Za nami finał Super Bowl. Po raz pierwszy w historii zespół New Orleans Saints zdobył to największe wyróżnienie w futbolu amerykańskim. Zainteresowanych sportową stroną odsyłam do doniesień, na przykład tu. Znaczenie ciekawsze było jednak to, co działo się w przerwach reklamowych.

Podobnie jak w roku ubiegłym prezentuję tu większość spotów, wyświetlonych przy okazji Super Bowl. Jak zawsze w grę wchodzą duże pieniądze, gwiazdy i kontrowersje; dla reklamożerców to prawdziwa uczta. Zatem – smacznego! Dajcie również znać, które podobały Wam się najbardziej.

Motorola i Megan Fox

Czytaj dalej

Każde nowe medium zmienia oblicze starego, przekonywał McLuhan. Nie inaczej jest z internetem i jego wpływem na telewizję. Nie wiem jak Wy, ale ja posiadam w domu okropny telewizor, który służy mi jedynie do oglądania filmów na DVD przed snem. Nie pamiętam kiedy ostatnio obejrzałem coś „z programu tv”.

Wkurza mnie w telewizji to, że to ja muszę się nastroić do niej, a nie ona do mnie. Zmusza się mnie do chęci obejrzenia czegoś, bo jak nie to okazja przepadnie (nie wspominając, że naprawdę ciekawe propozycje puszczane są o nieludzkich porach). No i te reklamy co dwadzieścia minut. I ci lektorzy jeszcze (nic do nich nie mam, chodzi o sam fakt). Rzadko kiedy sięgam po pilota.

Jestem natomiast ogromnym zwolennikiem rozwiązań VoD (Video On Demand, wideo na życzenie). I choć w dalszych planach mam kupno lepszego telewizora, PVR, PS3 i dobrego systemu audio to zdarza mi się korzystać z nagrań dostępnych przez internet. Kiedy chcę, co chcę. Czytaj dalej

W grach komputerowych interesują mnie podobne rzeczy jak w filmach – powinny zapewniać mi bezstresową rozrywkę jeśli mam zamiar się odprężyć, wciągnąć mnie opowiadaną historią jeśli tego potrzebuję i traktować mnie po partnersku a nie jak imbecyla niezdolnego do niczego poza niskim, bezkrytycznym odbiorem. I podobnie jak w kinie (patrz: Avatar) – na rynku gier komputerowych pojawia się wiele tytułów, które rozdmuchane marketingową maszynką okazują się po prostu słabe.

Ale taką pozycją zdecydowanie nie jest Mass Effect 2.

Jeśli miałbym tworzyć listę moich ulubionych gier Mass Effect znalazłaby się na pewno w pierwszej trójce. Od pierwszej spędzonej z nią minuty pokochałem ją za epicko przedstawioną opowieść, za złożoność wyborów, wielość opcji, swobodę i niebanalne zakończenie. Z niecierpliwością czekałem na drugą część przygód komandora Sheparda. Od piątku znów wkroczyłem w przestrzenie zagrożonej galaktyki, w którym tajemnice mieszają się z osobistymi dramatami. I jest cudnie! Czytaj dalej

iPad. Tablet Apple. Zapowiadany, dyskutowany, wywołujący blogową gorączkę. Prawie mityczny. Ale już jest i… no właśnie i co z tego? Czy będzie to pozycja, która ma szansę podbić serca użytkowników? Czy – jak chcą niektórzy – zrewolucjonizuje rynek urządzeń przenośnych, ebooków (i egazet) oraz konsumpcję rozrywki?

Nie chcę tu opisywać specyfikacji iPad’a. Pisałem już o tym dla e-biznes.pl i tam zainteresowanych odsyłam. Najważniejsza w tym wszystkim jest chyba cena urządzenia – od 499 dolarów za najtańszą wersję do 829 dolarów za najdroższą (w Polsce ile? 2-3 tysiące?). To może być bardzo mocny atut w rękach Apple. Szczególnie na rynku amerykańskim. Magia firmy + atrakcyjna cena = popularność?

iPad jest czymś pomiędzy netbookiem a smartfonem. Właściwie jest rozbudowanym iPhone’m z dodatkowymi funkcjami. I w moim odczuciu urządzeniem sprawdzającym się wyłącznie jako drugi (przenośny) komputer, dodatkowo jeszcze o wiele bardziej dla użytkowników Maców (podobnie jak iPhone). Poza tym chyba jest jednak większym rozczarowaniem niż zaskoczeniem. Nie zrozumcie mnie źle – to może być naprawdę dobry sprzęt. Moje (i myślę, że nie tylko moje) oczekiwania i wyobrażenia na temat jak takie urządzenie powinno wyglądać by było dla mnie użyteczne wyglądały jednak inaczej. Czytaj dalej

Miks telewizji i internetu nierzadko daje mieszankę wybuchową. Chociażby w tworzeniu i masowym dystrybuowaniu treści, które poprzez swój humor lub kontrowersje jakie wzbudzają, szybko zyskują miano „kultowych”. Zdarza się, że na krócej lub dłużej goszczą w naszej codzienności, zwłaszcza w języku (czy nie jest tak choćby z „no to frugo”, czy „takie rzeczy to tylko w erze”?).

Dużą szansę na taką zawrotną karierę ma hasło „Pants on the Ground”. Pojawiło się kilka tygodni temu w amerykańskim „Idolu”, zaprezentowane w piosence 62-letniego „Generała” Larry’ego Platt’a. Zresztą, zobaczcie sami. Czytaj dalej

Filmy mają opowiadać historie, zaciekawiać widza, sprawiać by wczuwał się w opowieść, przeżywał ją i myślał o niej. Kino – nawet te hollywoodzkie, rozrywkowe, które przecież również spełnia bardzo istotne funkcje kulturalne – powinno być czymś więcej niż tylko zbiorem drogich, wizualnych sztuczek. I na boga, nie może traktować widza jak idioty.

Widziałem w tym tygodniu dwa blockbustery, mające ze sobą wiele wspólnego produkcje, które na długo przed swoją premierą były wyczekiwane i poddawane intensywnej marketingowej obróbce. Pierwszy z nich okrzyknięto mianem rewolucyjnego i wizjonerskiego. Drugi z takim reżyserem, po którym spodziewać można było się wybuchowej mieszanki, musiał być niespodzianką. „AvatarJamesa Camerona i „Sherlock HolmesGuya Ritchiego.

Co łączy te dwa filmy? Hollywood i tamtejsza filozofia robienia filmów. Oba są wielkimi widowiskami, oba były oczekiwane i dyskutowane na długo przed premierą. Oba odniosły finansowy i frekwencyjny sukces (choć oczywiście Avatar ma tu o wiele większe osiągnięcia – zarobił już ponad 1,6 mld dolarów!). Z mniej lub bardziej gwiazdorską obsadą (zdecydowanie na korzyść Holmesa, choć brak pierwszoligowych gwiazd wyszedł Avatorowi na dobre), z mniej lub bardziej wyszukanymi efektami specjalnymi (zob. artykuł i wideo jak powstał Avatar) mogły przyciągnąć podobnego widza – szukającego widowiskowej rozrywki w znajomych klimatach. Nawet długością projekcji są zbliżone.

Są to jednak produkcje tak odmienne, tak dalekie od siebie, że jako widz – aż nie mogę się temu nadziwić. Dlaczego? Czytaj dalej

farmville-logoNie wiem jak Wy, ale ja im więcej czasu spędzam na Facebooku, tym bardziej go lubię. Kiedy już przyzwyczaiłem się do jego dość skomplikowanego (takie było moje pierwsze wrażenie) interfejsu, kiedy wiem już mniej więcej co jest gdzie, korzystanie z Twarzoksiążki jest bardzo przyjemnym doświadczeniem, tak różnym od konsumowania treści z Waszej-Klasy chociażby.

Jest jednak sprawa, która męczy mnie od samego początku: bzdurne aplikacje, a właściwie komunikaty z osiągnięć znajomych, które pojawiają się w moich aktualnościach. Sposób na poradzenie sobie z tym jest jednak dość prosty – wystarczy (tak jak na grafikach poniżej) po prawej stronie kliknąć opcję „ukryj”, a następnie „ukryj nazwa aplikacji” – już więcej nie będziemy męczeni powiadomieniami z takich wątpliwej jakości zabaw. Czytaj dalej

Jedną z cech zmieniającej się błyskawicznie rzeczywistości medialnej jest co, że śmieszą nas rzeczy które wcale nie tak dawno były naszą codziennością. Czasem podchodzimy do nich z sentymentem, czasem z lekkim zażenowaniem. Zawsze wzbudzają w nas spore emocje.

Chociażby takie reklamy.

Dzisiejszą reklamoizmatykę poświęcam więc starym polskim reklamom. Starym – czyli z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (są i wcześniejsze perełki). Jak zawsze – jeśli macie swoje typy lub podobne znaleziska, zostawiajcie w komentarzach. Zaczynamy.

Nie raz i nie dwa zadawaliśmy sobie to pytanie – ojciec, prać?

Czytaj dalej

google_cnW opublikowanym na oficjalnym blogu poście, Google ogłasza, że nie zamierza dłużej cenzurować chińskiej wersji swojej wyszukiwarki. Nawet jeśli oznaczać to będzie konieczność wycofania się z tamtego rynku. Decyzja taka podjęta została po grudniowym cyberataku, w który zamieszana jest prawdopodobnie chińska administracja rządowa.

W połowie grudnia wykryliśmy wysoko zaawansowany atak na naszą firmową infrastrukturę, którego źródło znajduje się w Chinach i w wyniku którego skradziono własność intelektualną. Szybko okazało się jednak, że coś co na pierwszy rzut oka wydawało się incydentem związanym z bezpieczeństwem jest w rzeczywistość czymś zupełnie innym – czytamy w tekście.

Przeprowadzone śledztwo ujawniło, że atak nie dotknął tylko korporacji z Mountain View, ale również 20 innych firm. Jego celem było zyskanie dostępu do kont pocztowych (Gmail) należących do osób walczących o prawa człowieka. Jest wysoce prawdopodobne, że w atak – w jakiś sposób, jak dokładnie tego jeszcze nie wiemy – zaangażowana jest chińska administracja rządowa. Czytaj dalej

twitter_logoFirma TextWise przeprowadziła bardzo interesujące badanie dotyczące Twittera, które przybliża kilka ważnych statystyk z nim związanych. Ci z Was, którzy zawzięcie bronią tego typu serwisów przekonując, że to miejsca wymiany informacji, ciekawych znalezisk i opinii a nie tylko komentarzy w stylu „idę do toalety”, nie będą raczej zadowoleni. Dlaczego?

nao compreendo! – o językach użytkowników

TextWise posłużyła się bardzo ciekawą metodologią. Pobrała losowe komunikaty z Twittera z okresu dwóch tygodni za pomocą dostępnego API. W rezultacie otrzymała 8,9 mln „tweetów”, opublikowanych przez 2,6 mln użytkowników. Około 2,7 mln wiadomości (31 proc.) było odpowiedziami na inne, umieszczone przez kolejne osoby. Pół miliona komunikatów (6 proc.) stanowiły „retweety”. Prawie dwa mln „tweetów” zawierało URL. Czytaj dalej