony tak zwanymi social media. Nie wiem, czy to po prostu mój gorszy okres, czy trwała już zmiana? Coraz częściej czuję się przytłoczony internetową bieganiną, milionami wpisów na sekundę, twitterowym i facebookowym szaleństwem. Odnoszę wrażenie, że przestają to być (czy kiedykolwiek były?) narzędzia komunikacji z przyjaciółmi, stając się jeszcze jedną, bardzo irytującą przestrzenią reklamową.
Dużo myślę też o własnym blogowaniu. O związanych z nim ambicjach, potrzebach, zyskach i stratach. Bilans jest pozytywny; te 1,5 roku codziennego praktycznie pisania nauczyły mnie wiele. Także o mnie samym.
Kilka razy blog ten zmieniał swój charakter. Zyskał „markę” ExploreExplain. Parę razy ogłaszałem w jego funkcjonowaniu ważne zmiany. Nie zawsze się sprawdzały, nie zawsze byłem im wierny. Myślę, że jestem w takim momencie, w którym zeszło ze mnie wszelkie ciśnienie związane z prowadzeniem bloga. Czytaj dalej
Wyobraź sobie świat po nuklearnej zagładzie, w którym tylko nieliczni ocaleni przy życiu potrafią czytać. Wyobraź sobie wędrowca, który strzeże Księgi mogącej uratować ludzkość. Wyobraź sobie despotę, który pożąda Księgi i zrobi wszystko by ją zdobyć. Wyobraź sobie konfrontację, w której chodzi nie tylko o to, kto zdobędzie Księgę, ale o wiarę, wytrwałość i przeznaczenie.
Na możliwość obejrzenia „Księgi ocalenia” czekałem z niecierpliwością. Zapowiadało się bowiem interesujące widowisko – postnuklearne wizje, religijne podteksty i świetni aktorzy. Czego można chcieć więcej?
Po premierze filmu pojawiło się jednak bardzo wiele kiepskich recenzji. Że jednostronny, patetyczny, chrześcijańsko fundamentalistyczny itd. Nie nastawiło mnie to pozytywnie. Tym przyjemniejsze było zaskoczenie – film widziałem kilka dni temu i muszę przyznać, że dawno już żaden nie zrobił na mnie takiego wrażenia i nie dał mi tyle do myślenia. Ale wymaga to kilku zdań wyjaśnienia. Czytaj dalej
W „Polityce” z minionej środy ukazał się tekst Jacka Żakowskiego, w którym dziennikarz opisuje szczegóły niezależnego projektu nowych mediów publicznych, opracowanego przez koordynatorów Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych, powołanego naKongresie Kultury Polskiej we wrześniu ubiegłego roku. Pierwszy szkic projektu trafił kilkanaście dni temu do wszystkich, którzy go współtworzyli. Redaktor Żakowski wyłożył najważniejsze zmiany proponowane w projekcie.
Naszym zadaniem było opracowanie sytemu, który media publiczne uwolni od trzech największych bolączek: zamienienia TVP i Polskiego Radia w narzędzia walki partyjnej, komercjalizacji i demoralizacji pociągającej ze sobą inwazję tandety, rosnącego uzależnienia od pieniędzy z reklamy – pisze Jacek Żakowski.
Pod powyższą wizją podpisuję się rękami i nogami. Jeśli udałoby się ją osiągnąć mógłbym nawet zostać widzem TVP (obecnie rzadko oglądam telewizję w ogóle, a TVP ma dla wyjątkowo ubogą ofertę lub poprzez godziny emisji interesujących programów – zupełnie niedostępną). Jak więc zespół Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych chce ją zrealizować? Czytaj dalej
Narzekałem ostatnio na nasze kłopoty z językiem, dbałością o poprawność i bogactwo polszczyzny. W gruncie rzeczy to wołanie na puszczy (na co w komentarzach zwrócił uwagę Angamoss) o podstawowy choć poziom kultury. Nie inaczej będzie i dziś, bo napiszę o telefonach komórkowych i naszej notorycznej nimi podniecie.
Siedzę w autobusie kierującym się na moją wieś. Ze mną niewiele, może z dziesięć osób. Czekamy na odjazd. Czytam coś, jakiś klasyk, lektura wymagająca skupienia, wciągająca opowieść. I to właśnie w tym momencie jakaś miła pani postanawia opowiedzieć komuś na temat zakupów jakie poczyniła, nie omijając szczegółów dotyczących pora i pomidorów. Szybko rozmowa przenosi się na bardziej osobiste tory: a ten to taki owaki, cham i prostak, zajebiście, tak, tak, zdzwonimy się, a co u Aśki bo już lata jej nie widziałam itd.
Co mnie to obchodzi, pytam?! Dlaczego mam tego słuchać? Czytaj dalej
Pogoda odbiera mi właściwie ochotę na jakąkolwiek aktywność. Wybaczcie proszę, że ten i być może kilka kolejnych postów będzie nieco niższych lotów, pełnych narzekania, rozczarowania, brzydkich słów itp. Na pierwszy ogień biorę problemy z językiem.
Z naszą znajomością języka okropnie jest. Nie potrzeba nawet drugiego zdania (czyli: bez dwóch zdań). Przeraża mnie to, że kiedyś poprawność językowa i umiejętność „bogatego” wysławiania się oznaczała pewien stan intelektu, poziom kultury, była przedmiotem dążeń i aspiracji. Dziś kto nie porozumiewa się „podwórkowym” („nara”, „zajebiście”, czy obrzydliwy „lachon”) lub „internetowym” (LOL, IMHO) ten jest nudziarz i pozer.
W dużej mierze, niestety, winny jest temu internet. Może nie sam internet nawet tylko możliwość jaką stworzył. Zacytuję w tym miejscu klasyka, Andrzeja Sapkowskiego, który tak w „Narrenturmie” opisuje spotkanie głównego bohatera z niejakim Janem Gutenbergiem, który poszukuje inwestora dla swego epokowego wynalazku: Czytaj dalej
Określanie własnych celów, nie tylko tych noworocznych, ma ogromną wartość. Pozwala spojrzeć na siebie nieco „z boku”, docenić swoje mocne i określić słabe strony, ale przede wszystkim ułatwia opracowanie planu na to co i jak chcemy osiągnąć, nie zadowalając się półśrodkami, ale decydując się tylko na sprawy dla nas najlepsze.
Czasem jednak, wiem to z własnego doświadczenia, mamy ogromne problemy ze stawianiem sobie celów. Nie tylko dlatego, że nie mamy czasu lub sił na ich określenie. Czasem po prostu nie bardzo wiemy co chcemy w życiu robić, jaką ścieżką pójść.
Mam nadzieję, że kilka poniższych rad – testowanych dermatologicznie, na własnej skórze – ułatwi nieco życie osobom, które męczą się myśleniem „niczego nie umiem”, „nie mam pojęcia co ze sobą zrobić”, „jestem byle jaki”. W końcu przecież autorefleksja nie jest przeznaczona tylko dla młodych/pięknych/bogatych – może być bardzo przydatna dla każdego, w dowolnych okolicznościach i nie wymaga jakiś specjalnych predyspozycji. Czytaj dalej
Za nami finał Super Bowl. Po raz pierwszy w historii zespół New Orleans Saints zdobył to największe wyróżnienie w futbolu amerykańskim. Zainteresowanych sportową stroną odsyłam do doniesień, na przykład tu. Znaczenie ciekawsze było jednak to, co działo się w przerwach reklamowych.
Podobnie jak w roku ubiegłym prezentuję tu większość spotów, wyświetlonych przy okazji Super Bowl. Jak zawsze w grę wchodzą duże pieniądze, gwiazdy i kontrowersje; dla reklamożerców to prawdziwa uczta. Zatem – smacznego! Dajcie również znać, które podobały Wam się najbardziej.
Każde nowe medium zmienia oblicze starego, przekonywał McLuhan. Nie inaczej jest z internetem i jego wpływem na telewizję. Nie wiem jak Wy, ale ja posiadam w domu okropny telewizor, który służy mi jedynie do oglądania filmów na DVD przed snem. Nie pamiętam kiedy ostatnio obejrzałem coś „z programu tv”.
Wkurza mnie w telewizji to, że to ja muszę się nastroić do niej, a nie ona do mnie. Zmusza się mnie do chęci obejrzenia czegoś, bo jak nie to okazja przepadnie (nie wspominając, że naprawdę ciekawe propozycje puszczane są o nieludzkich porach). No i te reklamy co dwadzieścia minut. I ci lektorzy jeszcze (nic do nich nie mam, chodzi o sam fakt). Rzadko kiedy sięgam po pilota.
Jestem natomiast ogromnym zwolennikiem rozwiązań VoD (Video On Demand, wideo na życzenie). I choć w dalszych planach mam kupno lepszego telewizora, PVR, PS3 i dobrego systemu audio to zdarza mi się korzystać z nagrań dostępnych przez internet. Kiedy chcę, co chcę. Czytaj dalej
W grach komputerowych interesują mnie podobne rzeczy jak w filmach – powinny zapewniać mi bezstresową rozrywkę jeśli mam zamiar się odprężyć, wciągnąć mnie opowiadaną historią jeśli tego potrzebuję i traktować mnie po partnersku a nie jak imbecyla niezdolnego do niczego poza niskim, bezkrytycznym odbiorem. I podobnie jak w kinie (patrz: Avatar) – na rynku gier komputerowych pojawia się wiele tytułów, które rozdmuchane marketingową maszynką okazują się po prostu słabe.
Ale taką pozycją zdecydowanie nie jest Mass Effect 2.
Jeśli miałbym tworzyć listę moich ulubionych gier Mass Effect znalazłaby się na pewno w pierwszej trójce. Od pierwszej spędzonej z nią minuty pokochałem ją za epicko przedstawioną opowieść, za złożoność wyborów, wielość opcji, swobodę i niebanalne zakończenie. Z niecierpliwością czekałem na drugą część przygód komandora Sheparda. Od piątku znów wkroczyłem w przestrzenie zagrożonej galaktyki, w którym tajemnice mieszają się z osobistymi dramatami. I jest cudnie! Czytaj dalej
Microsoft Courier – rewelacyjny elektroniczny dziennik z Tegrą 2! | Gadżetomania.pl: Prezentacje wideo robią niezłe wrażenie. Tylko dla mnie się nie na da. Mam okropne pismo ;) […]